Tyler Johnson spędził najważniejsze lata swojej kariery w NHL w Tampa Bay Lightning, a jedną z kluczowych postaci tamtego okresu był Steve Yzerman. Teraz, gdy etap Yzermana w roli menedżera Detroit Red Wings oficjalnie dobiegł końca, były napastnik Lightning zdradził kilka interesujących szczegółów dotyczących sposobu zarządzania klubu przez legendarnego „Stevie Y”.

Jego słowa mogą częściowo tłumaczyć zarówno ogromny sukces Yzermana w Tampie, jak i problemy, które napotkał później w Detroit.

Johnson trafił do organizacji Lightning w 2011 roku jako niewydraftowany wolny agent. Z czasem wyrósł na jednego z najważniejszych napastników zespołu budowanego przez Yzermana, który objął stanowisko menedżera Tampy rok wcześniej.

To właśnie pod jego kierownictwem zaczęły powstawać fundamenty drużyny, która w kolejnych latach stała się jednym z największych potentatów NHL i regularnym kandydatem do Pucharu Stanleya.

Johnson był istotną częścią tego procesu. W sezonie 2014/15 zdobył 72 punkty w rundzie zasadniczej, a następnie odegrał ważną rolę podczas marszu Lightning aż do finału Pucharu Stanleya.

Po latach jego ocena pracy Yzermana na Florydzie pozostaje jednoznacznie pozytywna.

– Mogę tak naprawdę mówić tylko o okresie, kiedy Yzerman był w Tampie. Wykonywał tam niesamowitą pracę. Zawodnicy go uwielbiali – powiedział Johnson.

Jeszcze ciekawszy jest jednak opis sposobu, w jaki Yzerman zarządzał ludźmi.

– Był człowiekiem, który mówił ci dokładnie, jak wygląda sytuacja. Nie miało znaczenia, kim byłeś. Po prostu mówił to, co myślał. Jednocześnie pozwalał ludziom rozmawiać, wspólnie dochodzić do rozwiązań i dawał wielu osobom naprawdę dużo swobody.

Właśnie ostatnia część tej wypowiedzi nabiera szczególnego znaczenia, kiedy zestawi się ją z późniejszą kadencją Yzermana w Detroit.

Yzerman wrócił do Red Wings w 2019 roku jako menedżer. Miał odbudować klub, którego przez lata był symbolem jako zawodnik i kapitan, zdobywając z nim trzy Puchary Stanleya.

Projekt szybko został nazwany „Yzerplanem”, a w Detroit pokładano w nim ogromne nadzieje.

Rezultat okazał się jednak daleki od tego, czego oczekiwali kibice.

Po siedmiu sezonach bez awansu do play-off Yzerman w lipcu 2026 roku zrezygnował z funkcji menedżera i przeszedł do roli starszego doradcy. Red Wings powierzyli następnie obowiązki GM-a Shawnowi Horcoffowi.

Johnson zwrócił uwagę na jeden szczególnie interesujący aspekt sukcesu Lightning za czasów Yzermana – znaczący wpływ innych ludzi w organizacji na podejmowane decyzje.

– Wiem, że Coop miał bardzo dużo do powiedzenia w kwestii tego, jak budowana była nasza drużyna – powiedział Johnson, odnosząc się do wieloletniego trenera Lightning Jona Coopera. – Wiem też, że Julien miał ogromny wpływ. Później widzieliśmy, jak wszedł w tę rolę i wszystko funkcjonowało bez żadnego przestoju, ponieważ Yzerman naprawdę pozwalał wszystkim od samego początku wnosić swoje pomysły.

Johnson miał tu na myśli Juliena BriseBois, który był prawą ręką Yzermana w Tampie, a następnie przejął po nim stanowisko menedżera.

I właśnie ten wątek może być jednym z najciekawszych elementów całej wypowiedzi.

Tampa zbudowała bowiem nie tylko znakomity skład, ale również strukturę zarządzania, w której swoje zdanie mieli trenerzy, skauci i członkowie kierownictwa. Po odejściu Yzermana system nie rozsypał się. Wręcz przeciwnie – Lightning pod wodzą BriseBois zdobyli później Puchar Stanleya.

Czy w Detroit wyglądało to inaczej?

Johnson nie twierdzi, że zna odpowiedź.

– Nie mogę powiedzieć, dlaczego w Detroit wyglądało to w taki sposób. Nie wiem, co działo się za zamkniętymi drzwiami – zaznaczył.

Chwilę później wypowiedział jednak zdanie, które może wywołać w Detroit znacznie większą dyskusję.

– Z tego, co słyszałem, nie każdy w Detroit mógł swobodnie powiedzieć, co naprawdę myśli.

To oczywiście nie jest dowód na to, że właśnie tutaj należy szukać głównej przyczyny niepowodzenia przebudowy Red Wings. Johnson sam przyznaje, że nie znał sytuacji od środka.

Jego słowa rodzą jednak zasadne pytanie: czy Yzermanowi udało się w Detroit stworzyć równie otwarte i kolektywne środowisko decyzyjne, jakie funkcjonowało wcześniej w Tampie?

Pod względem indywidualnego talentu odbudowa Red Wings nie była całkowitą porażką. Organizacja znalazła i rozwinęła między innymi Lucasa Raymonda oraz Moritza Seidera. Problem polegał na tym, że wokół nich nigdy nie udało się zgromadzić wystarczającej liczby zawodników potrafiących przesądzać o wynikach spotkań na najwyższym poziomie.

Detroit przez całą kadencję Yzermana nie awansowało do play-off, a seria klubu bez udziału w postseason wydłużyła się do dziesięciu kolejnych sezonów.

Johnson nie chciał jednak, aby jego wypowiedzi zostały odebrane jako atak na byłego menedżera.

Wręcz przeciwnie.

– Steve ma niesamowity hokejowy umysł. Jest świetnym człowiekiem i szkoda mi, że nie wyszło mu to trochę lepiej, szczególnie biorąc pod uwagę, jak wielką ikoną jest w historii Detroit Red Wings.

I być może właśnie tutaj znajduje się najciekawszy element całej historii.

Johnson pamięta Yzermana przede wszystkim jako menedżera, który pomógł stworzyć fundamenty późniejszej potęgi Tampa Bay Lightning. Jako człowieka potrafiącego słuchać, delegować odpowiedzialność i pozwalać współpracownikom mieć realny wpływ na funkcjonowanie organizacji.

W Detroit finał był zupełnie inny.

Yzerman zbudował część młodego rdzenia zespołu, ale nie zdołał przeprowadzić Red Wings przez ostatni – i najtrudniejszy – etap przebudowy: od obiecującej drużyny do zespołu zdolnego regularnie rywalizować w play-off.

Johnson przyznał również, że jest „pewien”, iż gdyby Yzerman otrzymał możliwość ponownego przejścia przez cały ten proces, kilka rzeczy zrobiłby inaczej.

Trudno przy tym nie zastanawiać się nad kontrastem pomiędzy jego dwoma rozdziałami w roli menedżera.

W Tampa Bay pozostawił po sobie organizację przygotowaną do wielkich