Ocena dnia:

16 spotkań, wszystkie 32 drużyny na lodzie i aż 112 bramek (drugi najlepszy wynik w historii ligi). NHL urządziła nam prawdziwą hokejową ucztę, chociaż nie wszystkie dania smakowały równie dobrze. Poza opisanymi wyżej wydarzeniami warto zatrzymać się przy kilku innych historiach. Devils i Red Wings zafundowali kibicom dziewięciobramkową wymianę ciosów, którą dopiero w dogrywce zakończył Jack Hughes, ustalając wynik na 5:4. Rangers, mimo katastrofy kadrowej w bramce, dalej robią z Madison Square Garden twierdzę. Wygrali z Lightning 4:1, Lafrenière strzelił dwa gole, a Dylan Garand obronił 25 strzałów. Carolina? Szóste zwycięstwo z rzędu! Capitals polegli 4:2, a Andriej Swiecznikow dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Islanders ograli Canucks 3:2 dzięki dwóm trafieniom Kyle’a Palmieriego, który po poważnej kontuzji kolana przypomniał, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Vegas bez większych ceregieli rozprawiło się z Nashville 5:2, Utah niemal roztrwoniło przewagę, ale dowiozło 5:4 z Toronto, natomiast Calgary wreszcie wygrało pierwszy mecz sezonu, pokonując Anaheim 4:2 po decydującym golu Pospisila. Piątka, a nie szóstka, bo mieliśmy też kilka jednostronnych egzekucji, w których emocje kończyły się zdecydowanie za wcześnie. Ale przy takim natężeniu wydarzeń naprawdę trudno narzekać.

15 dzień sezonu NHL – ocena – 5

Ocena:

Wyniki NHL – noc z 13 na 14 października

Red Wings – Devils 4:5 (dogr.)
Blue Jackets – Panthers 3:7
Canadiens – Sabres 4:3 (karne)
Hurricanes – Capitals 4:2
Flyers – Kraken 2:3 (karne)
Rangers – Lightning 4:1
Senators – Blues 2:7
Islanders – Canucks 3:2
Blackhawks – Penguins 5:3
Jets – Wild 5:2
Stars – Avalanche 2:3
Predators – Golden Knights 2:5
Mammoth – Maple Leafs 5:4
Ducks – Flames 2:4
Kings – Oilers 1:4
Sharks – Bruins 3:6

Kolejna noc – 14/15 października

01:30 Capitals – Canadiens
02:30 Avalanche – Stars

Hat trick dnia: Potwór odblokowany

Słuchajcie, to co wczoraj zrobili Tkachukowie, to był jakiś chory kosmos. Blue Jackets myśleli, że po pierwszej tercji mają mecz pod kontrolą. 1:0, fajnie, gramy u siebie. A potem? Potem Floryda włączyła tryb walca, a konkretnie Brady Tkachuk odpalił protokół zniszczenia.

Trzy gole. Z rzędu. Naturalny hat trick w osiem minut z hakiem. To trzeci najszybszy wynik w historii Panthers, zaraz po Acciarim i Reinprechcie. Gość, który jeszcze w poniedziałek cieszył się z pierwszego punktu w sezonie, we wtorek zafundował kibicom w Columbus prawdziwą rzeźnię. I kto mu asystował przy wszystkich trzech trafieniach? Brat. Matthew. Rodzinny biznes kręci się tak, że aż strach patrzeć. Matthew zresztą zaliczył w tym meczu pięć asyst. Pięć! Wyrównał rekord organizacji, jakby to było wyjście po bułki.

A Columbus? Oni znów zrobili to samo. W St. Louis prowadzili 2:0 i przegrali 5:3. Teraz prowadzą 1:0 i dostają bęcki 7:3. Trener Bowness mówi, że sami się biją i że to powinno ich zawstydzić. Serio? Po wczoraj to oni powinni schować się do mysiej dziury. Zwłaszcza Olivier, który zarobił karę meczu za cios poniżej pasa. Dosłownie. Tłukł kijem w krocze Balinskisa. Floryda wklepała im cztery gole w przewadze.

Reinhart też swoje dołożył, dwie bramki i przedłużył serię punktową przeciwko Jackets do 12 meczów. Rekord klubu. Ale ten wieczór należał do Braciaków. Tkachuk Town w pełnej krasie. Jeśli tak ma wyglądać reszta sezonu, to zapnijcie pasy. Potwór został odblokowany.

Koszmar dnia: Trwa w Mieście Braterskiej Miłości

Osiem bitych spotkań w łeb, bilans 0-5-3 i zaledwie 10 strzelonych bramek przy trzydziestu straconych. Lotnicy w Filadelfii pikują prosto w beton. Średnia 1.25 gola na mecz i żenujące 9.5% w przewagach to jest hokejowa śmierć kliniczna. Sieć ma używanie, fani rywali leją ze śmiechu i dopytują złośliwie, czy Flyers sprzedali duszę diabłu za ubiegłoroczne play-offy. Sam bym o to zapytał, bo to, co grają, przypomina formę polityków po wczorajszych porannych obietnicach bez pokrycia – absolutny chaos.

Mecz z Kraken to znowu ta sama chujnia, mimo porażki dopiero w karnych 2:3. Niby przebłyski były. Zegras wreszcie przestał jeździć jak na zaciągniętym ręcznym i wcisnął premierową bramkę w sezonie. Dvorak też zapunktował, w czym ogromna zasługa świetnego rajdu młodego Bonka przez całą długość tafli. Dzieciak wjechał w strefę jak nóż w masło i udowodnił, że potrafi świetnie czytać grę. Ale co z tego, skoro trener Tocchet tak potwornie nie ufa trzeciej parze Jiricek-Benoit, że trzymał ich na lodzie ledwie po 13 minut z hakiem. Efekt? Travis Sanheim musiał tyrać przez kosmiczne 31 minut. Eksploatacja zawodnika gorsza niż baterii w sześcioletnim smartfonie.

Dogrywka to już w ogóle komedia. Najpierw ten zachowawczy, usypiający antyhokej Toccheta z zeszłego roku. A potem absurdalna kara za zbyt wielu graczy, którą w jakiś magiczny sposób sprokurował Drysdale. Jak można się zgubić na zmianie przy grze trzech na trzech? Dan Vladar robił co mógł, wyjął 27 strzałów i fantastycznie zatrzymał rzut karny, którego egzekwował Eberle. Nawet bezczelnie wspaniały zwód Miczkowa w serii najazdów na nic się ostatecznie zdał. Miasto Braterskiej Miłości? Na razie to stolica absolutnej depresji.

Powroty dnia: Bedarda i McAvoya

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.