Battle of Alberta to jedno z tych spotkań, na które w NHL bilety powinny sprzedawać się praktycznie same. Dwaj odwieczni rywale z jednej prowincji, niezwykle zaangażowani kibice i drużyna, która w ostatnich latach dwukrotnie z rzędu docierała do finału Pucharu Stanleya. Tymczasem w środowy wieczór w Rogers Place najwięcej mówiło się o tym, czego zabrakło na trybunach.
Mark Spector, starszy felietonista Sportsnet, oszacował, że podczas meczu Edmonton Oilers z Calgary Flames na widowni było co najmniej 1500 pustych miejsc. W przypadku derbowego starcia w mieście, w którym hokej jest niemal religią, taki widok trudno było przeoczyć.
There is a plethora of vacant seats here in Edmonton tonight.
To my eye, at least 1,500 empties for a Battle of Alberta.— Mark Spector🇨🇦🇺🇦 (@SportsnetSpec) October 29, 2026
Nie był to odosobniony przypadek. Już na początku października Oilers rozgrywali spotkanie przed własną publicznością, pozostając wówczas niepokonani w regulaminowym czasie gry. Ich rywalem była jedna z najbardziej ekscytujących młodych drużyn w lidze. Mimo to na trybunach zasiadło zaledwie 16 176 widzów. Oznaczało to ponad 2000 wolnych miejsc w hali, której pojemność przekracza 18 tysięcy.
Przyczyn pogłębiających się problemów z frekwencją jest kilka. Ceny biletów ponownie poszły w górę przed sezonem 2025/26, co miało wywołać frustrację zarówno wśród wieloletnich posiadaczy karnetów sezonowych, jak i klientów korporacyjnych. Część kibiców zdecydowała się nie przedłużać swoich abonamentów. Według doniesień organizacja Oilers przeprowadziła latem intensywną kampanię mającą odzyskać dotychczasowych klientów. Z kilku źródeł wynika, że osoby, które zrezygnowały z karnetów, były wielokrotnie kontaktowane telefonicznie i mailowo z zachętą do zmiany decyzji.
Problem polega jednak na tym, że samo wyjście na mecz staje się coraz większym obciążeniem finansowym dla przeciętnego kibica. Cena biletu to dopiero początek. Do tego dochodzą parking, piwo kosztujące 20 dolarów, jedzenie oraz klubowe gadżety. Wizyta w hali bardzo szybko zamienia się w kosztowną przyjemność.
Presja finansowa nie jest jedynym źródłem niezadowolenia. Wśród części fanów narastały również frustracje związane z kwestiami kulturowymi i etycznymi. Wymieniane są między innymi zakontraktowanie Alexa Formentona oraz utrzymujące się niezadowolenie z niektórych wcześniejszych decyzji władz klubu. Dodatkowym czynnikiem zniechęcającym do wizyt w hali mają być trwające prace budowlane w centrum Edmonton oraz problemy społeczne występujące w okolicach areny.
Co ciekawe, Oilers byli w sezonie 2024/25 klubem generującym najwyższe przychody w całej NHL. Według szacunków wyniosły one aż 431 milionów dolarów. Forbes sklasyfikował również Edmonton na czwartym miejscu wśród najbardziej wartościowych franczyz ligi. Wydaje się jednak, że pomiędzy finansowym sukcesem organizacji a doświadczeniami zwykłych kibiców powstaje coraz większa przepaść.
This new, empty seat issue in Edmonton is very real, and it’s a story that we are going to continually hear more of around the league moving forward. pic.twitter.com/E1phF1BKwf
— Eric Francis (@EricFrancis) October 29, 2026
Średnia frekwencja Oilers w poprzednim sezonie wyniosła 18 308 widzów. Dlatego nawet stosunkowo niewielkie spadki są szczególnie widoczne na rynku, na którym komplet publiczności przez lata był czymś niemal oczywistym.
Tym bardziej zaskakuje fakt, że nawet tak prestiżowe spotkanie jak Battle of Alberta nie zakończyło się kompletem publiczności. Rywalizacja Edmonton z Calgary tradycyjnie przyciąga ogromne zainteresowanie, i to nie tylko w samej Albercie. Tym razem jednak część krzesełek pozostała pusta, a problem frekwencji w Edmonton coraz trudniej ignorować.


Komentarze pod tekstem