Jeszcze kilka miesięcy temu Philadelphia Flyers byli jedną z najprzyjemniejszych niespodzianek NHL. Dziś są jedną z największych katastrof początku sezonu. Drużyna, która wiosną wyeliminowała Pittsburgh Penguins z play-off, nie potrafi wygrać choćby jednego spotkania, kibice domagają się zwolnienia trenera, a w klubowych gabinetach narasta frustracja związana z postawą najważniejszych zawodników. Co gorsza, na celowniku znalazł się nawet Travis Konecny, przez lata uchodzący za jeden z filarów odbudowy zespołu. Coraz poważniej rozważany jest scenariusz, który jeszcze niedawno wydawał się niemal nieprawdopodobny: rozstanie z 29-letnim napastnikiem, mającym kontrakt wart 70 milionów dolarów.
Ważna sprawa – nius pisany wczoraj wieczorem – aktualny bilans porażek Flyers to 9/9 co w zasadzie nie zmienia nic merytorycznie w tekście 🙂
Philadelphia rozpoczęła rozgrywki 2026/27 od ośmiu kolejnych porażek, ustanawiając niechlubny rekord organizacji. Po ośmiu występach miała bilans 0-5-3, a kibice wciąż czekali na pierwsze zwycięstwo swojej drużyny. Wskaźnik udziału w oczekiwanych golach (xG%) był najgorszy w całej lidze. Bramkarze stanowili właściwie jedyny element zespołu, do którego trudno było mieć poważniejsze pretensje.
Sytuacja nie poprawiła się również 13 października, kiedy Flyers przegrali u siebie z Seattle Kraken 2:3 po rzutach karnych. Gospodarze zdołali odrobić dwubramkową stratę dzięki trafieniom Christiana Dvoraka i Trevora Zegrasa, ale zwycięstwa ponownie nie doczekali. Po ośmiu spotkaniach mają więc bilans 0-5-3 i pozostają bez wygranej. To najgorszy początek sezonu w historii klubu.
Od bohaterów do chłopców do bicia. W Filadelfii skończyła się cierpliwość
Kontrast z poprzednim sezonem jest wręcz brutalny. Rick Tocchet, który przejął zespół skazywany przez wielu ekspertów na kolejną kampanię bez play-off, poprowadził Flyers do bilansu 43-27-12. Philadelphia nie tylko zakwalifikowała się do fazy pucharowej, ale także wyeliminowała odwiecznego rywala, Pittsburgh Penguins, odnosząc pierwsze zwycięstwo w serii play-off od 2020 roku.
Wydawało się, że długoletnia przebudowa nareszcie zaczyna przynosić wymierne rezultaty. Trevor Zegras odzyskał ofensywną produktywność, Dan Vladař wyrósł na ważną postać zespołu, a Tocchet przywrócił defensywie dyscyplinę. Pod względem zaawansowanych wskaźników gry obronnej Flyers należeli w poprzednich rozgrywkach do ligowej czołówki.
Kilka miesięcy później wszystko wygląda zupełnie inaczej.
Symbolicznym momentem stało się niedzielne spotkanie z Carolina Hurricanes, przegrane 1:4. W końcówce meczu, na trybunach Xfinity Mobile Arena, rozległy się okrzyki „Fire Tocchet!”, czyli żądania zwolnienia szkoleniowca. Jak relacjonował Kevin Kurz z „The Athletic”, przyśpiewki były krótkie, ale doskonale słyszalne.
Siedem meczów, siedem porażek i publiczne domaganie się głowy człowieka, który jeszcze wiosną był jednym z bohaterów miasta. W NHL droga od pomnika do szafotu potrafi być krótsza niż przeciętna zmiana na lodzie.
Co szczególnie niepokojące, Flyers nie przegrywają wyłącznie przez pech, słabszą skuteczność czy znakomitą dyspozycję przeciwnych bramkarzy. Zespół regularnie daje się zdominować, ma problemy z tworzeniem dogodnych sytuacji strzeleckich i nie potrafi utrzymać odpowiedniego tempa gry.
W spotkaniu z Boston Bruins, przegranym 1:5, Philadelphia oddała zaledwie 15 celnych strzałów, podczas gdy rywale aż 32. Taka dysproporcja mówi o sytuacji drużyny więcej niż najbardziej emocjonalna konferencja prasowa trenera.
Tocchet zachowa posadę? Friedman studzi emocje
Naturalnym następstwem fatalnego początku sezonu stały się spekulacje dotyczące przyszłości 62-letniego szkoleniowca. W innych okolicznościach osiem kolejnych porażek mogłoby wystarczyć do podjęcia radykalnej decyzji, zwłaszcza w lidze, w której cierpliwość właścicieli często kończy się znacznie wcześniej niż cierpliwość kibiców.
Elliotte Friedman ze Sportsnet przekazał jednak w podcaście „32 Thoughts”, że byłby zaskoczony, gdyby Flyers zdecydowali się teraz zwolnić Toccheta.
Według znanego insidera generalny menadżer Daniel Brière nie jest przekonany do zmiany trenera i zamierza szukać innych sposobów na pobudzenie drużyny. Friedman sugeruje, że kierownictwo chce znaleźć impuls, który wyrwie zawodników z marazmu, ale niekoniecznie musi nim być zwolnienie człowieka stojącego za ławką.
Informacje te znajdują potwierdzenie w ustaleniach Anthony’ego Di Marco z „Daily Faceoff”. Dziennikarz, powołując się na źródła wewnątrz organizacji, twierdzi, że przynajmniej na razie zmiana szkoleniowca nie jest planowana. Zastrzega jednak, że sytuacja może wyglądać inaczej, jeżeli fatalna seria przeciągnie się na kolejne miesiące.
W ostatnich latach NHL widziała już decyzje personalne podejmowane w zaskakujących momentach. New York Islanders zwolnili Patricka Roya, gdy do zakończenia sezonu zasadniczego pozostawały zaledwie dwa spotkania, powierzając drużynę Peterowi DeBoerowi. Z kolei Vegas Golden Knights rozstali się z Bruce’em Cassidym po 74 meczach rozgrywek, mimo że zespół nadal zajmował miejsce premiowane awansem do play-off, zastępując go Johnem Tortorellą.
Takie przykłady pokazują, że wcześniejsze zasługi nie dają szkoleniowcom immunitetu.
Tocchet ma jednak argumenty przemawiające za pozostaniem na stanowisku. W swoim pierwszym sezonie przekroczył oczekiwania i doprowadził Flyers do sukcesu, którego organizacja długo nie potrafiła osiągnąć. Jednocześnie nie wszystkie jego decyzje personalne spotykały się z aprobatą.
Największe kontrowersje budziło prowadzenie Matwieja Miczkowa. Młody Rosjanin, wybrany z siódmym numerem draftu 2023, miał w tym sezonie wykonać kolejny krok w kierunku statusu gwiazdy NHL. Tymczasem po siedmiu spotkaniach uzbierał zaledwie dwa punkty, oba za gole, i wciąż czekał na pierwszą asystę. Co najbardziej wymowne, taki dorobek wystarczał do zajmowania drugiego miejsca w klubowej klasyfikacji punktowej.
Tocchet przyznawał wcześniej, że jego pierwszy rok współpracy z Miczkowem był lekcją dla obu stron. Na razie trudno jednak dostrzec rezultaty tej nauki.
Konecny stracił panowanie nad sobą. Sędzia wszystko usłyszał
Atmosferę panującą w zespole znakomicie zilustrowało zajście z 3 października podczas spotkania przeciwko Hurricanes.
W pierwszej tercji, przy nieco ponad sześciu minutach pozostałych do końca, Travis Konecny został ukarany za zahaczanie Jaccoba Slavina. Powtórki pokazały kontakt kija napastnika Flyers z rywalem, ale kwalifikacja przewinienia budziła wątpliwości. Zdarzenie bardziej przypominało uderzenie kijem niż klasyczne zahaczanie.
Konecny nie zamierzał jednak prowadzić spokojnej dyskusji o interpretacji przepisów.
– Czy ty, kurwa, oszalałeś?! – krzyknął w kierunku arbitra.
W oryginale padło dosadne „Are you fucking insane?!”, a całą wypowiedź zarejestrował mikrofon sędziowski. Nagranie błyskawicznie zaczęło krążyć po mediach społecznościowych.
Nagranie sytuacji: wypowiedź Konecnego – oryginalny odnośnik w udostępnionym materiale może być nieaktualny. Relacja i opis nagrania są dostępne również w Gino Hard.
Sędzia Morgan MacPhee zachował zimną krew. Nie odpowiedział na obelgę i nie nałożył dodatkowej kary, choć mógł rozważyć nawet dziesięciominutową karę za niesportowe zachowanie.
Konecny natomiast nie zamierzał udawać zadowolonego również po zakończeniu spotkania.
– To frustrujące. Wystarczy obejrzeć niektóre z tych sytuacji, a zrozumiecie moją frustrację – powiedział, komentując poziom sędziowania.
Sama reakcja na arbitrów nie jest jeszcze dowodem kryzysu relacji zawodnika z klubem. Konecny od lat należy do hokeistów grających na granicy emocjonalnej wytrzymałości, zaczepnych i niezwykle trudnych dla przeciwników. Problem polega na tym, że dziś jego temperament staje się bardziej widoczny niż ofensywna skuteczność.
70 mln i coraz więcej pretensji. Konecny może zostać poświęcony
Najbardziej sensacyjne informacje dotyczące przyszłości napastnika przedstawił 13 października Anthony Di Marco.
Według dziennikarza „Daily Faceoff” wewnątrz organizacji narasta niezadowolenie z postawy Konecnego. Nie chodzi wyłącznie o słaby początek sezonu, ale również o pewne cechy jego gry, które od dłuższego czasu mają budzić zastrzeżenia.
Jeden z informatorów Di Marco ocenia, że kiedy Konecny nie zdobywa punktów i nie prowokuje przeciwników, jego wpływ na grę bywa ograniczony. Zawodnikowi zarzuca się podejmowanie nieodpowiednich decyzji z krążkiem, niepotrzebne straty i zbyt częste kończenie obiecujących akcji nieudanymi zagraniami.
Szczególnie dotkliwy jest zarzut dotyczący gry w przewagach. Według jednego ze źródeł Konecny pozostaje jedną z niewielu stałych postaci klubowego power play, które od kilku sezonów regularnie rozczarowuje.
To poważna krytyka zawodnika, który przez pięć kolejnych sezonów był najlepiej punktującym hokeistą Flyers, a w czterech ostatnich kampaniach przekraczał granicę 60 punktów.
W pięciu pierwszych spotkaniach sezonu 2026/27 Konecny zanotował jednak zaledwie trzy asysty. Następne trzy mecze opuścił z powodu kontuzji.
Wątpliwości dotyczą także dopasowania jego charakterystyki do systemu Toccheta. Pod wodzą Johna Tortorelli Konecny znakomicie odnajdywał się w hokeju opartym na szybkich atakach i wykorzystywaniu otwartej przestrzeni. Obecny trener preferuje znacznie bardziej uporządkowaną ofensywę, z większym naciskiem na cierpliwe rozgrywanie akcji i przestrzeganie założeń taktycznych.
W organizacji ma istnieć przekonanie, że ta różnica nie służy 29-latkowi.
Najważniejsze jest jednak coś innego. Według źródeł Di Marco, jeżeli kryzys Flyers będzie się pogłębiał, kierownictwo może zwrócić się do Konecnego z prośbą o rezygnację z przysługującej mu klauzuli całkowitego zakazu transferu (NMC).
To byłby prawdziwy wstrząs.
Latem 2024 roku Konecny podpisał ośmioletnie przedłużenie kontraktu o wartości 70 milionów dolarów, ze średnim obciążeniem budżetu płacowego wynoszącym 8,75 miliona rocznie. Umowa miała uczynić go jednym z fundamentów przebudowanej drużyny na długie lata.
Dzisiaj mówimy o możliwości rozstania z nim już w drugim sezonie obowiązywania tego kontraktu.
Trzeba jednak podkreślić, że nie ma potwierdzenia, aby Konecny zażądał wymiany, zgodził się uchylić klauzulę NMC albo żeby Flyers rozpoczęli formalne negocjacje dotyczące jego transferu. Na razie chodzi o rozważany wewnętrznie scenariusz, uzależniony od dalszego rozwoju sytuacji.
Utah Mammoth potencjalnym kierunkiem. W grze wielki talent z draftu
Jeżeli Philadelphia rzeczywiście zdecydowałaby się wystawić Konecnego na rynek, zainteresowanych prawdopodobnie nie zabraknie.
Di Marco wskazuje przede wszystkim Utah Mammoth.
Drużyna prowadzona przez André Tourigny’ego preferuje szybkie przechodzenie z obrony do ataku, co powinno znacznie lepiej odpowiadać charakterystyce napastnika. Konecny mógłby bez większego problemu znaleźć miejsce na prawym skrzydle jednej z trzech czołowych formacji.
Mammoth dysponują przy tym silną obsadą środka ataku. Logan Cooley, Nick Schmaltz i Vincent Trocheck zapewniają organizacji bardzo solidny fundament, a wszyscy trzej są związani kontraktami na kolejne lata.
Ta głębia składu mogłaby otworzyć drogę do rozmów o młodym Calebu Desnoyersie.
19-letni środkowy został wybrany przez Utah z czwartym numerem draftu 2025 i niedawno rozpoczął zawodową karierę w Tucson Roadrunners w AHL. Według Di Marco Flyers byli mocno zainteresowani tym hokeistą już podczas draftu i chętnie zobaczyliby go w swojej organizacji.
To jednak wcale nie oznacza, że Mammoth są gotowi się z nim rozstać.
Desnoyers należy do najcenniejszych młodych zawodników Utah, a wymienianie takiego talentu za 29-letniego skrzydłowego z kosztownym, wieloletnim kontraktem wymagałoby niezwykle starannego rozważenia ryzyka.
Innym nazwiskiem, które mogłoby pojawić się w hipotetycznych negocjacjach, jest Lawson Crouse. Dołączenie jego kontraktu do transakcji pomogłoby Mammoth zbilansować wynagrodzenia. Zawodnik zmierza do statusu niezastrzeżonego wolnego agenta, więc jego sytuacja kontraktowa jest znacznie mniej skomplikowana niż Konecnego.
Co ciekawe, według źródeł Di Marco Philadelphia nie wykazuje zainteresowania pozyskaniem Tij Iginli, napastnika wybranego przez Utah w pierwszej rundzie draftu 2024.
Wszystkie te warianty pozostają jednak analizą potencjalnego rynku, a nie informacją o uzgodnionej wymianie. Największą przeszkodą może okazać się zresztą sam Konecny, który dzięki zapisom kontraktowym zachowuje kontrolę nad ewentualnym odejściem.
Nie tylko Konecny. Cates i Tippett również zagrożeni
Sytuacja kontraktowa gwiazdy Flyers sprawia, że próba jej wymiany byłaby przedsięwzięciem skomplikowanym. Dlatego wśród rozważanych kandydatów do odejścia pojawiają się także Noah Cates i Owen Tippett.
Cates, 27-letni napastnik ceniony przede wszystkim za odpowiedzialną grę defensywną, już na początku rozgrywek został przesunięty do czwartego ataku. Po siedmiu spotkaniach pozostawał bez punktu, a jego średni czas spędzany na lodzie spadł do 12 minut i 18 sekund.
Podpisany na kolejne sezony kontrakt z obciążeniem budżetu wynoszącym cztery miliony dolarów rocznie oraz brak zabezpieczeń transferowych czynią go stosunkowo prostym zawodnikiem do przeniesienia.
Tyle że Philadelphia prawdopodobnie nie otrzymałaby za niego szczególnie wartościowej rekompensaty.
Z Tippettem sytuacja jest odwrotna. Skrzydłowy od dawna wzbudza zainteresowanie innych klubów, ale Flyers wysoko wyceniają jego umiejętności. Cena za zawodnika, który poprzedni sezon zakończył z 51 punktami, może skutecznie odstraszać potencjalnych kontrahentów.
Niepokój budzi również postawa Zegrasa. Amerykanin zdobył w poprzednich rozgrywkach 67 punktów i wydawał się jednym z największych wygranych pracy z Tocchetem. Początek obecnej kampanii przyniósł jednak gwałtowne załamanie jego produktywności.
Flyers nie zamierzają mimo wszystko pochopnie rezygnować z 25-latka, który latem podpisał czteroletnią umowę wartą 36,5 miliona dolarów. Sprzedawanie go po kilku słabych występach oznaczałoby ryzyko oddania zawodnika znacznie poniżej jego rzeczywistej wartości.
Z kolei Tyson Foerster, Porter Martone i Matwiej Miczkow nadal cieszą się dużym uznaniem kierownictwa. Martone, wybrany z szóstym numerem tegorocznego draftu, jest praktycznie nietykalny. Rozstanie z którymkolwiek z pozostałych dwóch młodych napastników także byłoby mało prawdopodobne.
W defensywie podobny status ma Travis Sanheim. Klub postrzega go jako zawodnika, wokół którego można budować formację obronną, a w dalszej perspektywie nawet jako potencjalnego następcę Seana Couturiera w roli kapitana.
Brière nie zamierza przy tym ograniczać się do poszukiwania kolejnych wyborów w drafcie. Jeżeli Flyers zdecydują się na istotną wymianę, priorytetem mają być zawodnicy gotowi do gry w NHL albo perspektywiczni hokeiści znajdujący się już bardzo blisko debiutu w najlepszej lidze świata.
Philadelphia stoi przed decyzją, która może zmienić przyszłość klubu
Najbliższe tygodnie mogą okazać się decydujące nie tylko dla dalszego przebiegu sezonu, ale także dla kierunku całej przebudowy Flyers.
Brière znajduje się w niewygodnym położeniu. Z jednej strony nie może ignorować katastrofalnych wyników i rosnącego niezadowolenia kibiców. Z drugiej — gwałtowne ruchy transferowe podejmowane pod wpływem ośmiu nieudanych spotkań mogą przynieść szkody większe niż sam fatalny początek rozgrywek.
W NHL transakcje o tak dużej skali rzadko przeprowadza się w połowie października. Większość organizacji dopiero poznaje rzeczywiste możliwości swoich składów, a liczba klubów gotowych na kosztowne roszady pozostaje ograniczona. Znacznie bardziej realnym terminem poważniejszej przebudowy może więc okazać się zima.
Przypadek Konecnego jest jednak szczególnie interesujący, ponieważ dotyka znacznie głębszego problemu. Jeżeli wewnętrzna krytyka jego stylu gry rzeczywiście narastała od dłuższego czasu, dlaczego Philadelphia zdecydowała się związać z nim tak kosztowną i trudną do rozwiązania umową?
Kontrakt podpisano przecież nie kilka lat temu, ale latem 2024 roku. Nie mówimy o zawodniku, który nieoczekiwanie stracił swoje największe atuty u schyłku kariery. Konecny wciąż ma 29 lat, a jego sposób gry od dawna jest doskonale znany wszystkim w organizacji.
Być może problem tkwi zatem nie tylko w samym hokeiście, ale również w sposobie wykorzystania jego umiejętności. Konecny potrafił seryjnie zdobywać punkty pod wodzą Tortorelli. Jeśli obecny system nie pozwala mu funkcjonować równie skutecznie, obowiązkiem sztabu jest przynajmniej spróbować znaleźć rozwiązanie, zanim klub pozbędzie się jednego ze swoich najważniejszych zawodników.
Pozostaje również pytanie, czy wymiana najlepszego punktującego gracza pięciu poprzednich sezonów rzeczywiście naprawiłaby ofensywę, która obecnie nie potrafi regularnie zdobywać nawet dwóch bramek na mecz.
Flyers potrzebują wstrząsu, ale wstrząs nie jest automatycznie równoznaczny z poprawą. Zwolnienie szkoleniowca albo oddanie gwiazdy mogą odmienić atmosferę w szatni, lecz nie zastąpią skutecznej organizacji gry, zaufania między zawodnikami i odpowiednio dobranej taktyki.
Jeszcze w maju kibice w Filadelfii mogli wierzyć, że najtrudniejsze lata odbudowy są już za nimi. Pięć miesięcy później zastanawiają się, czy klub nie zamierza rozmontować części fundamentów, które sam tak niedawno zbudował.
Najbardziej gorzka ironia całej historii polega na tym, że zawodnik, który podczas meczu z Caroliną krzyczał do arbitra, pytając, czy ten oszalał, wkrótce sam może zadawać podobne pytania własnemu kierownictwu.
Bo jeżeli Philadelphia rzeczywiście poprosi Travisa Konecnego o zgodę na wymianę, nie będzie to już zwyczajna próba poprawienia fatalnego bilansu. Będzie to przyznanie, że dotychczasowa wizja budowania zespołu zaczyna się rozsypywać.
A sezon dopiero się rozpoczął.


Komentarze pod tekstem