Detroit Red Wings mieli rozpocząć sezon 2026/27 z nadzieją na zakończenie trwającej już dekadę nieobecności w play-offach. Zamiast tego organizacja znalazła się w centrum jednego z największych kryzysów personalnych w całej NHL. Były kapitan Dylan Larkin chce odejść, Simon Edvinsson pozostaje bez kontraktu, a tymczasowy generalny menedżer Shawn Horcoff musi podejmować decyzje, które mogą określić przyszłość klubu na wiele kolejnych lat. Najnowsze doniesienia sugerują jednak, że wielomiesięczny impas może wreszcie dobiegać końca.
Najważniejsza zmiana dotyczy Larkina, który rozszerzył listę akceptowanych kierunków transferowych do dziesięciu drużyn. Jednocześnie pojawiają się informacje o ogromnych oczekiwaniach Detroit, zainteresowaniu kolejnych organizacji i przewidywaniach, że do wymiany może dojść jeszcze przed końcem października. Elliotte Friedman poszedł nawet o krok dalej, zastanawiając się, czy Red Wings nie powinni wykorzystać całego zamieszania do przeprowadzenia dwóch wielkich transferów.
Od trzech do dziesięciu klubów. Larkin zwiększył możliwości Detroit
Historia rozpoczęła się po zakończeniu sezonu 2025/26, kiedy Larkin wystąpił z prośbą o wymianę. Dla zawodnika urodzonego w Michigan, wybranego przez Red Wings z numerem 15 draftu w 2014 roku i przez całą zawodową karierę związanego z jedną organizacją, była to decyzja o ogromnym znaczeniu.
30-letni środkowy zgromadził 643 punkty w 808 meczach NHL do końca poprzednich rozgrywek, ale jego indywidualne osiągnięcia nie przełożyły się na sukcesy drużyny. Detroit od dziesięciu sezonów nie potrafi awansować do play-offów. Larkin, przez lata będący twarzą odbudowy klubu, najwyraźniej stracił cierpliwość i postanowił poszukać możliwości walki o Puchar Stanleya gdzie indziej.
Początkowo zgadzał się jednak na transfer zaledwie do trzech organizacji: Florida Panthers, Minnesota Wild oraz Vegas Golden Knights. Tak wąska lista praktycznie odbierała Detroit możliwość zorganizowania prawdziwej licytacji.
Sytuacja uległa zmianie. Według informacji Helene St. James z „Detroit Free Press”, nagłośnionych przez Sportsnet i kolejne media, lista Larkina obejmuje obecnie dziesięć zespołów:
Florida Panthers
Minnesota Wild
Vegas Golden Knights
Dallas Stars
Washington Capitals
Carolina Hurricanes
Utah Mammoth
Tampa Bay Lightning
New Jersey Devils
Colorado Avalanche
To istotny postęp w negocjacjach. Horcoff ma znacznie większą liczbę potencjalnych partnerów, a wśród wskazanych drużyn znajdują się zarówno aktualni kandydaci do mistrzostwa, jak i organizacje szukające ostatniego elementu pozwalającego wykonać kolejny krok w walce o najważniejsze trofeum.
Nie oznacza to jednak, że Detroit może swobodnie wybierać najlepszą ofertę. Larkin wciąż posiada pełną klauzulę zakazującą wymiany bez jego zgody, obowiązującą do końca sezonu 2027/28. Ostateczne słowo należy więc do zawodnika.
Montreal ma pieniądze i argumenty, ale nie ma zgody zawodnika
Szczególnie interesujący jest przypadek Montreal Canadiens, których zabrakło na rozszerzonej liście.
Według wcześniejszych doniesień Pierre’a LeBruna zainteresowanie pozyskaniem Larkina wykazywały również Los Angeles Kings, Philadelphia Flyers i Boston Bruins. Wszystkie te organizacje miały możliwość przygotowania atrakcyjnych propozycji, ale żadna nie znalazła się wśród zaakceptowanych przez hokeistę kierunków.
Najwięcej emocji wywołuje jednak Montreal. Podczas niedawnego spotkania Canadiens z Detroit kibice zgromadzeni w Bell Centre skandowali „We want Larkin!”, czyli „Chcemy Larkina!”. Co ciekawe, okrzyki pojawiły się już na samym początku meczu. Kanadyjscy fani wyraźnie dali do zrozumienia, kogo chcieliby zobaczyć w swoim zespole.
Zainteresowanie nie ogranicza się do trybun.
David Pagnotta z Daily Faceoff przekonywał 14 października, że Canadiens mają przygotowaną propozycję, która ich zdaniem powinna wystarczyć do sfinalizowania transakcji. Według dziennikarza, gdyby Larkin wraz z rodziną zaakceptował przeprowadzkę do Montrealu, porozumienie obu organizacji mogłoby nastąpić niezwykle szybko.
Pagnotta sugerował nawet, że załatwienie formalności mogłoby zająć zaledwie kilka godzin. Nie ujawniono jednak konkretnych nazwisk ani wyborów w drafcie, które Canadiens byliby gotowi zaoferować.
Problem pozostaje ten sam. Montreal nie znajduje się na liście klubów zaakceptowanych przez Larkina.
To szczególnie frustrująca okoliczność dla Detroit. Zespół może mieć przed sobą ofertę odpowiadającą jego oczekiwaniom, a mimo to nie być w stanie jej wykorzystać. LeBrun nie wyklucza jednak, że stanowisko zawodnika z czasem się zmieni. Nie jest też całkowicie niemożliwe, że przedłużający się impas skłoni Larkina do ponownego rozważenia pozostania w Detroit.
Cena za Larkina
Kolejną przeszkodą są oczekiwania Red Wings.
Darren Dreger z TSN ujawnił, jakiego rodzaju pakiet miałby interesować Shawna Horcoffa. W grę wchodzą aż cztery wartościowe elementy:
– Dwóch prospektów klasy A, czyli zawodników o bardzo dużym potencjale rozwojowym.
– Napastnik gotowy już teraz do gry w NHL, zdolny występować w jednej z trzech pierwszych formacji.
– Wybór w pierwszej rundzie draftu.
To cena, która nawet najbogatsze pod względem młodych talentów organizacje może zmusić do długiego zastanowienia. Co ważne, nie jest to potwierdzona oferta żadnego z zainteresowanych klubów, lecz oczekiwania przypisywane Detroit przez Dreggera.
Z drugiej strony trudno się dziwić, że Red Wings nie zamierzają oddawać swojego wieloletniego lidera za pakiet drugorzędnych aktywów.
Larkin wciąż jest pełnowartościowym środkowym do pierwszej lub drugiej formacji, potrafiącym zdobywać bramki, kreować akcje i odpowiadać za grę w obu kierunkach. Dodatkowym atutem jest jego kontrakt obowiązujący do końca sezonu 2030/31, ze średnim obciążeniem budżetu płac na poziomie 8,7 miliona dolarów rocznie.
Przy rosnącym limicie wynagrodzeń taka umowa staje się coraz atrakcyjniejsza. Klub pozyskujący Larkina nie musiałby za rok czy dwa rozpoczynać kolejnych negocjacji i ryzykować utraty zawodnika na rynku wolnych agentów.
Jednocześnie żądanie hokeisty gotowego natychmiast grać w NHL mówi wiele o zamiarach Horcoffa. Detroit nie chce koniecznie rozpoczynać odbudowy od zera. Zamierza odzyskać jak najwięcej wartości, nie rezygnując z możliwości rywalizacji o play-offy w najbliższej przyszłości.
Dla zainteresowanych drużyn to poważny problem. Organizacja walcząca o Puchar Stanleya potrzebuje Larkina właśnie po to, by wzmocnić swój skład. Oddanie jednocześnie dwóch czołowych prospektów, wyboru w pierwszej rundzie i przydatnego napastnika z obecnego zespołu może okazać się zbyt dużym poświęceniem.
Minnesota Wild pod szczególną obserwacją
Jednym z najciekawszych potencjalnych kierunków pozostaje Minnesota Wild. Klub od dawna poszukuje klasowego środkowego, który mógłby poprowadzić jego pierwszą formację, a Larkin pasowałby do tego profilu niemal idealnie.
Spekulacje nasiliły się po tym, jak przedstawiciele kierownictwa Detroit, w tym Horcoff i odpowiedzialny za profesjonalny skauting Kris Draper, obserwowali mecze Wild na początku sezonu.
Nie stanowi to oczywiście dowodu, że negocjacje dotyczące Larkina są zaawansowane. Skauci regularnie oglądają drużyny z różnych powodów. W kontekście trwających rozmów transferowych ich obecność trudno jednak zignorować.
Minnesota znalazła się na pierwotnej, niezwykle krótkiej liście zawodnika, co od początku czyniło ją jednym z naturalnych kandydatów.
Pozostają pytania o możliwości finansowe oraz to, czy Wild są gotowi zapłacić cenę wyznaczoną przez Detroit. Horcoff może mieć ochotę na zawodników, z którymi Minnesota nie zamierza się rozstawać, a konieczność zmieszczenia kontraktu Larkina pod limitem wynagrodzeń dodatkowo komplikuje ewentualną transakcję.
Wielki transfer jeszcze w październiku? Konkretny termin
W całej historii pojawiła się również sugestia, że rozstrzygnięcie jest bliżej, niż mogłoby się wydawać.
John Buccigross z ESPN w opublikowanym 16 października odcinku podcastu „Frankly Hockey” powiedział Frankowi Seravalliemu, że dotarły do niego informacje sugerujące możliwość przeprowadzenia przez Detroit poważnej wymiany w ciągu siedmiu do dziesięciu dni.
Seravalli zapytał wprost, czy chodzi o Dylana Larkina. Buccigross potwierdził.
Jeżeli przewidywanie się sprawdzi, do transferu mogłoby dojść między 23 a 26 października.
Dziennikarz nie wskazał jednak konkretnego klubu ani szczegółów potencjalnego pakietu. Nie ma zatem podstaw, żeby traktować jego słowa jako potwierdzenie uzgodnionej transakcji.
Niewątpliwie coś może być jednak na rzeczy. Po miesiącach zastoju Larkin dopuszcza więcej kierunków, zainteresowanie jego usługami pozostaje duże, a Detroit dysponuje zawodnikiem, którego wartość sportowa i kontraktowa uzasadnia zainteresowanie czołowych drużyn ligi.
Friedman idzie dalej. A gdyby Detroit wymieniło również Edvinssona?
Przyszłość Larkina nie jest jedynym problemem Horcoffa. Równie skomplikowana pozostaje sytuacja Simona Edvinssona.
23-letni szwedzki obrońca, wybrany z numerem szóstym draftu w 2021 roku, nie podpisał nowego kontraktu po wygaśnięciu poprzedniej umowy. Jako zastrzeżony wolny agent pozostaje związany prawami kontraktowymi z Detroit, ale nie wystąpił jeszcze w bieżącym sezonie.
Rozbieżności dotyczą przede wszystkim długości nowej umowy. Red Wings początkowo preferowali krótkoterminowy kontrakt pomostowy, podczas gdy otoczenie zawodnika oczekiwało większej stabilizacji.
Według Elliotte’a Friedmana klub zaczął rozważać również dłuższe porozumienia. Niewykluczone jednak, że pięcioletnia umowa jest mniej atrakcyjnym rozwiązaniem, ponieważ jej zakończenie zbiegłoby się w czasie z wygaśnięciem kontraktu Moritza Seidera. Detroit mogłoby wówczas stanąć przed koniecznością jednoczesnego negocjowania dwóch niezwykle kosztownych umów z najważniejszymi obrońcami.
Edvinsson uczestniczył w części przygotowań do sezonu, ale gdy negocjacje nie przyniosły rezultatu, wrócił do Szwecji. Trenował tam między innymi ze swoją dawną organizacją Frölunda. Według informacji „The Detroit News” z 13 października zdecydował się następnie na powrót do Stanów Zjednoczonych, gdzie miał kontynuować indywidualne przygotowania pod opieką specjalistów związanych z jego agencją. Nie oznaczało to jednak powrotu do Red Wings.
W mediach pojawiły się ponadto doniesienia, że zawodnik wolałby już zmianę otoczenia niż dalsze przeciąganie negocjacji.
I właśnie tutaj pojawia się najciekawszy wątek rozważań Friedmana.
W podcaście „32 Thoughts” dziennikarz zastanawiał się, czy Horcoff nie powinien spojrzeć na kryzys jak na wyjątkową okazję do przebudowania zespołu.
Co, gdyby nagle pojawiła się możliwość przeprowadzenia dwóch transferów, które całkowicie odmieniłyby drużynę, a jednocześnie pozwoliły zawodnikom znaleźć się tam, gdzie chcieliby grać?
Taki scenariusz zakładałby nie tylko rozstanie z Larkinem, ale również wymianę Edvinssona. Nie musi przy tym chodzić o przekazanie obu hokeistów do jednej organizacji. Friedman rozważał także przeprowadzenie dwóch osobnych transakcji, których łączny efekt oznaczałby zasadniczą zmianę konstrukcji składu.
Trzeba jednak podkreślić, że jest to przede wszystkim koncepcja analityczna, a nie potwierdzony plan władz Detroit.
Sam Horcoff jeszcze 14 października zdecydowanie odrzucał możliwość wymiany Szweda.
— Nie jestem w najmniejszym stopniu zainteresowany wymianą Simona Edvinssona. Chcę go zatrzymać — zapewniał tymczasowy generalny menedżer.
Podkreślał również, że organizacja włożyła wiele pracy w rozwój obrońcy i uważa go za jednego z najważniejszych zawodników swojej przyszłości.
Nie zmienia to faktu, że czas działa na niekorzyść obu stron. Jeśli Edvinsson ma zagrać w NHL w obecnym sezonie, musi podpisać ważny kontrakt przed 1 grudnia.
Buccigross sugerował, że rozwiązaniem mogłaby być nawet siedmioletnia umowa ze średnim wynagrodzeniem około 10 milionów dolarów rocznie. Byłoby to więcej niż obecne 8,55 miliona dolarów Seidera. Ta kwota pozostaje jednak przewidywaniem dziennikarza, a nie potwierdzoną ofertą kontraktową.
DeBrincat dostał 91 milionów dolarów. Detroit podejmuje duże ryzyko?
Wśród niepewności i kolejnych niepokojących doniesień kibice Red Wings otrzymali również informację, którą trudno uznać za negatywną.
Alex DeBrincat podpisał nowy, siedmioletni kontrakt o łącznej wartości 91 milionów dolarów. Umowa zapewni mu 13 milionów dolarów średniego rocznego wynagrodzenia i jest największym kontraktem w historii organizacji pod względem całkowitej wartości.
Nowe warunki zaczną obowiązywać od sezonu 2027/28. W bieżących rozgrywkach napastnik pozostaje jeszcze na dotychczasowej umowie z obciążeniem budżetu płac wynoszącym 7,875 miliona dolarów.
DeBrincat zdobył w poprzednim sezonie 85 punktów, w tym 41 bramek, a podpisanie przedłużenia przed rozpoczęciem ostatniego roku obowiązywania starego kontraktu zapewniło Detroit kontrolę nad przyszłością jednego z najważniejszych strzelców zespołu.
Sam zawodnik mówił o dumie wynikającej z reprezentowania Red Wings oraz przekonaniu, że chce uczestniczyć w rozwiązywaniu problemów klubu. To wyraźny kontrast wobec Larkina i Edvinssona, których przyszłość pozostaje niepewna.
Nie wszyscy są jednak przekonani, że moment podpisania umowy był właściwy.
Frank Seravalli zwrócił uwagę na kolejność podejmowanych decyzji. Jego zdaniem Detroit najpierw powinno rozwiązać kwestię transferu Larkina i przyszłości Edvinssona, a dopiero później angażować tak ogromne środki w kolejnego zawodnika.
Argument jest prosty. Jeżeli obaj hokeiści opuszczą organizację, a Red Wings nie otrzymają w zamian wartości pozwalającej na szybką poprawę wyników, gigantyczny kontrakt DeBrincata może stać się elementem kosztownej drużyny, której nadal daleko będzie do walki o mistrzostwo.
Seravalli zauważył również, że gdyby negocjacje z napastnikiem nie zostały jeszcze zakończone, Detroit dysponowałoby dodatkową możliwością na rynku transferowym. DeBrincat, jako zawodnik z wygasającym kontraktem, sam mógłby przyciągnąć zainteresowanie innych klubów.
Oczywiście istnieje także druga strona medalu. Trudno budować przyszłość organizacji, jeżeli każdy wartościowy zawodnik ma pozostawać potencjalnym kandydatem do wymiany. Przedłużenie kontraktu DeBrincata może być sygnałem, że Red Wings, pomimo obecnego kryzysu, nadal nie zamierzają rezygnować z prób stworzenia konkurencyjnego zespołu.
Kibice domagają się sprzedaży klubu
Sportowe problemy Detroit coraz wyraźniej przekładają się na atmosferę wokół organizacji.
Po zwolnieniu Steve’a Yzermana 15 lipca klub przez wiele tygodni nie potrafił wyłonić stałego następcy. Shawn Horcoff objął funkcję tymczasowego generalnego menedżera dopiero we wrześniu, a poszukiwania nowego kierownictwa wciąż trwają.
W międzyczasie Larkin zażądał wymiany, Edvinsson nie podpisał kontraktu, a drużyna rozpoczęła sezon w sposób daleki od oczekiwań kibiców.
Na trybunach Little Caesars Arena pojawiły się okrzyki „Sell the team!”, czyli wezwania do sprzedaży klubu przez właściciela Chrisa Ilitcha.
Ten próbował uspokoić sytuację, między innymi publikując komunikaty skierowane do sympatyków organizacji i spotykając się z wybranymi dziennikarzami. Nie wszyscy kibice przyjęli te działania pozytywnie. Część zarzuca mu unikanie bezpośredniej konfrontacji z mediami i brak wystarczająco zdecydowanej reakcji na wieloletni sportowy regres.
Szczególne kontrowersje wywołały jego słowa wypowiedziane krótko po ogłoszeniu kontraktu DeBrincata.
Ilitch stwierdził, że uważa obrany przez siebie kierunek zarządzania organizacją za właściwy. Zapewniał jednocześnie, że rozumie frustrację kibiców i zamierza znaleźć lidera zdolnego przywrócić Detroit do walki o Puchar Stanleya.
Właściciel wyjaśnił też, że poszukuje prezesa odpowiedzialnego za operacje hokejowe, który następnie będzie mógł zdecydować o obsadzeniu stanowiska generalnego menedżera. Horcoff nadal jest rozpatrywany jako kandydat do pełnienia tej funkcji na stałe.
Sam kontrakt DeBrincata pozwolił na chwilę odsunąć uwagę od niepowodzeń, ale trudno oczekiwać, że jeden podpis wystarczy do odbudowania zaufania kibiców.
Najważniejsze decyzje dopiero przed Red Wings
Detroit znalazło się w sytuacji, w której niemal każda możliwa decyzja wiąże się z poważnym ryzykiem.
Zatrzymanie Larkina wbrew jego oczekiwaniom oznacza dalsze funkcjonowanie z zawodnikiem, który publicznie zadeklarował chęć odejścia. Wymiana za zbyt mało atrakcyjny pakiet grozi natomiast osłabieniem zespołu na lata. Rozstanie z Edvinssonem oznaczałoby utratę jednego z najcenniejszych młodych obrońców organizacji, ale wielomiesięczne przeciąganie rozmów kontraktowych również nie sprzyja stabilizacji.
Dodatkowo obaj hokeiści mają zupełnie inną sytuację kontraktową. Larkin jest doświadczonym zawodnikiem związanym długoletnią umową i dysponującym istotną kontrolą nad kierunkiem ewentualnej wymiany. Edvinsson dopiero buduje swoją pozycję w lidze, ale jego potencjał sprawia, że niełatwo określić, ile Detroit powinno być gotowe zapłacić za wieloletnie zabezpieczenie lewej strony defensywy.
Horcoff próbuje więc pogodzić kilka sprzecznych interesów. Musi zadbać o zadowolenie zawodników, ochronić wartość najważniejszych aktywów, zmieścić się w ograniczeniach finansowych i przekonać kibiców, że organizacja ma konkretny plan.
Rozszerzenie listy transferowej Larkina do dziesięciu zespołów niewątpliwie zwiększa szanse na znalezienie rozwiązania. Nie gwarantuje jednak, że ktokolwiek zgodzi się zapłacić cenę wyznaczoną przez Red Wings.
Jeżeli prognoza Buccigrossa się sprawdzi, odpowiedź możemy poznać jeszcze w październiku. Niewykluczone też, że Detroit będzie musiało nieco obniżyć oczekiwania, aby doprowadzić negocjacje do końca.
Jedno pozostaje pewne: organizacja, która przez lata próbowała cierpliwie odbudowywać swoją pozycję w NHL, znalazła się przed możliwością radykalnej zmiany kierunku. Jeżeli dojdzie do odejścia Larkina, a następnie również Edvinssona, trudno będzie mówić o zwykłych korektach składu.
Byłoby to zamknięcie ważnego rozdziału w historii Red Wings. I początek kolejnego, którego powodzenie zależałoby już w ogromnym stopniu od decyzji człowieka sprawującego obecnie funkcję tymczasowego generalnego menedżera.


Komentarze pod tekstem