New York Rangers znaleźli się w dramatycznym położeniu po tym, jak wczoraj wieczorem stracili na resztę sezonu swojego podstawowego bramkarza, Igora Szestiorkina. Jakby tego było mało, przez najbliższy miesiąc niedostępny będzie również jego zmiennik, Joonas Korpisalo. Nowojorczycy zostali więc praktycznie bez dwóch najważniejszych bramkarzy i muszą pilnie znaleźć rozwiązanie, które pozwoli im przetrwać najbliższe tygodnie, a być może nawet miesiące. Niewykluczone, że ratunek znajduje się już wewnątrz organizacji. Tyle że niekoniecznie tam, gdzie należałoby go szukać.

Jak informuje Emily Kaplan z ESPN, w środowisku NHL panuje przekonanie, że Jonathan Quick mógłby zdecydować się na wznowienie kariery, gdyby Rangers zwrócili się do niego z taką propozycją. Legendarny bramkarz, który obecnie pełni funkcję dyrektora ds. bramkarzy w nowojorskim klubie, zaledwie kilka miesięcy temu zakończył zawodową karierę. Jego ewentualny powrót byłby jednak scenariuszem awaryjnym. Wszystko wskazuje na to, że kierownictwo Rangers w pierwszej kolejności spróbuje znaleźć rozwiązanie na rynku transferowym lub wśród zawodników pozostających bez kontraktu.

Problem polega na tym, że w obu przypadkach wybór jest mocno ograniczony. W gronie niezastrzeżonych wolnych agentów nadal znajdują się Matt Murray, Petr Mrázek oraz James Reimer. Każdy z nich mógłby być przyzwoitym rozwiązaniem w roli rezerwowego, ale trudno oczekiwać, aby którykolwiek gwarantował stabilizację na pozycji numer jeden. Przy całym szacunku dla doświadczenia tej trójki Rangers mogą dojść do wniosku, że rozsądniej będzie zaufać Dylanowi Garandowi, zamiast sięgać po weterana, którego najlepsze lata pozostają daleko w przeszłości.

Nieco większe możliwości daje rynek wymian, choć i tam trudno mówić o bogactwie interesujących kandydatów. Zakładając, że Szestiorkin wróci do gry w przyszłym sezonie, Rangers prawdopodobnie nie będą zainteresowani sprowadzaniem kolejnego bramkarza na długie lata. Potrzebują przede wszystkim rozwiązania tymczasowego, które pozwoli im zachować konkurencyjność do końca obecnych rozgrywek.

W takim scenariuszu naturalnymi kierunkami poszukiwań wydają się Buffalo Sabres oraz San Jose Sharks. W Buffalo do dyspozycji pozostają Alex Lyon i Colten Ellis, natomiast organizacja Sharks dysponuje Erikiem Comrie’em oraz Ilją Samsonowem, którzy występują na poziomie AHL. Co więcej, jeżeli San Jose rzeczywiście poważnie rozważa pozyskanie Connora Hellebuycka, ograniczenie liczby bramkarzy w organizacji mogłoby okazać się całkiem racjonalnym posunięciem.

Na liście potencjalnych kandydatów może również znaleźć się Jordan Binnington ze St. Louis Blues. Kanadyjczyk nie rozpoczął sezonu 2026/27 w najlepszym stylu, a po zakończeniu rozgrywek może zostać niezastrzeżonym wolnym agentem. Jego sytuacja kontraktowa sprawia, że przynajmniej teoretycznie powinien być dostępny w rozmowach transferowych.

Nie oznacza to jednak, że Blues będą skłonni szybko usiąść do negocjacji. Sezon dopiero się rozpoczął, a działacze z St. Louis nie mają szczególnego powodu, aby już teraz pozbywać się doświadczonego bramkarza. Zwłaszcza że bliżej marcowego zamknięcia okna transferowego mogłoby pojawić się więcej zainteresowanych klubów. Wywołanie licytacji pomiędzy potencjalnymi nabywcami pozwoliłoby Blues uzyskać znacznie korzystniejszą rekompensatę. Z perspektywy St. Louis cierpliwość może więc okazać się bardziej opłacalna niż szybka transakcja.

Właśnie dlatego temat ewentualnego powrotu Quicka nabiera tak dużego znaczenia. Na tle mało porywających możliwości dostępnych na rynku były bramkarz Los Angeles Kings może wydawać się zaskakująco atrakcyjną alternatywą. Mimo że zbliża się do 41. urodzin, pozostaje jednym z najbardziej utytułowanych amerykańskich golkiperów w historii NHL, a od zakończenia jego kariery minęło stosunkowo niewiele czasu.

Quick spędził ostatnie trzy sezony zawodowej kariery właśnie w Rangers, czyli klubie, któremu kibicował w dzieciństwie. W tym okresie zanotował bilans 35 zwycięstw, 30 porażek i sześciu przegranych po regulaminowym czasie gry, osiągając skuteczność obron na poziomie 89,9 procent oraz średnią 2,94 straconego gola na mecz. Nie były to liczby, które pozwalałyby stawiać go w gronie ligowej elity, ale doświadczenie i umiejętność radzenia sobie z presją wciąż stanowiły jego atuty.

Trzeba jednak pamiętać, że powrót Quicka na lód nie byłby rozwiązaniem, które można wdrożyć z dnia na dzień. Amerykanin rozpoczynał lato w przekonaniu, że jego zawodowa kariera dobiegła końca. Prawdopodobnie zrezygnował więc z tradycyjnego cyklu przygotowań, jaki przez lata poprzedzał każdy kolejny sezon. Nawet gdyby natychmiast zgodził się ponownie założyć sprzęt, osiągnięcie odpowiedniej dyspozycji fizycznej i meczowej mogłoby zająć mu co najmniej kilka tygodni.

Mimo tych zastrzeżeń Rangers nie mogą pozwolić sobie na bierne oczekiwanie. Nowojorczycy znakomicie rozpoczęli sezon i nie zamierzają zaprzepaścić wypracowanej pozycji z powodu katastrofy kadrowej w bramce. Jednocześnie kierownictwo klubu musi uważać, aby w desperacji nie przepłacić za zawodnika, który po powrocie Szestiorkina mógłby okazać się zbędny.

W tych okolicznościach ponowne sięgnięcie po Quicka, choć jeszcze niedawno brzmiałoby jak scenariusz rodem z hokejowej fantastyki, zaczyna nabierać sensu. Rangers mogliby zyskać doświadczonego bramkarza bez konieczności oddawania cennych aktywów w wymianie, a sam zawodnik otrzymałby nieoczekiwaną szansę na dopisanie ostatniego rozdziału do swojej bogatej kariery.

Pozostaje tylko pytanie, czy Jonathan Quick rzeczywiście byłby gotów zamienić wygodny fotel działacza na bramkę drużyny, która właśnie znalazła się w jednym z największych kryzysów kadrowych w całej NHL.