New Jersey Devils mają wiele powodów, by wierzyć, że w najbliższych latach będą w stanie włączyć się do walki o Puchar Stanleya. Organizacja może jednak stanąć przed wyjątkowo niewygodnym problemem, jeśli doniesienia dotyczące Jacka Hughesa rzeczywiście odzwierciedlają nastroje panujące za kulisami klubu. Co więcej, sytuacja jego starszego brata, Quinna, staje się coraz bardziej skomplikowana, a w spekulacjach dotyczących przyszłości obu zawodników pojawił się kolejny, zaskakujący kierunek.
Jack Hughes, jeden z najbardziej utalentowanych ofensywnie zawodników NHL, ma podobno coraz większe wątpliwości dotyczące swojej przyszłości w New Jersey. Jeszcze bardziej niepokojące są informacje sugerujące, że nie spodobały mu się niektóre z ostatnich decyzji personalnych klubu, dotyczących kierownictwa oraz pionu odpowiedzialnego za rozwój zawodników. Jeśli te doniesienia okażą się prawdziwe, Devils mogą mieć na głowie problem znacznie poważniejszy niż samo znalezienie sposobu na wzmocnienie składu.
7 października profil NHL Rumor Report opublikował w mediach społecznościowych informację, według której Hughes nie jest przekonany co do swojej dalszej przyszłości w Devils i miał wyrażać niezadowolenie z ostatnich nominacji na stanowiska związane z zarządzaniem klubem oraz szkoleniem i rozwojem hokeistów. Na razie są to jednak niepotwierdzone pogłoski, a nie oficjalne stanowisko zawodnika. Nie pojawiły się również wiarygodnie potwierdzone informacje, że Hughes zażądał wymiany.
Dla organizacji, która zainwestowała tak wiele w budowanie drużyny wokół młodego trzonu, utrzymanie zaufania i zaangażowania Hughesa powinno należeć do absolutnych priorytetów.
Wybrany z pierwszym numerem draftu 2019 roku Amerykanin wyrósł na twarz całej organizacji. Jego znakomita technika jazdy na łyżwach, kreatywność oraz umiejętność rozstrzygania losów spotkań pojedynczym zagraniem czynią go jednym z najbardziej niebezpiecznych napastników ligi. Kiedy jest zdrowy i prezentuje najwyższą formę, potrafi samodzielnie odmienić losy meczu, a w szerszej perspektywie także całego klubu. Zawodnicy tej klasy nie pojawiają się często, dlatego ewentualna utrata Hughesa byłaby potężnym ciosem dla długofalowych ambicji New Jersey.
Właśnie z tego powodu wszelkie sygnały niepewności dotyczące jego przyszłości zasługują na uwagę, nawet jeśli na obecnym etapie zdecydowanie za wcześnie, by wyciągać jednoznaczne wnioski na temat rzeczywistych zamiarów zawodnika.
Jeżeli Hughes faktycznie ma zastrzeżenia do kierunku, w którym zmierza organizacja, kierownictwo Devils będzie musiało znaleźć sposób na rozwianie jego obaw. Pojawia się jednak pytanie o znacznie szerszym znaczeniu: jak duży wpływ największe gwiazdy powinny mieć na to, kto zarządza klubem i odpowiada za rozwój jego zawodników?
Quinn nie daje zielonego światła. Minnesota zaczyna się niepokoić
Moment pojawienia się pogłosek o Jacku jest szczególnie interesujący w kontekście sytuacji jego starszego brata, Quinna Hughesa, występującego obecnie w Minnesota Wild. W jego przypadku nie mówimy już wyłącznie o anonimowych internetowych doniesieniach. Pojawiły się bowiem konkretne informacje przekazane przez jednego z najbardziej cenionych insiderów NHL.
Pierre LeBrun poinformował 1 października w programie Insider Trading stacji TSN, że Quinn Hughes wciąż nie upoważnił swojego agenta, Pata Brissona, do rozpoczęcia właściwych negocjacji prowadzących do przedłużenia kontraktu z Wild.
Brisson pozostaje w kontakcie z Billem Guerinem, prezesem do spraw operacji hokejowych i generalnym menedżerem Minnesoty, ale sam zawodnik nie dał jeszcze zielonego światła do podjęcia rozmów zmierzających do zawarcia nowej umowy. LeBrun podkreślił przy tym, że sytuacja może się zmienić i Hughes ostatecznie nadal może podpisać kontrakt z Wild. Na razie jednak nie jest gotowy do podjęcia takiego zobowiązania.
To istotne rozróżnienie. Hughes nie poinformował Minnesoty, że zamierza odejść, ale jednocześnie nie wykonuje kroku, na który kierownictwo Wild liczyło przez całe lato.
Jeszcze kilka tygodni temu Guerin publicznie wyrażał przekonanie, że przedłużenie umowy jest kwestią czasu. W sierpniu mówił o swojej pewności co do pomyślnego zakończenia rozmów, zaznaczając jednak, że klub nie może zmusić zawodnika do złożenia podpisu.
Tymczasem wraz z rozpoczęciem sezonu 2026/27 optymizm wyraźnie osłabł. Zapytany o to, co musi się wydarzyć, aby Hughes zdecydował się na podpisanie kontraktu, Guerin zastanawiał się przez kilka sekund, po czym wzruszył ramionami i odpowiedział:
„Nie wiem”.
Następnie przyznał, że liczy na to, iż zawodnik doceni, jak bardzo organizacji zależy na jego pozostaniu i jak dobre warunki sportowe ma obecnie w Minnesocie.
„Mam nadzieję, że zdaje sobie sprawę, jak bardzo go tutaj chcemy i że z hokejowego punktu widzenia znajduje się w naprawdę dobrym miejscu. Myślę, że sam wam to mówił. Jest tutaj szczęśliwy, gra w dobrym zespole i otaczają go inni bardzo dobrzy zawodnicy” – tłumaczył Guerin.
Jednocześnie menedżer Wild zaznaczył, że choć regularnie myśli o przyszłości Hughesa, nie zamierza podporządkowywać całego funkcjonowania organizacji oczekiwaniu na jego decyzję.
„Nie tracę przez to snu. Takie rzeczy zdarzają się w zawodowym sporcie. To część negocjacji kontraktowych, wolnego rynku i odpowiedniego wyczucia momentu. My również planujemy swoją przyszłość. Nie jest tak, że siedzimy i czekamy wyłącznie na Quinna. Uwielbiamy go i mamy nadzieję, że będzie częścią tej organizacji przez wiele kolejnych lat, ale musimy też normalnie prowadzić klub każdego dnia”.
To już zupełnie inny ton niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Guerin nie zapowiada katastrofy, ale wyraźnie przyznaje, że Minnesota musi przygotowywać się również na scenariusz, w którym jej największy gwiazdor defensywy zdecyduje się odejść.
Wszystko na jedną kartę. Minnesota zaryzykowała bardzo wiele
Problem Wild polega na tym, że organizacja zapłaciła za możliwość zatrzymania Hughesa na długie lata niezwykle wysoką cenę.
W grudniu 2025 roku Minnesota przeprowadziła spektakularną wymianę z Vancouver Canucks, oddając Marco Rossiego, Liama Öhgrena, Zeeva Buiuma oraz wybór w pierwszej rundzie draftu 2026. W zamian otrzymała jednego z najlepszych ofensywnych obrońców świata, zdobywcę Trofeum Norrisa za sezon 2023/24.
Guerin doskonale wiedział, że Hughes zbliża się do końca obowiązującego kontraktu i nie ma żadnej gwarancji, że zgodzi się na przedłużenie współpracy. Zdecydował się jednak zaryzykować, zakładając, że sportowe perspektywy Minnesoty, silna kadra oraz gotowość do zaoferowania ogromnych pieniędzy przekonają zawodnika do pozostania.
Według medialnych doniesień Wild są gotowi zaoferować Hughesowi wynagrodzenie przekraczające 20 milionów dolarów rocznie, co uczyniłoby go jednym z najlepiej opłacanych zawodników NHL. Właściciel klubu Craig Leipold miał preferować ośmioletni kontrakt, podczas gdy sam hokeista skłaniał się ku znacznie krótszemu, trzyletniemu zobowiązaniu. Rozważanym kompromisem była umowa pięcioletnia.
Różnica w oczekiwanej długości kontraktu nie jest jedynie technicznym szczegółem. Ośmioletnia umowa oznaczałaby praktycznie związanie dalszej kariery Hughesa z Minnesotą. Trzyletni kontrakt pozostawiałby mu znacznie większą elastyczność i możliwość ponownego podjęcia decyzji o swojej przyszłości w stosunkowo niedalekiej perspektywie.
W dodatku obecny kontrakt defensora obowiązuje tylko do końca sezonu 2026/27. Jeżeli nie zostanie przedłużony, 1 lipca 2027 roku Hughes będzie mógł zostać niezastrzeżonym wolnym zawodnikiem i samodzielnie wybrać kolejny klub.
To scenariusz, którego kierownictwo Wild chciałoby uniknąć za wszelką cenę. Minnesota oddała bowiem pakiet wartościowych zawodników i wyborów w drafcie z myślą o budowie drużyny zdolnej do walki o Puchar Stanleya, a nie o pozyskaniu gwiazdy na kilkanaście miesięcy.
Jeżeli w trakcie sezonu stanie się jasne, że Hughes nie zamierza podpisywać nowej umowy, Guerin będzie musiał rozważyć wyjątkowo trudne rozwiązania. Jednym z nich mogłoby być ponowne wystawienie zawodnika na rynek transferowy, aby odzyskać przynajmniej część aktywów zainwestowanych w jego sprowadzenie.
Taki ruch byłby jednak bolesnym przyznaniem, że jeden z największych zakładów transferowych ostatnich lat nie przyniósł oczekiwanego rezultatu.
Sytuację dodatkowo komplikuje poważna kontuzja Brocka Fabera, dotychczasowego partnera Hughesa w pierwszej parze obrońców Wild. Młody Amerykanin doznał złamania kości czaszki po uderzeniu krążkiem podczas meczu przedsezonowego z Dallas Stars i musiał przejść operację. Termin jego powrotu pozostaje nieznany.
Para Hughes–Faber należała do najważniejszych elementów konstrukcji Minnesoty. Po sprowadzeniu Quinna z Vancouver obaj spędzali na lodzie ogromną liczbę minut, a ich współpraca przekładała się na znakomite wyniki ofensywne i wysoką jakość kreowanych sytuacji bramkowych.
Utrata Fabera, nawet tymczasowa, może odbić się nie tylko na wynikach zespołu, ale również na tym, jak Hughes będzie oceniał sportowe perspektywy organizacji.
Guerin przekonuje, że Minnesota ma fundamenty pozwalające jej zachować konkurencyjność niezależnie od ostatecznej decyzji obrońcy. Kirill Kaprizow otrzymał przedłużenie kontraktu warte 136 milionów dolarów, w składzie pozostaje Matt Boldy, a w systemie szkolenia znajdują się kolejni utalentowani zawodnicy.
Nie zmienia to jednak faktu, że utrata Hughesa oznaczałaby ogromny cios dla projektu, w który Wild zainwestowali tak wiele.
Sensacyjny kierunek? Rangers zamiast Devils!
Dotychczas w spekulacjach dotyczących przyszłości Quinna Hughesa zdecydowanie najczęściej przewijało się New Jersey. Nie jest tajemnicą, że obrońca chciałby kiedyś występować w jednym zespole ze swoimi młodszymi braćmi, Jackiem i Luke’em, którzy reprezentują obecnie barwy Devils.
Już w kwietniu 2025 roku Jim Rutherford, prezes do spraw operacji hokejowych Vancouver Canucks, zwracał uwagę na rodzinne ambicje zawodnika. Później, przy okazji grudniowej wymiany, przyznał, że New Jersey było jednym z naturalnych kierunków rozważanych w kontekście przyszłości Hughesa.
Jednak teraz pojawiła się zupełnie nowa możliwość. A co, jeśli Quinn Hughes nie zamierza grać razem z braćmi, lecz jedynie występować w ich bezpośrednim sąsiedztwie?
Właśnie taki scenariusz zasugerował niedawno dziennikarz i insider David Pagnotta. Podczas dyskusji o przyszłości obrońcy zwrócił uwagę, że niemal wszyscy automatycznie zakładają jego przeprowadzkę do Devils. Tymczasem równie interesującym rozwiązaniem mogłaby być gra w klubie znajdującym się po drugiej stronie rzeki Hudson.
Jeff Marek natychmiast podchwycił ten wątek, wskazując New York Rangers. Jak zaznaczył, są osoby przekonane, że właśnie taki może być długoterminowy plan Hughesa.
Warto wyraźnie podkreślić, że nie jest to informacja o prowadzonych negocjacjach ani potwierdzonym zainteresowaniu Rangers. Na razie mamy do czynienia z medialnymi spekulacjami, choć pochodzącymi od dziennikarzy dobrze orientujących się w realiach NHL.
Z perspektywy samego Hughesa taki kierunek nie byłby jednak pozbawiony logiki.
Rangers mogliby zaoferować mu grę na jednym z największych rynków hokejowych świata, w klubie dysponującym ogromnymi ambicjami i rozpoznawalną marką. Jednocześnie przeprowadzka do Nowego Jorku pozwoliłaby zawodnikowi mieszkać blisko Jacka i Luke’a, bez konieczności występowania z nimi w jednej drużynie.
Odległość pomiędzy Madison Square Garden a Prudential Center jest niewielka, ale sportowo oba kluby dzieli przecież jedna z najbardziej wyrazistych rywalizacji w Metropolitan Division.
Gdyby taki scenariusz rzeczywiście się zmaterializował, historia nabrałaby wyjątkowego charakteru. Trzej bracia znaleźliby się w tej samej aglomeracji, lecz Quinn występowałby przeciwko Jackowi i Luke’owi w bezpośredniej walce o punkty, miejsce w play-offach, a być może nawet awans do kolejnych rund.
Nie można również wykluczyć Philadelphia Flyers, których nazwę także wymieniano w kontekście przyszłości Hughesa. Tam dodatkowym argumentem mogłaby okazać się obecność Ricka Toccheta, byłego szkoleniowca obrońcy z czasów jego występów w Vancouver.
Na obecnym etapie żaden z tych kierunków nie jest jednak czymś więcej niż możliwością rozważaną przez komentatorów i insiderów. Sam Hughes publicznie wypowiada się pozytywnie o Minnesocie, a jego koledzy z drużyny podkreślają, że pozostaje w pełni zaangażowany w grę i funkcjonowanie zespołu.
Nie zmienia to faktu, że najważniejszego kroku wciąż nie wykonał. Nowego kontraktu z Wild po prostu nie ma.
Jack i Quinn. Dwie różne sytuacje, ten sam problem?
W tym miejscu cała historia staje się jeszcze bardziej interesująca.
Przez wiele miesięcy dyskusje dotyczące przyszłości braci Hughes koncentrowały się niemal wyłącznie na Quinnie. Najpierw zastanawiano się, czy odejdzie z Vancouver, później czy Minnesota zdoła zatrzymać go na dłużej, a wreszcie, czy ostatecznie trafi do New Jersey.
Jack pozostawał w tych rozważaniach przede wszystkim potencjalnym magnesem, który mógłby przyciągnąć starszego brata do Devils.
Teraz, jeśli doniesienia o jego niezadowoleniu okażą się prawdziwe, sytuacja może się skomplikować.
Bo co stanie się z koncepcją połączenia braci w New Jersey, jeżeli sam Jack zacznie kwestionować kierunek rozwoju organizacji?
Oczywiście na razie nie ma podstaw, by twierdzić, że młodszy z Hughesów rzeczywiście zamierza opuścić Devils. Pozostają mu cztery lata obowiązującego kontraktu, co zapewnia klubowi znacznie większą kontrolę nad jego przyszłością niż Minnesota ma w przypadku Quinna.
Jednak długość umowy nie zawsze oznacza pełną stabilność relacji między zawodnikiem a organizacją.
Jeżeli Jack faktycznie jest rozczarowany decyzjami personalnymi kierownictwa, problem może wykraczać poza zwykłe niezadowolenie z kilku nominacji. Może dotyczyć zaufania do całej wizji budowy drużyny, sposobu rozwijania młodych hokeistów i zdolności klubu do stworzenia zespołu walczącego o mistrzostwo.
Właśnie dlatego władze New Jersey powinny potraktować podobne sygnały poważnie, nawet jeśli ich wiarygodność pozostaje na razie ograniczona.
Klub nie może oczywiście podporządkowywać wszystkich decyzji oczekiwaniom jednego zawodnika. Z drugiej strony trudno ignorować opinię hokeisty, wokół którego zbudowano znaczną część sportowego projektu.
Co więcej, pojawia się pytanie, czy ewentualne odejście Jacka mogłoby całkowicie zmienić plany Quinna. Wówczas zamiast scenariusza, w którym starszy brat dołącza do młodszych w New Jersey, należałoby rozważać zupełnie inne możliwości.
Na razie byłoby to jednak daleko idące wybieganie w przyszłość. Między niepotwierdzonym niezadowoleniem Jacka a faktycznym rozpoczęciem rozmów o jego wymianie istnieje ogromna różnica.
Olimpijscy mistrzowie zaczynają rozdawać karty?
Cała sytuacja nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście reprezentacji Stanów Zjednoczonych, która w lutym 2026 roku zdobyła złoty medal igrzysk olimpijskich.
Autorem zwycięskiego trafienia w dogrywce finału przeciwko Kanadzie był właśnie Jack Hughes. Dla młodego gwiazdora był to jeden z najważniejszych momentów dotychczasowej kariery, który na trwałe zapisał jego nazwisko w historii amerykańskiego hokeja.
Co ciekawe, od tamtego sukcesu wokół kilku członków mistrzowskiej drużyny pojawiły się pytania dotyczące ich dalszej przyszłości klubowej.
Quinn Hughes, Brady Tkachuk i inni czołowi amerykańscy hokeiści stali się częścią znacznie szerszej dyskusji o rosnącej pozycji zawodników wobec organizacji NHL, żądaniach transferowych oraz przesuwającej się granicy wpływów pomiędzy szatnią a klubowymi gabinetami.
Oczywiście pragnienie zwyciężania jest całkowicie naturalne. Zawodnicy mają również pełne prawo podejmować decyzje służące ich własnym interesom. Istnieje jednak zasadnicza różnica między dbaniem o swoją karierę a oczekiwaniem, że cała organizacja będzie funkcjonowała zgodnie z osobistymi preferencjami jednego hokeisty.
Przypadek Quinna szczególnie dobrze pokazuje, jak zmienia się układ sił.
Minnesota oddała ogromny pakiet aktywów, zbudowała wokół zawodnika sportowy projekt, zaoferowała mu perspektywę rekordowych zarobków, a mimo to wciąż nie ma pewności, czy zdoła zatrzymać go na dłużej.
Sam obrońca nie musi podejmować decyzji już teraz. Może obserwować rozwój wydarzeń, oceniać perspektywy zespołu i poczekać na moment, w którym będzie przekonany, że proponowana umowa odpowiada jego oczekiwaniom.
Z punktu widzenia zawodnika jest to rozsądne wykorzystywanie własnej pozycji negocjacyjnej. Dla generalnego menedżera oznacza jednak konieczność funkcjonowania w stanie nieustannej niepewności.
W przypadku Jacka problem wygląda nieco inaczej. Tutaj nie chodzi o zbliżający się koniec kontraktu, ale o potencjalny wpływ gwiazdy na decyzje organizacyjne i personalne klubu.
Jeżeli rzeczywiście kwestionuje on wybory podejmowane przez kierownictwo Devils, naturalnie pojawia się pytanie o granice takiego wpływu. Czy najważniejszy zawodnik zespołu powinien mieć możliwość opiniowania strategii sportowej? Zapewne tak. Czy jednak jego niezadowolenie powinno prowadzić do zmiany osób odpowiedzialnych za zarządzanie klubem lub rozwój zawodników? To już znacznie bardziej skomplikowana kwestia.
Devils i Wild przed sprawdzianem. Kto pierwszy rozwiąże problem?
Dla Devils doniesienia o niezadowoleniu Jacka Hughesa powinny stanowić sygnał ostrzegawczy, ale z pewnością nie powód do paniki.
Jeżeli rzeczywiście ma on zastrzeżenia do działań klubu, nie można z góry zakładać, że są one nieuzasadnione. Decyzje personalne na najwyższych szczeblach zarządzania oraz sposób prowadzenia rozwoju młodych zawodników mają ogromny wpływ na zdolność drużyny do rywalizacji o najwyższe cele.
Hughes ma zatem wszelkie powody, by oczekiwać, że otaczająca go organizacja stworzy możliwie najlepsze warunki do odnoszenia sukcesów.
Jednocześnie New Jersey nie może pozwolić sobie na sytuację, w której najważniejszy zawodnik zespołu stopniowo traci wiarę w kierunek obrany przez klub.
Devils muszą udowodnić, że dysponują spójnym planem budowy drużyny zdolnej do zdobycia Pucharu Stanleya. Planem obejmującym nie tylko bieżące wzmacnianie składu, ale również właściwy rozwój młodych talentów, odpowiednią strukturę organizacyjną oraz zapewnienie Hughesowi wsparcia, którego potrzebuje, by regularnie rywalizować o mistrzostwo.
Minnesota stoi przed jeszcze bardziej bezpośrednim wyzwaniem. Wild muszą przekonać Quinna Hughesa do podpisania nowej umowy, zanim upływający czas zacznie zmuszać klub do podejmowania trudnych decyzji transferowych.
Guerin może przekonywać, że nie traci snu z powodu przedłużających się negocjacji, ale z każdym kolejnym tygodniem bez kontraktu pozycja organizacji będzie stawała się coraz bardziej niewygodna.
A gdzieś w tle pozostają Rangers, Flyers i oczywiście Devils, którzy mogą uważnie obserwować rozwój wydarzeń.
Ostatecznie największe obawy nie wynikają z tego, że Jack i Quinn Hughes chcą zwyciężać albo mieć wpływ na własną przyszłość. Prawdziwe pytanie brzmi, czy NHL wkracza w epokę, w której największe gwiazdy będą coraz częściej domagały się wpływu również na decyzje tradycyjnie zarezerwowane dla kierownictwa klubów?
Przypadki obu braci pokazują, że nawet dysponowanie odpowiednimi pieniędzmi, utalentowanym składem i ambitnym planem sportowym nie gwarantuje już zatrzymania najważniejszych zawodników.
New Jersey musi zadbać o zaufanie Jacka, Minnesota o podpis Quinna, a reszta NHL z pewnością będzie uważnie obserwować rozwój obu historii.
Bo jeszcze niedawno największym pytaniem było, czy Quinn Hughes dołączy do braci w New Jersey. Teraz coraz trudniej przewidzieć nie tylko to, gdzie zagra najstarszy z nich, ale również czy Jack w ogóle widzi swoją dalszą przyszłość w Devils.
I choć na razie trudno stawiać znak równości między dobrze udokumentowaną niepewnością kontraktową Quinna a niepotwierdzonymi pogłoskami dotyczącymi Jacka, jedno jest pewne: nazwisko Hughes może jeszcze długo dominować w dyskusjach o przyszłości największych gwiazd NHL.


Komentarze pod tekstem