Gavin McKenna miał wejść do NHL jako jeden z najbardziej ekscytujących debiutantów ostatnich lat. Toronto Maple Leafs wybrali go z pierwszym numerem draftu 2026, powierzając 18-letniemu napastnikowi rolę przyszłej gwiazdy organizacji. Tymczasem pierwsze dni jego zawodowej kariery przyniosły więcej kontrowersji niż powodów do świętowania. Nieudany debiut, zamieszanie z udziałem Siergieja Bobrowskiego, krytyka dotycząca opuszczania dobrowolnych treningów i wreszcie presja miejscowych mediów sprawiły, że młody Kanadyjczyk błyskawicznie przekonał się, jak wymagającym środowiskiem jest Toronto.

Pierwszy występ McKenny w NHL przypadł na 29 września, kiedy Maple Leafs podejmowali Montreal Canadiens. Spotkanie, które miało stanowić początek nowego rozdziału w historii klubu, zakończyło się porażką gospodarzy 2:3. Sam debiutant również nie miał powodów do szczególnego zadowolenia.

McKenna spędził na lodzie nieco ponad 15 minut, oddał jeden celny strzał, zanotował dwie straty krążka i zakończył spotkanie ze współczynnikiem plus/minus na poziomie -2. Nie zdobył punktu, a po meczu nie próbował ukrywać rozczarowania własną postawą.

– Niezbyt dobrze. Miałem kilka strat. Cieszę się, że gramy ponownie już jutro, bo będę mógł się zrehabilitować i poukładać wszystko od nowa. Montreal to naprawdę dobry zespół. Nie zostawia rywalom zbyt wiele czasu ani miejsca na lodzie – przyznał młody napastnik.

McKenna zasugerował również, że ogromne znaczenie wydarzenia mogło wpłynąć na jego dyspozycję.

– Być może trochę się dzisiaj denerwowałem. Wszystko dzieje się tam bardzo szybko – tłumaczył.

Trudno się dziwić. Przeskok z hokeja akademickiego do najlepszej ligi świata potrafi brutalnie zweryfikować nawet największe talenty. McKenna trafił do Toronto po imponującym sezonie w barwach Penn State, gdzie zdobył 51 punktów w 35 spotkaniach. W NHL szybko przekonał się jednak, że przestrzeń, z której korzystał na niższych poziomach rozgrywkowych, niemal całkowicie znika, a przeciwnicy nie dają czasu na spokojne podejmowanie decyzji.

Bobrowski zepsuł debiutantowi wyjątkowy moment?

Co ciekawe, pierwsza kontrowersja dotycząca McKenny pojawiła się jeszcze przed rozpoczęciem jego premierowego spotkania. Wszystko za sprawą Siergieja Bobrowskiego, doświadczonego rosyjskiego bramkarza, który nieoczekiwanie znalazł się w centrum internetowej dyskusji.

Zgodnie z wieloletnią tradycją NHL debiutujący zawodnik otrzymuje możliwość samotnego wyjazdu na taflę podczas przedmeczowej rozgrzewki. To symboliczne okrążenie lodowiska, zazwyczaj przy aplauzie kibiców, stanowi jeden z najbardziej pamiętnych momentów w karierze młodego hokeisty.

McKenna również miał przeżyć taką chwilę. Problem w tym, że kiedy zamierzał wyjechać na lód, przed nim pojawił się Bobrowski, który rozpoczął rozgrzewkę według własnego, doskonale utrwalonego rytuału.

Rosjanin słynie z przywiązania do przedmeczowych zwyczajów, a wyjazd na taflę w określonym momencie od dawna stanowi element jego przygotowań. Tym razem jednak jego rutyna zderzyła się z wyjątkowym wydarzeniem w życiu młodszego kolegi.

Nagranie opublikowane przez Sportsnet błyskawicznie zdobyło ponad pół miliona wyświetleń, wywołując gwałtowną dyskusję wśród kibiców Maple Leafs. Nie brakowało głosów oskarżających Bobrowskiego o egoizm i brak wyczucia. Zdaniem części fanów doświadczony bramkarz powinien ustąpić miejsca zawodnikowi, który tylko raz w życiu ma okazję przeżyć swój pierwszy wyjazd na lód jako hokeista NHL.

Sytuacja nabrała takiego rozgłosu, że Bobrowski zdecydował się publicznie wyjaśnić całe zajście.

– Po prostu kompletnie zapomniałem. W ogóle o tym nie pomyślałem. Później podszedłem do niego i mu to powiedziałem. Zażartowałem nawet, że udawałem, iż to również mój pierwszy mecz. Ale naprawdę nie chciałem tego zrobić. Tak po prostu wyszło, przez przypadek – tłumaczył Rosjanin.

Wypowiedź bramkarza wskazywała, że całe zdarzenie było niefortunnym nieporozumieniem, a nie świadomą próbą odebrania debiutantowi jego wyjątkowej chwili. Nie zmienia to jednak faktu, że McKenna już przed pierwszym wznowieniem swojej kariery w NHL stał się bohaterem głośnej historii, która niewiele miała wspólnego z samym hokejem.

Trzy mecze bez punktu i kolejne zarzuty

Na nieszczęście 18-latka kontrowersje nie zakończyły się wraz z debiutem. McKenna pozostał bez punktu również w dwóch kolejnych występach, a jego dorobek po trzech spotkaniach wynosił zero bramek i zero asyst.

W wielu klubach taki początek kariery zawodnika wybranego z pierwszym numerem draftu zostałby potraktowany jako naturalny okres adaptacji. Toronto rządzi się jednak własnymi prawami. Każdy występ, decyzja i wypowiedź hokeisty Maple Leafs są analizowane z intensywnością, której trudno szukać na większości pozostałych rynków NHL.

Co więcej, miejscowe media zaczęły zwracać uwagę nie tylko na dyspozycję McKenny podczas spotkań, lecz także na jego podejście do treningów.

W niedzielę młody napastnik po raz kolejny nie pojawił się na dobrowolnych zajęciach zespołu. Według medialnych doniesień była to już trzecia kolejna opuszczona przez niego sesja tego rodzaju. McKenna miał tłumaczyć swoją decyzję chęcią oszczędzania organizmu i zachowania świeżości na mecze ligowe.

Formalnie trudno było zarzucić mu złamanie jakichkolwiek zasad. Treningi miały charakter nieobowiązkowy, a więc zawodnik mógł zdecydować o pozostaniu poza lodem. Problemem okazał się jednak odbiór takiego postępowania.

Kiedy doświadczeni gracze Maple Leafs uczestniczyli w dodatkowych zajęciach, nieobecność 18-letniego debiutanta zaczęła budzić pytania o jego podejście do obowiązków i zaangażowanie.

Temat nagłośnił między innymi Sid Seixeiro, znany komentator sportowy z Toronto, którego materiały dotyczące nieobecności McKenny szybko zdobyły setki tysięcy wyświetleń w mediach społecznościowych.

Cała sytuacja pokazała, jak łatwo w Toronto nawet pozornie błaha decyzja może przerodzić się w ogólnokrajową dyskusję. Z jednej strony zawodnik ma pełne prawo zarządzać obciążeniami i korzystać z dobrowolnego charakteru zajęć. Z drugiej, w tak wymagającym środowisku młody hokeista musi liczyć się z tym, że jego zachowanie będzie oceniane również przez pryzmat niepisanych zasad obowiązujących w szatni NHL.

McKenna nie wytrzymał? Wymowny komentarz o mediach

Kulminacja zamieszania nastąpiła 6 października, kiedy podczas rozmowy z dziennikarzami po porannej rozgrzewce McKenna został zapytany o swoje pierwsze prawdziwe zderzenie z rzeczywistością NHL.

Odpowiedź 18-latka wywołała śmiech zgromadzonych reporterów, ale jednocześnie pokazała, że zawodnik doskonale zdaje sobie sprawę z presji, jaka zaczyna na nim ciążyć.

– Chyba przede wszystkim to, jak trudna jest ta liga. Przychodzisz tutaj, wierzysz w siebie i nadal w siebie wierzę. Ale kiedy grasz w Toronto i po trzech meczach masz zero punktów, miejscowe media z pewnością ci o tym przypomną. Chyba właśnie tak wyglądało moje powitanie w NHL – stwierdził McKenna z uśmiechem.

Choć komentarz został wypowiedziany żartobliwym tonem, trudno nie dostrzec kryjącej się za nim rzeczywistości. McKenna miał za sobą zaledwie trzy występy w najlepszej lidze świata, a już musiał odpowiadać na pytania dotyczące nieskuteczności, podejścia do treningów i oczekiwań związanych z wyborem w drafcie.

Młody Kanadyjczyk przekonywał jednak, że nie zamierza pozwolić, aby krytyka wpłynęła na jego pewność siebie. Przypomniał przy tym podobne doświadczenia z poprzedniego sezonu akademickiego.

– W zeszłym roku również miałem trudny początek rozgrywek w college’u, ale z czasem wszystko zaczęło się układać. Myślę, że kluczowe będzie wyciągnięcie wniosków zarówno z tamtych doświadczeń, jak i z pierwszych spotkań tutaj. Trzeba po prostu konsekwentnie pracować i zachować pewność siebie – podkreślił.

McKenna zaznaczył również, że z każdym występem czuje się coraz swobodniej, a trzeci mecz uważał za swój najlepszy od momentu dołączenia do NHL. Jego zdaniem zaczynał częściej kreować sytuacje ofensywne i lepiej odnajdywać się w tempie rozgrywek.

Odpowiedział na lodzie. Pierwszy gol i asysta w czwartym meczu

Historia doczekała się jednak ważnego zwrotu jeszcze tego samego wieczoru. We wtorek 6 października Maple Leafs podejmowali Nashville Predators, a McKenna wreszcie przełamał punktową niemoc.

Najpierw zanotował pierwszą asystę w NHL przy trafieniu Johna Tavaresa. Następnie, w drugiej tercji, wykorzystał podanie Austona Matthewsa i precyzyjnym strzałem zdobył swoją premierową bramkę w najlepszej lidze świata.

Toronto odrobiło trzybramkową stratę i ostatecznie zwyciężyło 5:4 po dogrywce. Decydującego gola strzelił Matthews na 14 sekund przed końcem dodatkowego czasu gry. Dla McKenny spotkanie oznaczało nie tylko pierwsze dwa punkty w NHL, ale również znakomitą odpowiedź na krytykę, która towarzyszyła mu od początku sezonu.

– Ogromny ciężar spadł mi z ramion. To bramka, którą zapamiętam na zawsze. Szczerze mówiąc, te trzy mecze bez punktu wydawały się znacznie dłuższe. Ale w każdym spotkaniu starałem się być lepszy i myślę, że dzisiaj rzeczywiście rozegrałem swój najlepszy mecz – przyznał po zwycięstwie.

To oczywiście nie oznacza, że wszystkie problemy debiutanta nagle zniknęły. Pierwsze tygodnie sezonu pozostają okresem nauki, a przed McKenną jeszcze wiele spotkań, podczas których będzie musiał udowodnić, że potrafi regularnie wpływać na wyniki zespołu.

Jego dotychczasowe doświadczenia przypominają jednak, że w Toronto sam talent nie wystarczy, aby zyskać spokój. Trzeba jeszcze nauczyć się funkcjonowania pod nieustanną obserwacją dziennikarzy i kibiców. Dla 18-latka wybranego z pierwszym numerem draftu może to być równie wymagające wyzwanie, jak mierzenie się z najlepszymi obrońcami świata.

A jeśli pierwsze dni sezonu stanowią jakąkolwiek zapowiedź przyszłości, McKenna powinien przygotować się na to, że w Toronto nawet zwyczajne problemy młodego zawodnika z adaptacją będą przedstawiane jako sprawy najwyższej wagi.

Od krytyki do zachwytów

W nocy z 10 na 11 października 18-latek rozegrał kolejny bardzo dobry mecz, pomagając Toronto Maple Leafs pokonać Colorado Avalanche 6:3. Największe wrażenie zrobiła jego kapitalna asysta przy trafieniu Williama Nylandera w przewadze. McKenna błyskawicznie odczytał sytuację i znakomitym podaniem otworzył Szwedowi drogę do bramki. „Niewiarygodne podanie przy pierwszym golu. Wykonał świetną robotę. Jest niezwykle utalentowany i potrafi zagrywać takie krążki w każdej części lodowiska” – zachwycał się Nylander, który zakończył wieczór z pięcioma punktami.

Równie mocno młodego Kanadyjczyka chwalił Auston Matthews, podkreślając jego hokejową inteligencję, umiejętność przewidywania rozwoju akcji i dostrzegania możliwości niewidocznych dla innych zawodników. Co ciekawe, uznanie wzbudziła nie tylko ofensywa McKenny. W trzeciej tercji popisał się kapitalnym powrotem do defensywy, skutecznie przeszkadzając Joshowi Mansonowi w stworzeniu sytuacji bramkowej podczas gry Colorado w osłabieniu. Chwilę później Matthews podwyższył prowadzenie Toronto.

Trener Jim Hiller przyznał, że McKenna robi postępy z każdym występem, a możliwość gry w pierwszej formacji i podstawowej jednostce przewag nie jest prezentem dla pierwszego numeru draftu. „Nie dajemy mu tego za darmo. On sobie na to zasłużył” – zaznaczył szkoleniowiec. Co więcej, McKenna został pierwszym zawodnikiem Maple Leafs w wieku 18 lat lub młodszym, który punktował w trzech kolejnych meczach, od czasów Russa Courtnalla w marcu 1984 roku.

Po sześciu występach ma już gola i trzy asysty, a coraz wyraźniej widać, że Toronto może mieć w rękach talent wyjątkowego kalibru. Jeszcze niedawno media rozliczały go z każdego błędu. Dzisiaj te same środowiska zaczynają dostrzegać zawodnika, który nie tylko potrafi czarować z krążkiem, ale również wykonuje niewdzięczną pracę bez niego.