Brendan Gallagher rozpoczął sezon 2026/27 w zupełnie nowych barwach. Po 14 kolejnych sezonach spędzonych w Montreal Canadiens doświadczony skrzydłowy reprezentuje Vancouver Canucks, a na jego plecach widnieje numer 7. Dla wieloletnich kibiców Canadiens już sam widok zawodnika w koszulce innego klubu jest czymś trudnym do przyzwyczajenia. Jednak zmiana numeru, z którym był utożsamiany przez całą dotychczasową karierę w NHL, ma znacznie głębsze uzasadnienie.
Gallagher przez lata zostawiał na lodzie całe serce, walcząc w charakterystycznych niebiesko-biało-czerwonych barwach Canadiens. Jego zadziorność, nieustępliwość i gotowość do rywalizacji w najbardziej niewygodnych rejonach lodowiska stały się znakami rozpoznawczymi napastnika. Nieodłącznym elementem tego wizerunku była jedenastka na plecach, z którą występował przez cały pobyt w Montrealu.
Jeszcze pod koniec września Canucks opublikowali zdjęcie Gallaghera w nowej koszulce z numerem 7. Dla części kibiców mogło być zaskoczeniem, że zawodnik nie zachował swojego dotychczasowego oznaczenia. Okazuje się jednak, że zmiana nie wynikała z osobistych preferencji hokeisty, lecz z tragicznego rozdziału w historii Vancouver Canucks, który do dziś zajmuje szczególne miejsce w pamięci organizacji.
Numer 11 został bowiem nieoficjalnie zastrzeżony przez Canucks na cześć Wayne’a Makiego, jednego z pierwszych wyróżniających się zawodników w historii klubu. Maki trafił do Vancouver podczas draftu rozszerzeniowego NHL w 1970 roku i szybko zdobył sympatię miejscowych kibiców. Niestety, po dwóch i pół sezonach udanych występów, w grudniu 1972 roku usłyszał dramatyczną diagnozę – nowotwór mózgu.
Hokeista przez kilkanaście miesięcy walczył z chorobą, ale ostatecznie zmarł 12 maja 1974 roku, mając zaledwie 29 lat. Jego przedwczesna śmierć była ogromną tragedią dla rodziny, kolegów z drużyny i całej społeczności skupionej wokół Canucks.
Pod koniec sezonu 1973/74 numer 11 nosił jeszcze Chris Oddleifson, który następnie zgodził się na zmianę oznaczenia na swojej koszulce. Od tamtej pory władze Vancouver postanowiły wycofać ten numer z użytkowania, choć nigdy nie przeprowadzono oficjalnej ceremonii jego zastrzeżenia. Był to symboliczny gest upamiętniający Makiego i jego tragicznie przerwaną karierę.
Przez ponad dwie dekady żaden zawodnik Canucks nie występował z 11 na plecach. Wszystko zmieniło się w 1997 roku, kiedy do Vancouver trafił Mark Messier. Legendarny napastnik, wcześniej związany z Edmonton Oilers i New York Rangers, otrzymał zgodę na zachowanie numeru, z którym odnosił największe sukcesy w NHL.
Decyzja władz Canucks wywołała jednak ogromne kontrowersje. Pozwolenie Messierowi na występy z numerem 11 zostało odebrane jako złamanie wieloletniej tradycji i brak szacunku dla pamięci zmarłego zawodnika. Według ówczesnych doniesień szczególnie mocno sprzeciwiała się temu rodzina Makiego, dla której cała sytuacja była wyjątkowo bolesna.
Kiedy Messier opuścił Vancouver w 2000 roku, organizacja postanowiła powrócić do wcześniejszej zasady. Od tamtej pory żaden kolejny hokeista Canucks nie otrzymał pozwolenia na grę z numerem 11.
Właśnie dlatego Gallagher w swoim pierwszym sezonie w Kolumbii Brytyjskiej występuje z siódemką na plecach. To nie przypadkowa zmiana ani próba odcięcia się od przeszłości w Montrealu, lecz wyraz szacunku dla historii Vancouver Canucks i pamięci zawodnika, którego życie zostało tragicznie przerwane.
Dla Gallaghera oznacza to rozstanie z numerem, który przez lata stanowił nieodłączną część jego hokejowej tożsamości. Dla Canucks to z kolei potwierdzenie, że historia Wayne’a Makiego, mimo upływu ponad pół wieku, pozostaje ważniejsza niż indywidualne przyzwyczajenia nawet najbardziej rozpoznawalnych zawodników NHL. Jedenastka nadal pozostaje poza obiegiem, przypominając o tragedii, której w Vancouver nigdy nie zapomniano.


Komentarze pod tekstem