W świecie zawodowego sportu niewiele rzeczy potrafi wywołać u najmłodszych kibiców tyle radości, co zabawna, nieco zwariowana maskotka ulubionej drużyny. Dzieci bywają jednak nieprzewidywalne, a żart, który dorosłym wydaje się zupełnie niewinny, w ich oczach może wyglądać znacznie mniej przyjaźnie.

Przekonał się o tym w sobotni wieczór Sharkie, popularna maskotka San Jose Sharks. Jego próba rozbawienia jednej z najmłodszych fanek Rekinów zakończyła się zupełnie inaczej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Dziewczynka, która jeszcze chwilę wcześniej z entuzjazmem podchodziła do swojego ulubieńca, nagle wpadła w panikę.

Nagranie z całego zdarzenia błyskawicznie obiegło media społecznościowe, gromadząc setki tysięcy wyświetleń. Na filmie słychać rodziców zachęcających córkę do przywitania się z Sharkiem. Dziewczynka nie potrzebuje długich namów. Podchodzi do maskotki, a następnie oboje wymieniają serdeczny uścisk. Wszystko wygląda na niezwykle sympatyczne spotkanie, które mogłoby stać się jednym z najpiękniejszych wspomnień młodej fanki hokeja.

Wtedy jednak Sharkie postanawia nieco zażartować. W charakterystycznym dla maskotek, przesadnie teatralnym stylu otwiera swoją wielką paszczę i udaje, że zamierza ugryźć dziewczynkę w głowę.

Problem w tym, że mała kibicka zupełnie nie zrozumiała żartu. Zamiast wybuchnąć śmiechem, autentycznie się przestraszyła. W jednej chwili wyrwała się z objęć maskotki i rzuciła do ucieczki, szukając schronienia przy swojej rodzinie.

Cała sytuacja z perspektywy obserwatorów wyglądała dość komicznie, choć trudno jednocześnie nie współczuć dziewczynce. Spotkanie, które miało być wyjątkowym przeżyciem i okazją do zrobienia pamiątkowego zdjęcia, na moment zamieniło się w scenę rodem z dziecięcego koszmaru. Sharkie najwyraźniej nie przewidział, że jego niewinny wygłup zostanie odebrany aż tak dosłownie.

Na szczęście historia doczekała się szczęśliwego zakończenia. W końcowej części nagrania widzimy bowiem Sharkiego pozującego do wspólnej fotografii z dziewczynką i jej rodziną. Wygląda więc na to, że początkowy strach udało się opanować, a całe zamieszanie nie przekreśliło szansy na miłą pamiątkę.

Jest jednak jeden zabawny szczegół, którego trudno nie zauważyć: podczas robienia zdjęcia Sharkie przezornie zachowuje już bezpieczny dystans. Najwyraźniej uznał, że na jeden wieczór wystarczy mu straszenia najmłodszych kibiców.