Chicago Blackhawks uporządkowali kolejną ważną sprawę przed rozpoczęciem sezonu 2026/27. Klub porozumiał się z napastnikiem Oliverem Moore’em w sprawie pięcioletniego przedłużenia kontraktu o łącznej wartości 21,25 mln dolarów. Umowa zacznie obowiązywać od sezonu 2027/28, po wygaśnięciu jego obecnego kontraktu wejściowego. Średnia roczna wartość nowej umowy wyniesie 4,25 mln dolarów.
Kontrakt został skonstruowany w sposób front-loaded, czyli z wyższymi zarobkami na początku jego obowiązywania. Moore otrzyma odpowiednio 5,25 mln dolarów w pierwszym sezonie, 4,25 mln w drugim, po 4 mln w trzecim i czwartym oraz 3,75 mln w ostatnim roku.
Dla 21-letniego napastnika to znaczące wyróżnienie. Moore dopiero w poprzednim sezonie na dobre zadomowił się w NHL, ale szybko stał się jednym z najbardziej pracowitych i uniwersalnych zawodników drugiej części składu Blackhawks.
W swoim pierwszym pełnym sezonie w najlepszej lidze świata rozegrał 51 spotkań, zdobywając pięć bramek i 19 punktów. Do tego dołożył 13 zablokowanych strzałów i 25 hitów. Nie były to liczby, które rzucałyby się w oczy w klasyfikacji punktowej, ale jego wartość dla zespołu wykraczała daleko poza zdobywanie bramek.
Moore zapewniał Blackhawks szybkość, agresywny forechecking, pracę w defensywie i dużą wszechstronność. Dzięki temu mógł występować obok bardziej ofensywnie nastawionych zawodników, takich jak Frank Nazar czy Teuvo Teravainen.
Jego sezon zakończył się przedwcześnie 8 marca, kiedy napastnik Dallas Stars Colin Blackwell upadł na jego nogę, powodując kontuzję dolnej części ciała.
Nieobecność Moore’a była dla Chicago bardziej odczuwalna, niż sugerowałyby jego statystyki. Po jego urazie Blackhawks zanotowali bilans 6-10-4, a ich bilans bramkowy wyniósł 44:70. Wcześniej wygrywali 37,1 proc. spotkań, podczas gdy po kontuzji Moore’a ten odsetek spadł do 30 proc. Z kolei udział zespołu w zdobywanych bramkach spadł z 45,2 do 38,6 proc.
Moore był jednym z elementów, które pozwalały Chicago odpowiednio poukładać środkowe formacje. Jego obecność pomagała również zawodnikom takim jak Nick Lardis i Tyler Bertuzzi wejść w bardziej jasno określone role.
Jego wszechstronność było widać także na środku lodu. Moore w poprzednim sezonie wykonał 205 wznowień, wygrywając 99 z nich, co dało mu skuteczność 48,3 proc. Choć naturalnie może występować na skrzydle, potrafił również przejąć obowiązki centra, co dodatkowo zwiększa jego wartość dla zespołu.
Blackhawks liczą przy tym, że w kolejnych sezonach rozwinie również ofensywną część swojej gry.
Moore rozpoczął karierę w NHL bardzo obiecująco. W pierwszych dziewięciu meczach, pod koniec sezonu 2024/25, zanotował cztery asysty. Wcześniej miał okazję występować razem z Nazarem również na poziomie reprezentacyjnym. Obaj grali w amerykańskim programie NTDP, a ich współpraca sięga sezonu 2021/22, gdy Moore występował w zespole U18.
To właśnie szybkość Moore’a i jego umiejętność agresywnego wchodzenia do strefy ofensywnej dobrze uzupełniają bardziej efektowny styl Nazara. Blackhawks mogą więc liczyć na dalszy rozwój tej chemii, a co za tym idzie – również na wzrost produkcji punktowej Moore’a.
Jego dotychczasowy dorobek w NHL to 60 meczów, pięć goli i 23 punkty, ale Chicago najwyraźniej uważa, że te liczby nie oddają jego potencjału. Klub widzi w nim zawodnika, który może być ważnym elementem młodego trzonu zespołu budowanego wokół Connora Bedarda, Franka Nazara i właśnie Moore’a.
Droga 21-latka do NHL była zresztą stopniowa. Blackhawks wybrali go z 19. numerem draftu 2023, a następnie spędził dwa sezony na University of Minnesota. W sezonie 2024/25, jako student drugiego roku i jeden z alternatywnych kapitanów zespołu, zdobył 33 punkty w 38 spotkaniach. Łącznie jego dorobek w NCAA zamknął się w 66 punktach w 76 meczach.
Moore ma również imponujące doświadczenie z reprezentacją USA. Zdobył dwa złote medale mistrzostw świata juniorów – w 2024 i 2025 roku, zapisując na swoim koncie osiem punktów w 14 spotkaniach. Wcześniej sięgnął również po złoto mistrzostw świata U18 w 2023 roku, zdobywając dziewięć punktów w siedmiu meczach.
Blackhawks podpisali z nim kontrakt wejściowy w marcu 2025 roku. Umowa obowiązuje do końca sezonu 2026/27 i dała Moore’owi czas na stopniowe przejście z wysoko ocenianego prospekta do pełnoprawnego zawodnika NHL.
Pierwszego gola w najlepszej lidze świata zdobył w listopadzie 2025 roku przeciwko Detroit Red Wings. Było to jego 13. spotkanie w NHL, a trafienie padło zaledwie 16 sekund przed końcem wygranego przez Chicago 5:1 meczu.
Teraz przed Moore’em zupełnie nowe wyzwanie. 4,25 mln dolarów rocznie przez pięć sezonów to poważna inwestycja w zawodnika, który w momencie podpisania umowy ma za sobą zaledwie 60 meczów w NHL. Jednocześnie Blackhawks zabezpieczają w ten sposób jednego z młodych zawodników, których rozwój ma być fundamentem kolejnego etapu przebudowy organizacji.
Moore powinien rozpocząć sezon 2026/27 jako lewy skrzydłowy trzeciego ataku. W zależności od sytuacji kadrowej może jednak również pojawiać się na środku trzeciej formacji, rywalizując o tę rolę z Ryanem Donato. Takie rozwiązanie może być szczególnie istotne do czasu pełnego powrotu do zdrowia nowego kapitana Blackhawks, Connora Bedarda.
Przed Moore’em nie ma już więc negocjacji kontraktowych ani pytania o jego przyszłość w Chicago. Najbliższy sezon będzie dla niego przede wszystkim próbą udowodnienia, że Blackhawks słusznie postawili na niego na tak wczesnym etapie kariery.
Jeżeli poprawi produkcję ofensywną, zachowując szybkość, pracowitość i wszechstronność, może stać się znacznie ważniejszym elementem młodego zespołu Chicago, niż sugeruje jego dotychczasowa liczba punktów.


Komentarze pod tekstem