Podsumowania spotkań z minionej nocy. To nie są zwykłe „recapy”, nacisk położony jest na multimedia i szczegóły których w relacjach głównego nurtu nie znajdziecie. Dodatkowo do każdego meczu dołączony jest „miernik” – graficzne sklasyfikowanie spotkania, dzięki któremu szybko można się dowiedzieć czy było atrakcyjne i czy warto do niego wrócić.
Chicago Blackhawks – Edmonton Oilers
Dziesięciopunktowa seria Patricka Kane’a to coś WOW, a przecież to jeszcze nie jest jej koniec. Po czteropunktowym występie raczej oczekuje się, że będzie kontynuacja jego dobrych występów. Póki co Kaner dołączył do Tylera Seguina w roli lidera klasyfikacji kanadyjskiej, obaj mają po 23 punkty. W tamtym sezonie Kane także przez chwile był najlepiej punktującym NHL i wymieniany był nawet w gronie faworytów do MVP. Potem przytrafiła się kontuzja barku i wszystkie plany wzięły w łeb jak lewica w ostatnich wyborach parlamentarnych. Zobaczmy jak punktował Kane w tej swojej świetnej serii:
Wyraźna pomoc dla Kane i vice versa płynie ze strony Artiemija Panarina. Ten gagatek prowadzi w klasyfikacji rookies z 14 punktami, wczoraj dwa razy zamieniał podanie Kanera na bramki. Anisimow potencjalnie jest najmniej naświetlonym członkiem tej formacji, ale chyba właśnie o to chodzi. Wygrywać wznowienia i nie przeszkadzać, wyręczać mniejszych kolegów w cięższych bitwach i pomagać w defensywie (wracać najmocniej za akcją). Z przodu Panarin i Kane sobie poradzą.
To był dobry mecz w United Center, bo Oilers mimo że bez Connora McDavida to zagrali przyzwoicie. Ich notę podnosi zwłaszcza druga tercja w której oddali przerażające 22 strzały (żadnej bramki). Cam Talbot przekonał się, że bez obrony na poziomie New York Rangers ciężko jest notować shutouty w meczach z Blackhawks (ostatnio grał przeciwko Czarnym Jastrzębiom jeszcze jako Strażnik i tamto starcie nowojorczycy wygrali 1:0). United Center ma już swoje lata, ale żeby z dachu leciały na lód materace? Pierwsze widzę:
New Jersey Devils – Vancouver Canucks
Siedem bramek, dogrywka, gol w osłabieniu, 83 minuty karne. Brzmi zachęcająco? Tylko pozornie. To nie było jakoś szczególnie dobre widowisko, przede wszystkim zawiodło tempo gry i forechecking z obu stron (którego długimi fragmentami brakowało). Devils kolejny raz znajdują sposób by ograć kogoś w taki niezbyt wyszukany sposób, tym razem były to specialne fragmenty gry (SHGoal oraz sześć udanych PK) oraz skutczny block-shotting (11 blokowanych uderzeń).
Była w tym meczu agresja o czym już napisałem wyliczając karne minuty. Była to jednak ta „zła” agresja, nie wynikająca wcale z fajnej fizycznej gry. Raczej z dziwnych i wynikających z małego zaawansowania hokejowego niektórych zawodników. Jordin Tootoo wniósł na wokandę tuż po spotkaniu sprawę o obrażających go słowach Alexa Burrowsa. Przypomnijmy że Tootoo to Inuit, na nasze po prostu płynie w nim indiańska krew. Sądzę, że nie po raz pierwszy słyszy słowa o swoich pochodzeniu w hokeju, po prostu uznał że to odpowiednia chwila żeby ktoś kogo nie lubi został postawiony w złym świetle. Szkoda, że jeśli rzeczywiście Burrows coś tam szeptał na uszko złego o rodzinie Tootoo, to nie miał na tyle jaj by stanąć za swoimi słowami. Zrobić to musiał Derek Dorsett:
Jeśli masz odwagę gadać, musisz być gotowy także na pójście o krok dalej. Uwagi na temat mojego osobistego życia, pochodzenia i mojej rodziny to pokaz braku szacunku i klasy. To nie do zaakceptowania w dzisiejszych czasach, NHL powinna coś z tym zrobić. Z jego strony wyszło zwykłe tchórzostwo – podsumował zajście Tootoo
To nie była jedyna walka tego meczu (Virtanen vs Farnham), ani jedyny jego mocny akcent. Ważnym wydarzeniem był hit Adama Larssona na Jaredzie McCannie, który zakończyło się karą meczu dla gracza Devils i pięciominutowym okresem osłabienia gospodarzy. Wyszli z niego obronną ręką, a Canucks właśnie wtedy przegrali mecz marnując swoją szóstą grę w przewadze. Trzeba przyznać, że przyzwoicie bronił Kinkaid, który rzadko dostaje szansę (dziesięć meczów z rzędu bronił Schneider). Spragniony gry rezerwowy zanotował 28 obron między innymi taką paradę w beznadziejnej wręcz sytuacji:
New York Islanders – Boston Bruins
Chyba mimo wszystko najnudniejszy mecz tej nocy. Dwie bramki w 5 on 3 (dla obu stron), tylko jedna w 5 on 5. Wyspiarze nie są nakręceni jak na początku sezonu, nie klei im się zbytnio gra i chyba zanim w stu procentach nie wróci John Tavares (niby wrócił, ale myślami chyba jeszcze jest gdzie indziej) to tak z nimi będzie. Mecz miał lepsze fragmenty, ale suma summarum był taką jakaś „leżanką”…
Tuukka Rask wyszedł na tym wszystkim najlepiej, nie dość że trochę poleżał (patrz powyżej) to jeszcze zanotował jeden z lepszych w sezonie występów statystycznych (37sv). Zawiodło top six Islanders, mało było ciekawych rzeczy prezentowanych przez czołowych napadziorów tej ekipy. Boston stracił bramkę w osłabieniu, ale i tak poprawił swoje statystyki zabijając sześć z siedmiu kar. Przed tym spotkaniem Bruins byli ostatni w lidze pod względem Penalty Kill – 68.1 procent.
Detroit Red Wings – Dallas Stars
Kiedy w pierwszej tercji licznik celnych strzałów Dallas Stars dobijał do 15, a na tablicy wyników było 2:0 myślałem sobie że to będzie nudny jednostronny pojedynek. Na szczęście Detroit Red Wings zastopowali idący w złą stronę wynik gole w przewadze na 2:1. Od tego momentu zaczęły się ciekawe rzeczy dla fachowego oka, a raczej odpychające dla niedzielnego kibica. Z zadowoleniem oglądałem poprawki w grze Czerwonych Skrzydeł zastosowane przez Jeffa Blashilla. Korekty w taktyce i sposobie gry, sprawiły że Red Wings utrzymali na wodzy silnego rywala i do końca walczyli tu o punkty. Sprawę na końcu rozjaśniły dwa trafienia Gwiazd „do pustaka” więc rezultat końcowy 4:1 jest bardzo mylący. Stars zostali zmuszeni do wielkiego wysiłku, a największy plus wędruje do trenera Red Wings, który zmotywował swoich zawodników do stoczenia fajnej walki.
Szkoda tylko że Red Wings mogą to przypłacić dwoma kontuzjami, Jimmy’ego Howarda i Jonathana Ericssona. To był najlepszy i najstraszniejszy widok tych zawodów, stróżka krwi cieknąca z głowy Ericssona, który szukał tylko zemsty na Alesie Hemskym. Blashill był wściekły na sędziów, próbował im łopatologicznie za pomocą gestów rąk wytłumaczyć, że karą należy się także Czechowi (dwie minuty dostał tylko Ericsson za uderzenia po całej sytuacji). Uwielbiam ten zestaw ruchów trenera Detroit, traktuje tu sędziego jak kogoś kto nie rozumie po angielsku:
Trzeba przyznać, że klub z Teksasu hitował tutaj dosyć rzadko i bardzo nieumiejętnie. To może być problem Stars w przyszłości bo będą łapać w ten sposób kary, albo przestaną hitować kiedy to będzie wymagane i będą tracić bramki. Najlepiej wyszło im chyba to wejście ciałem, tylko że nie o trafianie w swoich w tym sporcie chodzi:
DZIĘKUJE ZA PRZECZYTANIE

