Trzykrotny zdobywca Vezina Trophy, MVP całej NHL, mistrz olimpijski, a przez ostatnie tygodnie również najlepiej opłacany bezrobotny bramkarz świata. Connor Hellebuyck wreszcie wraca do hokeja! Tyle że nie do Winnipeg Jets, którzy przez jedenaście sezonów byli jego domem, lecz do New Jersey Devils. I przyznam, że dawno nie widziałem transferu, który jednocześnie wyglądałby tak sensownie, tak absurdalnie i tak boleśnie dla jednej ze stron. Bohater został wygnany, a teraz zamieszka w piekle. Dosłownie, bo przecież właśnie tak nazywa się klub z Newark.
Koniec wielomiesięcznej telenoweli nastąpił w piątek, 23 października. Dzień nie był przypadkowy. Właśnie wtedy dobiegało końca zawieszenie nałożone na Hellebuycka za niestawienie się na obozie przygotowawczym. Winnipeg miało więc odzyskać swojego bramkarza, zacząć mu płacić i ponownie tłumaczyć wszystkim, dlaczego największa gwiazda klubu nie chce mieć z nim nic wspólnego. Zamiast tego Kevin Cheveldayoff odebrał telefon, uzgodnił warunki i zakończył jeden z najbardziej żenujących rozwodów ostatnich lat w NHL. Choć pytanie, kto tu kogo zostawił, wcale nie jest takie proste.
Prawie milion dolarów za święty spokój
Hellebuyck nie obudził się pewnego sierpniowego poranka z nagłą niechęcią do kanadyjskiej zimy. Pierwsze sygnały wysłał znacznie wcześniej. Po zakończeniu poprzedniego sezonu publicznie zastanawiał się, czy Winnipeg jest w stanie przyciągnąć odpowiednich zawodników, aby powalczyć o Puchar Stanleya.
Powiedział coś, co w Manitobie bolało bardziej niż kolejna porażka w play-offach. On sam pokochał Winnipeg i uczynił z niego swój dom, ale zdawał sobie sprawę, że znaczna część ligi nie podziela jego uczuć. A przecież do wygrywania potrzeba czegoś więcej niż znakomitego bramkarza i paru kolegów, którzy chcą tam mieszkać.
„Moim celem jest Puchar Stanleya. To wszystko, czego mi jeszcze brakuje” – taki był sens jego kwietniowego przesłania.
Trudno odmówić mu logiki. W sezonie 2024/25 wygrał 47 spotkań, uzyskał 92,5 procent skuteczności, osiem razy zachował czyste konto, zdobył Vezina Trophy i Hart Trophy. Jets sięgnęli po Presidents’ Trophy. Hellebuyck był ósmym bramkarzem w historii ligi, który połączył Vezinę z tytułem MVP. Następnie wszystko się rozsypało.
W rozgrywkach 2025/26 Winnipeg nie zakwalifikowało się nawet do play-offów. Indywidualnie Hellebuyck też zjechał: 23 zwycięstwa, 23 porażki w regulaminowym czasie, 11 kolejnych po dogrywkach lub karnych, średnio 2,86 straconego gola i 89,5 procent skuteczności. Najgorszy sezon pod względem skuteczności obron w jego karierze. Do tego problemy z kolanem i zabieg artroskopowy.
A jednak pośrodku tego wszystkiego wydarzyło się coś niezwykłego. W lutym Amerykanin pojechał na igrzyska olimpijskie do Mediolanu i Cortiny, gdzie przypomniał światu, dlaczego jeszcze niedawno uchodził za najlepszego bramkarza globu. Pięć zwycięstw, 95,6 procent skuteczności, średnia 1,18 straconego gola. W finale z Kanadą zatrzymał 41 strzałów, a Stany Zjednoczone zdobyły pierwsze olimpijskie złoto w męskim hokeju od 1980 roku.
Ten sam człowiek w odstępie kilku tygodni potrafił zostać narodowym bohaterem i członkiem drużyny, która nawet nie weszła do szesnastki walczącej o Puchar Stanleya. Nie dziwię się, że zaczął zadawać pytania.
W sierpniu jego agent Ray Petkau opublikował oświadczenie potwierdzające wcześniejszą, prywatną prośbę o transfer. Hellebuyck argumentował, że zmiana otoczenia będzie najlepsza dla niego i rodziny. Kiedy we wrześniu nie stawił się na obozie, Jets go zawiesili. Ostateczny rachunek? Dokładnie 927 835,05 dolara utraconego wynagrodzenia.
Ponad 900 tysięcy dolarów za niedotrzymanie zobowiązań wobec pracodawcy. Można za tyle kupić całkiem przyjemny dom. Hellebuyck zapłacił tę kwotę za możliwość opuszczenia dotychczasowego. Nie będę jednak udawał, że podoba mi się sposób, w jaki to załatwił. Podpisał przecież siedmioletni kontrakt wart 59,5 miliona dolarów. Sam zgodził się związać swoją przyszłość z Winnipeg. Rozumiem rozczarowanie kierunkiem rozwoju organizacji, ale odmowa stawienia się w pracy to już coś więcej niż manifestacja niezadowolenia. Kontrakty nie mogą działać wyłącznie wtedy, kiedy zawodnikowi akurat pasuje.
Sześciu za jednego. Kto właściwie kogo oskubał?
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem