Zwykle w przypadku rasowych, naładowanych testosteronem snajperów nie pytamy „jak to wpadło?”. Pytamy „ile tego wpadło?”. Koniec końców, National Hockey League to liga brutalnie oparta na rezultatach. Nikt nie rozdaje tu pucharów za styl, litościwe uśmiechy do kamer ani piękne chęci. W tej zabawie liczy się tylko to, co ląduje w sieci. Ale co się dzieje, gdy krążek jak zaczarowany nie chce przekroczyć tej cholernej czerwonej linii?

Zbliżamy się do końca pierwszego miesiąca sezonu 2026/27, a kilku gości, którzy na papierze mieli ciągnąć swoje drużyny za uszy i robić gigantyczną różnicę na tablicy wyników, przypomina raczej pachołki na treningu bramkarskim niż elitarne maszyny do nabijania punktów. Morgan Geekie z Bostonu do tej pory tylko raz miał okazję podnieść ręce w geście triumfu. Wyatt Johnston, który zeszły rok zamknął w top pięć całej ligi z zawrotnymi 45 golami, uciułał raptem dwa. Pawieł Dorofiejew, po magicznym regularnym z 35 trafieniami i potężnym 12-bramkowym maratonie w wiosennych playoffach, zadowala się trzema w swoim nowym klubie. Kiedy gole nie padają, pytanie „jak” staje się nagle centralnym punktem dyskusji. Jak bardzo zostali w tyle, dlaczego nagle zamrozili sobie kije i co w tym biznesie najważniejsze czy to już ten moment, żeby w szatni zacząć bić na alarm? Macherzy od zaawansowanych statystyk ze Sportlogiq, MoneyPuck i HockeyStats dostarczają danych, ale wnioski musimy wyciągnąć sami. Bierzemy te zacinające się gwiazdy pod lupę w liczbie pięciu!

Zacznijmy od chłopaka, który nie rzucał na kolana swoją metryką tak jak reszta tego zestawienia, ale jego przypadek to na ten moment istny kryminał. Zach Benson z Buffalo Sabres.

Zeszły sezon zamknął z 13 bramkami w 65 meczach. Powiecie: okej, żaden z niego wirtuoz. Ale cała organizacja Sabres modliła się o to, by jego wewnętrzny rozwój zrekompensował bolesne odejścia kluczowych graczy z zeszłego okienka. Dostał gigantyczne zaufanie. Dostał więcej czasu na lodzie, urosła jego rola. I co z tym zrobił? Równe, przerażające zero goli w 11 meczach. To po prostu wkurwia kibiców w stanie Nowy Jork, bo kiedy patrzysz na lód, wcale nie wygląda to tak, jakby się nie starał. W tej rozszerzonej roli on naprawdę kreuje swoje szanse. W przeciwieństwie do swojego klubowego kolegi Josha Doana, Benson nie zadowala się strzelaniem z peryferii. On pcha się z gumą niemal do samej farby. Biorąc pod uwagę jakość jego prób, statystyka goli oczekiwanych (xG) wbiła mu wynik 4,42. A że nie skasował ani jednej z tych wybitnych szans, jego różnica bramek poniżej oczekiwań to w tej chwili trzeci najgorszy wynik w całej lidze.

Tyle że w przeciwieństwie do lidera tego niechlubnego zestawienia, Joela Erikssona Eka, i czwartego Jacka Hughesa, Benson nie nadrabia niczym innym – tamci mimo wszystko wciąż

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.