Są hokeiści, których zapamiętuje się dzięki osiągnięciom na lodzie. Są też tacy, którzy swoją osobowością, stylem i popularnością wykraczają daleko poza granice sportu. Ron Duguay bez wątpienia należał do tej drugiej kategorii. Były napastnik New York Rangers, który zachwycał kibiców efektowną jazdą na łyżwach, a swoim wdziękiem i charyzmą podbił cały Nowy Jork, zmarł w czwartek w wieku 69 lat po długiej walce z rakiem jelita grubego.
Informację o jego śmierci przekazała partnerka życiowa, Sarah Palin, była gubernator Alaski i kandydatka Partii Republikańskiej na wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych w wyborach z 2008 roku.
Napisała, że Duguay „odszedł spokojnie po ciężkiej i wytrwałej walce z nowotworem”.
New York Rangers również pożegnali swojego byłego zawodnika. W oficjalnym oświadczeniu klub nazwał go „jednym z najpopularniejszych hokeistów w historii organizacji”. Przypomniano także jego niepowtarzalny styl jazdy na łyżwach. Duguay przemierzał lodowisko bez kasku, z charakterystycznymi, długimi, kręconymi włosami powiewającymi za głową. Ten widok przez lata elektryzował publiczność Madison Square Garden.
Kimś więcej niż tylko hokeistą
Ron Duguay urodził się w Sudbury w prowincji Ontario. Pierwsze poważne kroki w hokeju stawiał w miejscowych Wolves, występujących w Ontario Major Junior Hockey League. Jego talent szybko dostrzegli skauci NHL i w drafcie w 1977 roku New York Rangers wybrali go z numerem 13.
Do najlepszej ligi świata trafił bezpośrednio z rozgrywek juniorskich, mając zaledwie 20 lat. Nie potrzebował długiego okresu adaptacji. Już w debiutanckim sezonie zdobył 20 bramek i zanotował 20 asyst.
W barwach Rangers występował przez osiem sezonów, w dwóch oddzielnych okresach swojej kariery. Łącznie zgromadził dla nowojorskiej drużyny 340 punktów, w tym 164 gole. Ten dorobek nadal daje mu 25. miejsce na klubowej liście najlepszych strzelców wszech czasów.
Najbardziej udany pod względem bramkowym okazał się sezon 1981/82, w którym Duguay aż 40 razy pokonywał bramkarzy rywali. Właśnie wtedy otrzymał swoje jedyne powołanie do Meczu Gwiazd NHL.
Wcześniej był również częścią zespołu Rangers, który w sezonie 1978/79 sensacyjnie dotarł do finału Pucharu Stanleya. Nowojorczycy przegrali wówczas z Montreal Canadiens w pięciu spotkaniach, ale tamta drużyna na trwałe zapisała się w pamięci kibiców.
Duguay pozostawił po sobie także rekord, który do dziś nie został pobity. 6 kwietnia 1980 roku potrzebował zaledwie dziewięciu sekund od rozpoczęcia spotkania z Philadelphia Flyers, aby zdobyć bramkę. Do dziś pozostaje współrekordzistą Rangers pod względem najszybciej strzelonego gola od pierwszego wznowienia meczu.
Jednak to nie statystyki sprawiły, że stał się postacią wyjątkową.
Duguay, nazywany przez znajomych i kibiców „Doogie”, był jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobistości nowojorskiego życia towarzyskiego. Regularnie pojawiał się w legendarnym klubie Studio 54, gdzie bawiła się ówczesna śmietanka świata muzyki, filmu, sztuki i mody. W czasach, gdy większość zawodników NHL pozostawała praktycznie anonimowa poza środowiskiem sportowym, on cieszył się statusem prawdziwego celebryty.
Jego klubowy kolega Rod Gilbert przedstawił go Andy’emu Warholowi. Słynny artysta umieścił później Duguaya na okładce swojego magazynu „Interview”, a także uwiecznił go w prestiżowej serii portretów „Athletes”. Hokeista znalazł się tym samym w towarzystwie takich sportowych gigantów jak Muhammad Ali, Kareem Abdul-Jabbar czy Tom Seaver.
Na tym nie koniec. Steven Spielberg rozważał nawet powierzenie mu głównej roli w filmie „Poszukiwacze zaginionej Arki”. Ostatecznie Duguay nie został Indianą Jonesem, ale sam fakt, że brano go pod uwagę przy obsadzaniu jednej z najsłynniejszych ról w historii kina, doskonale pokazuje skalę jego ówczesnej popularności.
Osobnym rozdziałem była słynna reklama dżinsów marki Sasson. Duguay wystąpił w niej wspólnie z kolegami z Rangers: Philem Esposito, Andersem Hedbergiem i Dave’em Maloneyem. Telewizyjny spot, z wpadającym w ucho hasłem „Oo La La! Sasson”, stał się prawdziwym fenomenem popkultury. Do dziś jest wspominany jako jeden z najbardziej charakterystycznych epizodów w historii nowojorskiego klubu.
Sam Duguay doskonale rozumiał, że jego rola wykraczała daleko poza zdobywanie bramek.
– Kiedy tylko wyjeżdżałem na lód, od razu czułem tę energię. W pewnym momencie stajesz się kimś więcej niż tylko hokeistą. Stajesz się artystą, bo dostarczasz ludziom rozrywki i masz możliwość poderwania ich z miejsc za każdym razem, gdy wykonujesz wejście ciałem – opowiadał w rozmowie z TVA Sports w 2023 roku.
Jego ekstrawagancki styl życia nie wszystkim jednak odpowiadał. Według ówczesnych doniesień pozostawał on w konflikcie z trenerem Rangers, Herbem Brooksem, który miał zupełnie inne wyobrażenie o zachowaniu profesjonalnego sportowca. Ostatecznie w 1983 roku Duguay został oddany do Detroit Red Wings.
Co ciekawe, to właśnie w Detroit rozegrał dwa najlepsze pod względem punktowym sezony w całej karierze. W rozgrywkach 1983/84 zgromadził 80 punktów, a rok później poprawił ten wynik, kończąc sezon z dorobkiem 89 oczek.
Później występował jeszcze w Pittsburgh Penguins i Los Angeles Kings. Karierę w NHL zakończył po sezonie 1988/89, właśnie w barwach Królów.
Jego ostateczny bilans w najlepszej lidze świata to 864 spotkania i 620 punktów.
Życie, które zawsze kręciło się wokół hokeja
Zakończenie kariery w NHL wcale nie oznaczało dla Duguaya rozstania z hokejem. Przez kolejne lata występował w ligach niższego szczebla, a nawet spróbował swoich sił w Niemczech. Dopiero w 1999 roku, mając 41 lat, zdecydował się definitywnie zawiesić łyżwy na kołku.
A przynajmniej tak mu się wówczas wydawało.
Hokej wciąż go przyciągał. W 2002 roku dołączył jako zawodnik do Jacksonville Barracudas z Atlantic Coast Hockey League, a następnie przejął obowiązki pierwszego trenera. W sezonie 2003/04 poprowadził drużynę do jej pierwszego mistrzowskiego tytułu. Na stanowisku szkoleniowca pozostał do 2006 roku.
Jeszcze bardziej niezwykła historia wydarzyła się w marcu 2009 roku. Duguay miał wówczas 51 lat, a mimo to podpisał dwudniowy kontrakt, dzięki któremu wystąpił w spotkaniach Brooklyn Aces i Jersey Rockhoppers.
Nie zrobił tego jednak dla pieniędzy. Całe wynagrodzenie przekazał na rzecz Garden of Dreams Foundation, organizacji charytatywnej związanej z Madison Square Garden, pomagającej dzieciom i młodzieży znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej.
W tym samym roku wystąpił również w pierwszej edycji telewizyjnego programu CBC „Battle of the Blades”, w którym byli hokeiści NHL próbowali swoich sił w łyżwiarstwie figurowym.
Duguay nie potrafił zresztą długo pozostawać z dala od Rangers. W latach 2007–2018 pracował jako ekspert telewizyjny stacji MSG Network, komentując i analizując występy swojej dawnej drużyny. Dzięki temu przez kolejną dekadę pozostawał blisko klubu i miasta, które odegrały tak ogromną rolę w jego życiu.
Ostatnie miesiące były jednak dla niego niezwykle trudne.
Według medialnych doniesień Duguay od ponad roku zmagał się z nowotworem jelita grubego w czwartym stadium zaawansowania. W trakcie leczenia przeszedł między innymi operacje usunięcia wyrostka robaczkowego i pęcherzyka żółciowego. Na początku tego roku jego córka Shay Thomas opublikowała zdjęcia dokumentujące walkę ojca z chorobą.
O tym, jak wysoko ceniono Duguaya w świecie hokeja, najlepiej świadczą słowa nieżyjącego już Freda Shero, byłego szkoleniowca New York Rangers.
– Wolę Duguaya z jego sposobem gry niż Mike’a Bossy’ego z jego sposobem gry – powiedział kiedyś trener.
To wyjątkowe wyróżnienie, zważywszy na fakt, że Bossy należał do najwybitniejszych strzelców w historii NHL. Shero nie chodziło jednak wyłącznie o liczby, lecz o wszystko, co Duguay wnosił na lodowisko. Jego szybkość, nieprzewidywalność, widowiskowość i umiejętność wywoływania emocji wśród publiczności.
Nie był po prostu dobrym hokeistą. Był zawodnikiem, od którego trudno było oderwać wzrok.
Ron Duguay pozostawił córki Shay Thomas i Amber Stavros, syna Noaha Duguaya oraz wnuki: Aidena, Jaydena, Cole’a, Norę i Rangera.
Świat hokeja stracił jedną ze swoich najbardziej barwnych i lubianych postaci. Nowy Jork pożegnał natomiast człowieka, który jak mało kto rozumiał, co znaczy występować w blasku reflektorów Madison Square Garden.
Bo Ron Duguay nie tylko grał dla Rangers. On był częścią nowojorskiego widowiska.


Komentarze pod tekstem