Była to jedna z najgłośniejszych zmian trenerskich poprzedniego sezonu NHL, a wielu kibiców do dziś nie potrafi się z nią pogodzić. Kiedy New York Islanders zdecydowali się zwolnić Patricka Roya na zaledwie cztery mecze przed zakończeniem sezonu zasadniczego, w hokejowym środowisku zaroiło się od pytań. Dlaczego właśnie wtedy? Co tak naprawdę wydarzyło się za kulisami? Czy legendarny bramkarz stracił zaufanie zawodników? Teraz, mniej więcej pół roku później, poznajemy odpowiedzi bezpośrednio od człowieka, który podjął tę decyzję.
Mathieu Darche, dyrektor Islanders, wystąpił niedawno w podcaście La game dans la game, prowadzonym przez Marca Denisa na antenie kanadyjskiej stacji RDS. Podczas rozmowy wrócił do wydarzeń, które wiosną wywołały ogromne kontrowersje na Long Island. I choć przedstawione przez niego argumenty prawdopodobnie nie przekonają wszystkich przeciwników tej decyzji, pozwalają znacznie lepiej zrozumieć, czym kierowały się władze klubu.
Dlaczego Darche zdecydował się zwolnić Roya?
Menedżer Islanders wskazał dwa zasadnicze powody rozstania ze szkoleniowcem. Pierwszy dotyczył sytuacji wewnątrz zespołu. Darche doszedł do wniosku, że drużyna znalazła się w momencie, w którym potrzebowała nowego impulsu i innego przekazu ze strony człowieka stojącego za ławką.
– Nasz zespół znalazł się w punkcie, w którym potrzebowaliśmy czegoś innego – wyjaśnił podczas podcastu.
To klasyczny argument o konieczności wprowadzenia „nowego głosu w szatni”, po który dyrektorzy NHL sięgają od dziesięcioleci. Zazwyczaj podobne tłumaczenie brzmi jak wyświechtany frazes, mający usprawiedliwić pozbycie się trenera, ale Darche przekonywał, że w tym przypadku była to rzeczywista ocena kondycji mentalnej zespołu.
Drugi powód wydaje się jednak znacznie ciekawszy i rzuca zupełnie inne światło na całą operację.
Darche chciał zatrudnić Petera DeBoera, zanim zrobi to któryś z konkurencyjnych klubów NHL.
Nie chodziło zatem wyłącznie o zakończenie współpracy z Royem. Dyrektor Islanders dostrzegł możliwość pozyskania szkoleniowca, którego uważał za właściwego człowieka do poprowadzenia drużyny w kolejnych latach. Nie zamierzał ryzykować, że zwlekając do końca sezonu, straci okazję na jego zatrudnienie.
Była to więc przemyślana decyzja kadrowa, a nie działanie podjęte pod wpływem chwilowych emocji po kolejnym nieudanym występie. Można oczywiście kwestionować jej zasadność, szczególnie biorąc pod uwagę moment sezonu, ale przynajmniej wiadomo, że Darche realizował konkretny plan.
Co istotne, menedżer stanowczo odrzucił sugestie, jakoby Roy utracił kontrolę nad szatnią.
– Patrick nie stracił szatni – podkreślał już podczas konferencji prasowej 6 kwietnia, a podobne stanowisko przedstawił teraz w rozmowie z RDS.
To ważne rozróżnienie. W NHL zwolnienia trenerów często następują wtedy, gdy zawodnicy przestają reagować na ich polecenia, tracą zaufanie do przyjętej filozofii albo zwyczajnie nie chcą już słuchać kolejnych przemówień. Według Darche’a w przypadku Roya nic takiego nie miało miejsca.
Zawodnicy nie odwrócili się od swojego szkoleniowca. Kierownictwo uznało po prostu, że drużynie potrzebne jest inne podejście, a dostępność DeBoera stworzyła okazję, której nie należało przepuścić.
Przyjaciel musiał zwolnić przyjaciela. Kulisy trudnej rozmowy
Cała historia ma również wymiar osobisty, który odróżnia ją od typowego zwolnienia trenera w zawodowym sporcie.
Darche przyznał, że przed rozpoczęciem wspólnej pracy w Islanders nie znał Roya osobiście. Z czasem jednak ich relacja wykroczyła poza standardowe kontakty pomiędzy dyrektorem a szkoleniowcem. Legendarny bramkarz stał się dla niego nie tylko cenionym współpracownikiem, ale również przyjacielem.
Dlatego przekazanie mu decyzji o zwolnieniu okazało się wyjątkowo trudnym doświadczeniem.
Darche opowiedział, że poprosił Roya o spotkanie dzień po meczu Islanders z Carolina Hurricanes. Rozmowa odbyła się w jego gabinecie i, jak podkreślał, nie towarzyszyły jej ani kłótnia, ani wzajemne pretensje. Dominowały smutek i świadomość, że ich zawodowe drogi właśnie się rozchodzą.
– Nie zrobiłem tego z przyjemnością. Mam ogromny szacunek do Patricka – przyznał Darche.
Zapewnił również, że zakończenie współpracy nie zniszczyło ich osobistej relacji. Obaj nadal utrzymują bardzo dobre kontakty, mimo że to właśnie Darche podjął decyzję o pozbawieniu przyjaciela stanowiska.
Nie zmienia to jednak faktu, że z perspektywy Roya okoliczności rozstania mogły być szczególnie bolesne. Czterokrotny zdobywca Pucharu Stanleya jako zawodnik, członek Hockey Hall of Fame i jedna z największych osobowości w historii NHL stracił pracę niemal na finiszu sezonu. Co więcej, jak wynika ze słów jego przełożonego, nie dlatego, że zawodnicy przestali go słuchać, lecz również dlatego, że na rynku pojawił się kandydat, którego klub nie chciał stracić.
Zmiana trenera nie przyniosła oczekiwanego efektu
Największy problem z argumentacją Darche’a polega na tym, że przeprowadzona roszada nie przyniosła spodziewanych rezultatów.
Zatrudnienie DeBoera miało zapewnić drużynie nowy impuls w decydującej fazie walki o play-off, ale Islanders nie zdołali odwrócić losów sezonu. Już 12 kwietnia, po porażce 1:4 z Montreal Canadiens, stracili matematyczne szanse na awans do fazy pucharowej.
Tym samym jeden z najbardziej kontrowersyjnych ruchów personalnych końcówki rozgrywek nie przełożył się na osiągnięcie najważniejszego celu sportowego.
Wśród kibiców pozostało więc rozgoryczenie. W mediach społecznościowych nie brakowało głosów krytykujących zarówno sposób potraktowania Roya, jak i samą zasadność przeprowadzania tak radykalnej zmiany na kilka spotkań przed zakończeniem sezonu.
Bo skoro drużyna ostatecznie i tak nie zakwalifikowała się do play-off, trudno dziwić się pytaniom, czy całe zamieszanie było rzeczywiście potrzebne.
Oczywiście z perspektywy kierownictwa Islanders zatrudnienie DeBoera miało znaczenie nie tylko w kontekście kilku ostatnich meczów. Była to przede wszystkim inwestycja w przyszłość i próba zapewnienia sobie usług szkoleniowca, którego Darche uważał za odpowiedniego kandydata do długofalowego prowadzenia zespołu.
Jednak dla kibiców, którzy cenili Roya i jego bezkompromisowe podejście do pracy, takie wyjaśnienie niekoniecznie stanowi wystarczające usprawiedliwienie.
Co dalej z Patrickiem Royem?
Po rozstaniu z Islanders nazwisko Roya pojawiało się w kontekście innych organizacji NHL.
Według doniesień latem jego kandydaturę rozważali Toronto Maple Leafs. Ostatecznie jednak 61-letni szkoleniowiec nie otrzymał propozycji objęcia żadnego zespołu przed rozpoczęciem sezonu 2026/27.
Nie oznacza to oczywiście, że jego trenerska kariera dobiegła końca.
Roy ma już doświadczenie w przejmowaniu drużyny w trakcie rozgrywek. Właśnie w takich okolicznościach trafił na Long Island w styczniu 2024 roku, kiedy Islanders poszukiwali człowieka zdolnego odmienić ich sytuację sportową. Jego temperament, doświadczenie i umiejętność błyskawicznego wywoływania emocjonalnej reakcji w szatni sprawiają, że pozostaje interesującą opcją dla klubów znajdujących się w kryzysie.
Nie byłoby więc szczególnym zaskoczeniem, gdyby w kolejnych miesiącach któryś z dyrektorów NHL ponownie sięgnął po telefon do legendarnego bramkarza, szukając ratunku dla własnej drużyny.
Pozostaje natomiast pytanie, czy wyjaśnienia Darche’a rzeczywiście zmienią sposób postrzegania jego decyzji.
Z jednej strony dowiedzieliśmy się, że Roy nie utracił poparcia szatni, a jego zwolnienie nie wynikało z poważnego konfliktu z zawodnikami. Z drugiej – dyrektor otwarcie przyznał, że jednym z decydujących argumentów była chęć uprzedzenia konkurencji w wyścigu po DeBoera.
W praktyce oznacza to, że Islanders nie tyle musieli natychmiast pozbyć się Roya, ile uznali, że nie mogą sobie pozwolić na utratę jego potencjalnego następcy.
I właśnie ten szczegół może jeszcze długo pozostawać przedmiotem dyskusji wśród kibiców na Long Island.


Komentarze pod tekstem