Jeszcze kilka lat temu Patrik Laine uchodził za jednego z najbardziej utalentowanych strzelców młodego pokolenia w NHL. Dziś 28-letni Fin znalazł się w zupełnie innym miejscu swojej kariery. Po dwóch rozczarowujących sezonach w Montreal Canadiens, naznaczonych problemami zdrowotnymi i długimi okresami nieobecności, były drugi numer draftu pozostaje bez kontraktu. Niewykluczone jednak, że jego rozłąka z najlepszą hokejową ligą świata wkrótce dobiegnie końca. Według informacji napływających z Finlandii zainteresowanie pozyskaniem Laine wykazują aż trzy kluby: Los Angeles Kings, Detroit Red Wings oraz Anaheim Ducks.

Sytuacja fińskiego skrzydłowego jest jednym z ciekawszych wątków na rynku wolnych zawodników. Z jednej strony mówimy bowiem o hokeiście, który w przeszłości potrafił regularnie zdobywać ponad 30 bramek w sezonie i dysponuje jednym z najbardziej charakterystycznych strzałów z nadgarstka w całej lidze. Z drugiej – o zawodniku, którego ostatnie lata każą poważnie zastanowić się nad zdolnością do utrzymania wysokiego poziomu przez cały sezon.

Pobyt Laine w Montrealu okazał się znacznie mniej udany, niż oczekiwano. W ciągu dwóch sezonów rozegrał zaledwie 57 spotkań sezonu zasadniczego. W rozgrywkach 2024/25 wystąpił w 52 meczach, zdobywając 20 bramek i 33 punkty. Co ciekawe, aż 15 z tych trafień zanotował podczas gry w przewadze liczebnej, co doskonale pokazywało, że pomimo problemów pozostawał niezwykle groźnym zawodnikiem w określonych sytuacjach boiskowych. Kolejny sezon był jednak niemal całkowicie stracony – Laine zaliczył tylko pięć występów, kończąc je z jedną asystą.

Tak niewielka liczba rozegranych spotkań sprawiła, że jego wartość na rynku znacząco spadła. Kluby NHL nie kwestionują talentu Fina, ale trudno oczekiwać, aby którykolwiek z menedżerów zdecydował się na poważną inwestycję finansową bez gwarancji, że zawodnik będzie w stanie regularnie występować.

Mimo tych wątpliwości najnowsze doniesienia sugerują, że Laine nadal ma swoich zwolenników wśród działaczy NHL.

Los Angeles Kings i Detroit Red Wings rozpoczęli rozmowy

Nowe informacje pojawiły się w jednym z fińskich podcastów, w którym uczestniczy były obrońca NHL Kimmo Timonen. Według jego współprowadzącego, który miał osobiście rozmawiać z Laine, w ostatnich tygodniach szczególne zainteresowanie napastnikiem wykazywały dwa kluby: Los Angeles Kings oraz Detroit Red Wings.

Obie organizacje mają za sobą trudny początek rozgrywek 2026/27, a ich problemy mogą skłonić kierownictwo do poszukiwania dodatkowego wzmocnienia ofensywy.

Los Angeles Kings. Kontuzja Fiali zwiększa presję

W przypadku Kings zainteresowanie Laine wydaje się stosunkowo łatwe do wytłumaczenia. Zespół z Kalifornii od kilku sezonów próbuje znaleźć sposób na przebicie się przez niezwykle wymagającą rywalizację w Dywizji Pacyficznej. Edmonton Oilers i Vegas Golden Knights od lat należą do najgroźniejszych przeciwników, a coraz mocniejsze kadry Anaheim Ducks i San Jose Sharks sprawiają, że walka o czołowe miejsca będzie jeszcze trudniejsza.

Kings potrzebują zawodników zdolnych do regularnego zdobywania bramek, szczególnie w sytuacjach, gdy rywale skutecznie neutralizują ich najważniejsze formacje ofensywne. Laine, pomimo swoich problemów, nadal może być postrzegany jako potencjalne rozwiązanie przynajmniej części tych trudności.

Dodatkowym czynnikiem jest poważna kontuzja Kevina Fiali. Według doniesień przywoływanych w fińskich mediach napastnik Kings ma opuścić znaczną część sezonu, co zwiększa zapotrzebowanie na kolejnego zawodnika potrafiącego zapewnić drużynie odpowiednią liczbę bramek.

Niepokój w Los Angeles spotęgowała również inauguracyjna porażka 4:8 z Colorado Avalanche. Kings stracili aż osiem goli, a spotkanie obnażyło skalę problemów, z którymi zespół musi się zmierzyć na początku rozgrywek.

Oczywiście sprowadzenie Laine nie rozwiązałoby kłopotów defensywnych, ale mogłoby zwiększyć siłę rażenia drużyny. Szczególnie podczas gry w przewadze, gdzie Fin od lat najlepiej wykorzystuje swoje najważniejsze atuty.

Laine potrafi znaleźć sobie przestrzeń do oddania strzału i błyskawicznie wykorzystać podanie w poprzek tercji ofensywnej. Jego uderzenie z pierwszego krążka pozostaje bronią, której nie można lekceważyć nawet po tak trudnych sezonach. Jeżeli Kings szukają specjalisty mającego przede wszystkim poprawić skuteczność jednego z zestawień przewagi, trudno nie dostrzec pewnej logiki w takim rozwiązaniu.

Pozostaje jednak pytanie, czy Los Angeles potrzebuje zawodnika o tak wąskiej specjalizacji, czy raczej napastnika, który będzie w stanie regularnie pomagać również podczas gry pięciu na pięciu.

Detroit Red Wings. Niepewność wokół Larkina i Edvinssona

Jeszcze bardziej skomplikowana sytuacja panuje w Detroit. Red Wings rozpoczęli sezon w atmosferze niepewności dotyczącej kilku ważnych postaci organizacji.

Przez całe lato wokół Dylana Larkina narastały kontrowersje związane z jego przyszłością w klubie. W pierwszym spotkaniu sezonu napastnik został nawet wygwizdany przez część własnych kibiców, co tylko podsyciło spekulacje na temat jego dalszych losów.

Jednocześnie Detroit wciąż nie rozwiązało kwestii kontraktu Simona Edvinssona. Szwedzki obrońca, mający odgrywać jedną z najważniejszych ról w defensywie Red Wings, pozostawał bez nowej umowy jako zastrzeżony wolny zawodnik (RFA). Przedłużające się negocjacje jeszcze bardziej komplikują sytuację kadrową organizacji.

Do problemów pozasportowych doszła słaba inauguracja sezonu. Red Wings przegrali z New York Rangers 0:2, nie potrafiąc ani razu pokonać bramkarza rywali. Był to kolejny sygnał, że Detroit może potrzebować dodatkowego impulsu ofensywnego.

W tym kontekście nazwisko Laine zaczęło pojawiać się jako potencjalna odpowiedź na problemy zespołu. Fin mógłby wzmocnić jedną z formacji ataku, a przede wszystkim zapewnić dodatkowe zagrożenie podczas gry w przewadze liczebnej.

Jednak zainteresowanie nie musi oznaczać rychłego podpisania kontraktu. Według informacji przekazanych 6 października przez Pierre’a LeBruna w programie Insider Trading stacji TSN, Detroit rzeczywiście kontaktowało się w sprawie Laine, ale przed podjęciem dalszych kroków musi uporządkować kwestie dotyczące Larkina i Edvinssona.

Oznacza to, że pomimo zainteresowania fińskim napastnikiem ewentualne negocjacje mogą zostać odłożone do momentu wyjaśnienia najważniejszych spraw kadrowych.

Detroit znajduje się więc w dość niewygodnym położeniu. Z jednej strony zespół potrzebuje poprawy skuteczności i dodatkowej jakości w ofensywie. Z drugiej – sprowadzenie kolejnego rozpoznawalnego napastnika niekoniecznie powinno być priorytetem, dopóki organizacja nie ustali przyszłości zawodników, wokół których zamierza budować drużynę.

Calgary Flames również rozważają pozyskanie Laine

Do grona klubów rozważających zatrudnienie Patrika Laine dołączyli również Calgary Flames. Jak poinformował Pierre LeBrun z TSN, kierownictwo kanadyjskiej organizacji dyskutowało wewnętrznie o możliwości podpisania kontraktu z fińskim snajperem, choć na razie nie zdecydowało się na konkretną ofertę. Flames zamierzają w pierwszej kolejności dać szansę młodszym zawodnikom, ale fatalny początek sezonu może szybko zweryfikować te plany. Calgary przegrało cztery pierwsze spotkania, zdobywając zaledwie sześć bramek, z czego dwie podczas gry w przewadze liczebnej. Niewiele lepiej wygląda sytuacja Detroit Red Wings, którzy po pięciu meczach legitymują się bilansem 1-3-1 i mają na koncie tylko dziesięć trafień, w tym cztery w przewadze. Problem polega na tym, że Laine niekoniecznie stanowi lekarstwo na największą bolączkę obu zespołów. W sezonie 2024/25 zdobył 20 bramek, ale zaledwie pięć podczas gry w równych składach. Tymczasem zarówno Flames, jak i Red Wings potrzebują przede wszystkim poprawy skuteczności właśnie w takich sytuacjach.

Argumentem przemawiającym za zatrudnieniem Fina może być jednak wyjątkowo korzystna konstrukcja kontraktu. Ponieważ w poprzednim sezonie wystąpił tylko w pięciu spotkaniach, kwalifikuje się do podpisania umowy zawierającej premie uzależnione od osiągnięć sportowych. Oznacza to, że jego gwarantowane wynagrodzenie mogłoby zostać ograniczone nawet do ligowego minimum, a dodatkowe pieniądze otrzymywałby dopiero po spełnieniu określonych warunków. Dla klubów szukających ofensywnego wzmocnienia byłaby to okazja do podjęcia stosunkowo niewielkiego ryzyka finansowego. Sam Laine nie zamierza jednak podpisywać kontraktu za wszelką cenę. Według doniesień pozostaje wybredny w kwestii kolejnego pracodawcy i nadal przygotowuje się do sezonu na Florydzie, gdzie trenuje wspólnie z innymi wolnymi zawodnikami, Władimirem Tarasienką i Aleksandrem Nikiszynem.

Anaheim Ducks. Spotkanie z Laine i kontraktowe domino

Trzecim klubem łączonym z fińskim skrzydłowym są Anaheim Ducks. W ich przypadku doniesienia pojawiły się jeszcze przed rozpoczęciem sezonu, a zainteresowanie miało przybrać bardziej konkretną formę niż zwykłe zapytanie o dostępność zawodnika.

15 września fiński dziennikarz Esko Seppänen poinformował na łamach Urheilucast, że Laine spotkał się z przedstawicielami Anaheim Ducks, aby omówić możliwość podpisania kontraktu.

Według Seppänena zainteresowanie miało być obustronne. Co więcej, żona zawodnika, Jordan Leigh Laine, wcześniej ujawniła, że para odwiedziła jedną z organizacji NHL. Fiński dziennikarz wskazał, że chodziło właśnie o Anaheim.

Nie oznaczało to jednak, że porozumienie było bliskie finalizacji. Menedżer Ducks, Pat Verbeek, miał bowiem znacznie pilniejszą sprawę do rozwiązania – przedłużenie kontraktu z Cutterem Gauthierem.

Młody napastnik należał do najważniejszych zawodników Anaheim i oczekiwał umowy odpowiadającej jego rosnącej pozycji w organizacji. Kierownictwo Ducks chciało najpierw poznać dokładny koszt zatrzymania jednej ze swoich największych gwiazd, a dopiero później określić możliwości finansowe dotyczące kolejnych wzmocnień.

Seppänen sugerował wówczas, że przyszłość Laine może bezpośrednio zależeć od przebiegu negocjacji z Gauthierem. Najpierw Ducks mieli zabezpieczyć swoją przyszłość poprzez podpisanie wieloletniego kontraktu z młodym Amerykaninem, a następnie ewentualnie wrócić do rozmów z Finem.

Pierwsza część tego scenariusza rzeczywiście się zrealizowała.

15 września Anaheim uzgodniło z Gauthierem sześcioletni kontrakt o łącznej wartości 81 milionów dolarów. Umowa oznacza średnie roczne obciążenie budżetu płacowego na poziomie 13,5 miliona dolarów i obowiązuje do zakończenia sezonu 2031/32.

Ducks wykonali zatem najważniejszy ruch kontraktowy, który według wcześniejszych doniesień miał warunkować dalsze działania na rynku.

Nie oznacza to jednak, że podpisanie umowy z Laine jest obecnie formalnością.

Według danych przytoczonych w pierwotnych doniesieniach Anaheim miało po zawarciu kontraktu z Gauthierem około 2,07 miliona dolarów wolnego miejsca pod limitem wynagrodzeń. To stosunkowo niewielka kwota, jeżeli weźmiemy pod uwagę dotychczasowe zarobki Fina i jego pozycję na rynku jeszcze kilka lat temu.

Z drugiej strony sytuacja Laine zmieniła się na tyle, że trudno zakładać, iż może obecnie oczekiwać kontraktu porównywalnego z wcześniejszymi umowami. Coraz bardziej prawdopodobnym rozwiązaniem wydaje się krótkoterminowe porozumienie, które pozwoliłoby mu odbudować sportową wartość i ponownie udowodnić, że potrafi być skutecznym strzelcem na poziomie NHL.

W Anaheim znalazłby się w organizacji, która od kilku sezonów konsekwentnie inwestuje w rozwój młodych zawodników, ale jednocześnie zaczyna stawiać sobie coraz ambitniejsze cele.

Potencjał ofensywny Ducks rośnie, a pozyskanie doświadczonego strzelca mogłoby zapewnić dodatkową głębię składu i uzupełnić możliwości młodszych napastników. Szczególnie interesująco wyglądałaby perspektywa wykorzystania Laine w jednej z formacji przewagi liczebnej.

Warto również pamiętać o rozstaniu z Chrisem Kreiderem. Anaheim zdecydowało się na rozwiązanie jego kontraktu, co pozwoliło uwolnić 6,5 miliona dolarów w budżecie płacowym. Odejście doświadczonego skrzydłowego pozostawiło jednocześnie przestrzeń do ewentualnego uzupełnienia formacji ofensywnych.

Pozostaje jednak zasadnicza kwestia: czy Ducks chcą przeznaczyć ograniczone środki finansowe na zawodnika, którego dyspozycja i dostępność w ostatnich latach były tak trudne do przewidzenia?

Ostateczna decyzja może zależeć zarówno od oczekiwań finansowych Laine, jak i od tego, jaką rolę trenerzy Anaheim byliby gotowi mu powierzyć.

Czy Laine może jeszcze odzyskać dawną skuteczność?

Wszystkie te doniesienia sprowadzają się do jednego zasadniczego pytania: jakim zawodnikiem jest dzisiaj Patrik Laine?

Fin został wybrany przez Winnipeg Jets z drugim numerem draftu w 2016 roku, ustępując jedynie Austonowi Matthewsowi. Już w pierwszym sezonie pokazał, dlaczego uznawano go za jeden z największych ofensywnych talentów swojego pokolenia. Zdobył 36 bramek, a w kolejnych rozgrywkach poprawił ten wynik do 44 trafień.

Jego największym atutem zawsze pozostawał znakomity strzał. Laine nie potrzebował wielu okazji, aby pokonać bramkarza rywali. Potrafił błyskawicznie złożyć się do uderzenia, a odpowiednio obsłużony podaniem stawał się wyjątkowo groźny w okolicach lewego koła bulikowego. To właśnie te umiejętności sprawiały, że przez lata był postrzegany jako naturalny kandydat do regularnego przekraczania granicy 40 bramek.

Późniejsza część kariery nie potoczyła się jednak zgodnie z oczekiwaniami. Po odejściu z Winnipeg Fin występował w Columbus Blue Jackets, a następnie Montreal Canadiens. Problemy zdrowotne i osobiste, długie przerwy w grze oraz trudności z odnalezieniem odpowiedniego miejsca w składzie sprawiły, że stopniowo tracił pozycję jednego z najbardziej cenionych snajperów NHL.

Mimo wszystko sezon 2024/25 pokazał, że całkowicie nie zatracił swoich umiejętności. Zdobycie 20 bramek w 52 spotkaniach, w tym aż 15 podczas przewag liczebnych, stanowiło dowód, że w określonej roli nadal potrafi być wartościowym elementem ofensywy.

Problem polega na tym, że współczesna NHL wymaga od skrzydłowych znacznie więcej niż tylko skutecznego wykańczania akcji. Trenerzy oczekują intensywnej pracy bez krążka, odpowiedzialności w defensywie oraz umiejętności utrzymywania wysokiego tempa gry. Właśnie pod tym względem Laine od dawna budził zastrzeżenia.

Potencjalny pracodawca musi więc zdecydować, czy korzyści wynikające z jego strzeleckiego talentu będą większe niż ryzyko związane z ograniczeniami w pozostałych elementach gry.

Z pewnością nikt nie powinien obecnie oczekiwać, że Fin automatycznie powróci do poziomu z najlepszych lat w Winnipeg. Bardziej realistycznym scenariuszem jest rola napastnika drugiej lub trzeciej formacji, otrzymującego jednocześnie istotne minuty w przewadze liczebnej.

Taka specjalizacja może jednak okazać się wystarczająca, aby Laine ponownie znalazł zatrudnienie w NHL.

Trzy zainteresowane kluby, ale żadnej gwarancji kontraktu

Z perspektywy samego zawodnika sytuacja pozostaje interesująca. Los Angeles Kings mogliby zaoferować mu możliwość wzmocnienia ofensywy osłabionej kontuzją jednego z najważniejszych napastników. Detroit Red Wings szukają odpowiedzi na problemy ze skutecznością, choć najpierw muszą uporządkować własne kwestie kadrowe. Anaheim Ducks z kolei dysponują młodym, rozwijającym się zespołem, w którym doświadczony strzelec mógłby otrzymać szansę odbudowania kariery.

Nie można jednak pomijać finansowego aspektu całej operacji. W przypadku Anaheim ograniczeniem pozostaje niewielka ilość wolnego miejsca pod limitem wynagrodzeń. Detroit musi rozstrzygnąć ważniejsze sprawy kontraktowe, a Los Angeles powinno upewnić się, że Laine rzeczywiście odpowiada potrzebom zespołu.

Co istotne, informacje o zainteresowaniu wszystkich trzech klubów pochodzą z doniesień medialnych, a nie oficjalnych komunikatów organizacji. Żaden z przedstawionych raportów nie przesądza o osiągnięciu porozumienia.

Niewykluczone zresztą, że sam Laine będzie musiał zweryfikować swoje oczekiwania dotyczące zarówno zarobków, jak i miejsca w składzie. Jeszcze kilka lat temu mógł negocjować z pozycji jednego z najbardziej rozpoznawalnych strzelców ligi. Obecnie większe znaczenie może mieć znalezienie organizacji, która zapewni mu stabilne warunki do gry i możliwość stopniowego odzyskiwania dawnej dyspozycji.

Dla Laine najbliższy kontrakt może być jednym z najważniejszych w całej karierze – nie ze względu na jego wartość finansową, ale dlatego, że może zdecydować o przyszłości Fina w NHL.

Jego talent strzelecki nigdy nie budził większych wątpliwości. Pytanie brzmi, czy po latach problemów zdrowotnych i sportowych będzie w stanie ponownie wykorzystywać go na tyle regularnie, aby przekonać działaczy, że zasługuje na coś więcej niż krótkoterminową szansę.

Na razie zainteresowanie ze strony kilku klubów sugeruje, że NHL nie postawiła jeszcze na nim krzyżyka. Teraz wszystko zależy od tego, czy któreś z potencjalnych miejsc zatrudnienia zdecyduje się przejść od wstępnych rozmów do konkretnej oferty.