W ostatnich latach lista graczy zapraszanych przez kluby na przedsezonowe obozy w ramach profesjonalnych testów (PTO) bywała długa, a nazwiska na niej budziły skrajne emocje. Wśród zapraszanych zdarzali się bowiem realni kandydaci na wywalczenie miejsca w kadrze przed zbliżającym się sezonem, ale tradycyjnie dominowali zawodnicy u kresu swojej NHL-owej kariery czy nigdy do ligi się nie łapiący, a nawet kompletnie anonimowi gracze. Tego lata lista jest na razie bardzo krótka, ale przynajmniej większość nazwisk jest znana niemal każdemu kibicowi NHL. Czas na ocenę szans pierwszej czwórki, która podpisała PTO na przełomie sierpnia i września tego roku.

CAL PETERSEN – WASHINGTON CAPITALS

G, 31 lat, 106 GP, 46-44-10, GAA 2,96, SV% .903

Jeszcze kilka lat temu można było oczekiwać, że Petersen stanowi ciekawą opcję na to, by na dłużej zagościć w kadrze jednego z klubów i odgrywać tam rolę mocnego zmiennika. Dobra kariera akademicka i niezłe występy w AHL przełożyły się na debiut w barwach Los Angeles Kings. Amerykanin rozegrał dla Królów ponad setkę spotkań w sezonach zasadniczych, ale z każdym kolejnym efekt „WOW” mijał. Debiutował, gdy Kalifornijczycy musieli mierzyć się z kolejnym urazem Jacka Campbella, a pełniący rolę rezerwowego Peter Budaj nie gwarantował niczego specjalnego. I Petersen na tyle dobrze się odnalazł w roli strażaka, że późnym latem 2021 roku zapracował na trzyletni kontrakt na poziomie 5 milionów dolarów!

Choć zaczął grywać więcej, to indywidualnie zaczęło to wyglądać słabiej. Ostatecznie, bez większego żalu oddano go do Flyers po niespełna dwóch latach, które w dużej mierze znów spędził na poziomie AHL. W Filadelfii nie było lepiej. Grał epizodycznie, w AHL-owych Phantoms też nie prezentował się nadzwyczajnie. Wylądował nawet na liście waivers, a po sezonie kontrakt typu two-way zaproponowali mu Wild i natychmiast skierować do filialnej ekipy z Des Moines w Iowa. Minione rozgrywki ponownie nie należały do Petersena, któremu pozostały już tylko głównie wspomnienia z debiutanckich chwil w Kings oraz dwóch udziałów w mistrzostwach świata, gdzie bronił całkiem sporo i wywalczył z Amerykanami brąz.

Pojawienie się na obozie Stołecznych niczego mu jednak nie gwarantuje. Nawet umowy, która umożliwiałaby regularne występy w AHL. Tam bowiem organizacja ma dwóch 27-latków (Mitchell Gibson oraz Clay Stevenson) i zasadnym byłoby poszukanie znacznie młodszych od Petersena kandydatów do częstszych występów na zapleczu. W NHL grać na co dzień mają Logan Thompson i Charlie Lindgren, co oznacza, że tam miejsca dla 31-letniego Amerykanina na pewno nie będzie. Wiele wskazuje, że jego przygoda w bluzie Capitals będzie krótka i potrwa najwyżej do końca okresu przygotowawczego. Pod czapką płac w Waszyngtonie niezwykle ciasno (obecnie to niespełna 100 tysięcy dolarów wolnej przestrzeni), a ostatnie trzy wolne sloty kontraktowe warto chyba jednak pozostawić na ciekawsze opcje na kontraktach entry-level. Z drugiej strony, akurat w tym względzie to w stolicy mają ogromny kłopot. Wybrani w ostatnich latach Nick Kempf i Antoine Keller mieli swoje znaczące chwile na arenie międzynarodowej w gronie juniorów, ale ich kariery mocno zastopowały. Szukać przyszłości w bramce muszą, ale gdzie indziej i na pewno nie w osobie Petersena.

Szansa na kontrakt:

ALEX NYLANDER – CALGARY FLAMES

W/C, 28 lat, 126 GP, 25 G, 24A, 32 PIM

Flames w ostatnich miesiącach wyglądają jak drużyna żywcem wyjęta z AHL-owych lodowisk. Na tle rywali w niezbyt przecież mocnej w powszechnej opinii Pacific Division wyglądali słabo i tylko fakt, że w tej samej dywizji grają Canucks, nieco ten tragiczny obraz zamazywał. Sięgnięcie po skutecznego AHL-owca jest ciekawym pomysłem, ale raczej nie rozwiązaniem czegokolwiek w dłuższej perspektywie czasowej.

Nylander pograł sporo w NHL tylko przez rok, gdy reprezentował barwy Blackhawks i w 65 meczach zdobył 26 punktów. Inne podejścia do gry w gronie najlepszych nie były dużo lepsze, nawet mając w pamięci 11 goli dla Blue Jackets w 23 meczach kończących sezon 2023/24. Po nich bowiem już na dobre zniknął w gronie AHL-owców, stając się kluczową postacią Toronto Marlies w ich marszu po Calder Cup kilka miesięcy temu. Przez dwa lata gry dla tej ekipy zdobył 47 goli i dołożył 50 asyst. Solidne liczby, które, być może w ocenie sztabu szkoleniowego Płomieni, mają szansę przełożyć się na 10-12 trafień i tyleż podań na poziomie NHL. Najskuteczniejsi w ostatnim roku w ekipie Flames byli bowiem Morgan Frost (22 gole) i Matt Coronato (18 goli). Gdyby Nylander załapał się do gry w trzeciej formacji, to mógłby być ciekawym uzupełnieniem niewielkiej siły ognia zespołu z Calgary.

Miejsca na ewentualny kontrakt dla Szweda nie braknie – Płomienie mają sporo wolnej przestrzeni w salary cap (ponad 14 milionów dolarów) i aż 10 wolnych slotów kontraktowych. Zaproponowanie rocznej umowy szwedzkiemu napastnikowi nie jest żadnym ryzykiem dla nich. Jeśli fizycznie gracz potwierdzi, że może podjąć rywalizację na poziomie NHL, ma szansę zaczepić się w Calgary.

Szansa na kontrakt:

CHRIS DRIEDGER – VANCOUVER CANUCKS

G, 32 lata, 67 GP, 31-24-5, GAA 2,45, SV% .917

Kanadyjczyk jest niemal rówieśnikiem Petersena i w podobnym okresie miał swoje chwile w NHL. Debiutował w ekipie Senators jako 20-latek, ale na dobre do ligi wkroczył dopiero 5-6 lat później już jako zawodnik Panthers. Sezony pandemiczne okazały się być kluczowe dla jego kariery, ale ze względu na ograniczoną liczbę meczów także i on na lodzie pojawił się tylko niespełna 40 razy w ciągu dwóch kolejnych kampanii. To jednak wystarczyło, by Kraken zaproponowali mu trzyletni kontrakt o wartości ponad 10 milionów dolarów i szybko tego ruchu w Seattle pożałowano.

Pozyskanie jednocześnie Philipa Grubauera spowodowało, że Driedger błyskawicznie stał się nominalnym zmiennikiem, a swoją postawą na lodzie nie potrafił udowodnić, że gwarantuje coś więcej od prezentującego się przecież też niespecjalnie wówczas Niemca. Doszły do tego problemy zdrowotne (jeden z urazów miał miejsce w trakcie turnieju MŚ i oznaczał dla Driedgera konieczność niemal 9-miesięcznej przerwy od hokeja). Powrót jesienią 2024 roku do Panthers nie okazał się w żaden sposób udanym pomysłem – bramkarz szybko został zesłany do AHL, a sezon kończył już jako gracz Jets, choć ponownie nie wyściubił nosa poza zaplecze NHL. Latem ubiegłego roku zdecydował się podpisać kontrakt z Traktorem Czeljabińsk, co spotkało się ze sporą krytyką w Kanadzie. W KHL grał tylko kilkanaście tygodni, po czym rozwiązał umowę i wrócił w rodzinne strony.

Pojawienie się na obozie Canucks po kilkumiesięcznej przerwie od gry mogłoby jawić się jako tylko chwilowy mariaż Driedgera z NHL, ale z uwagi na poważne problemy, jakie Orki mają z obsadą bramki, sytuacja nieco się zmieniła. Na rynku wolnych graczy (UFA) nie ma zbyt wielu wolnych graczy na tę pozycję, których można byłoby rozważyć jako poważnych kandydatów do zastąpienia Demko. Petr Mrazek, James Reimer, Matt Murray – każdy z nich w minionych rozgrywkach zaliczył kilka lub kilkanaście występów, ale to wszystko. Za innych kandydatów należałoby zapłacić albo zgodzić się na przyjęcie sporych kwot do budżetu płacowego. To wszystko oznacza, że roczna umowa typu two-way dla byłego golkipera Panthers i Kraken zaczyna brzmieć jako rozwiązanie, na które menedżer Ryan Johnson może się zdecydować, licząc, że Demko jednak w trakcie sezonu zasadniczego będzie gotowy do powrotu na lód.

Szansa na kontrakt:

TYSON JOST – NASHVILLE PREDATORS

LW/C, 28 lat, GP 564, 69G, 96A, PIM 165

Wybrany z dziesiątką przez Avalanche dekadę temu napastnik nie rozwinął się tak, jak wskazywać mógłby jego potencjał z czasów juniorskich. Miał solidne momenty, gdy jawił się jako ciekawa opcja na bycie ważną postacią bottom-line, mogąc grać zarówno na lewym skrzydle jak i na środku ataku. Strzelał po 10-12 goli, dodawał tyleż asyst, ale ostatecznie ten „projekt” został przez ekipę z Denver porzucony. Avalanche uznali, że ciekawszym rozwiązaniem do podobnej roli w drużynie będzie Nico Sturm, którego pozyskano z Wild w ramach wymiany z udziałem właśnie Josta.

Kolejny sezon zaczął w Minnesocie od gry u boku Erikssona Eka oraz Foligno i wydawało się, że może na dobre zagościć w drugiej linii Dzikich po udanych meczach przedsezonowych. Dobrze było jednak tylko przez krótką chwilę i wkrótce wylądował na trybunach, a następnie na liście odrzutków, skąd podebrali go Sabres. W Buffalo sytuacja się powtórzyła – szybko jego rola w zespole została zminimalizowana do kilku minut w meczu, a sezon kończył w AHL. Dwa ostatnie sezony w Hurricanes i Predators w dużej mierze wyglądały podobnie. W Nashville zagościł jednak w kadrze meczowej na niemal cały sezon i wydawało się, że latem przedłuży umowę z tym klubem.

Pomimo, że ekipa Predators ma jeszcze miejsce w kadrze oraz pod czapką płac, Jostowi nie zaproponowano nowej umowy. Gdy jednak oddano z początkiem września do Devils Luke’a Evangelistę, zrobiło się nieco luźniej i w Nashville uznano, że przyda się kolejny napastnik na czas obozu przygotowawczego. Regularna gra w osłabieniach i miejsce w czwartej formacji obok Kerfoota, Wiesblatta czy Coltona? Pozyskany z KHL Białorusin Witalij Pinczuk zapewne będzie próbowany w top-9, więc Jost musiałby o pokusić się o przekonanie Andrew Brunette’a, że może być wartością dodaną kosztem właśnie jednego z wcześniej wymienionych.

Szansa na kontrakt: