Gracze klubów NHL właśnie pojawiają się w szatniach, by niebawem rozpocząć przedsezonowe obozy. Zdarza się, że nie pojawiają się na nich ci, którzy być tam powinni, bo wiąże ich kontrakt, ale są i tacy, których mało kto się spodziewał, bo nie mają ważnej umowy na poziomie NHL i dopiero próbują o nią powalczyć. Stają do testów, które dla znakomitej większości kończą się szybciej niż sam obóz. Ale próbują – oto kolejna czwórka hokejowych walczaków.

CZĘŚĆ PIERWSZA PTO

KOLE LIND – TAMPA BAY LIGHTNING

RW, 27 lat, GP 31, 2G, 6A, 12 PIM

Kanadyjski skrzydłowy od lat rywalizuje głównie na poziomie AHL. Choć stosunkowo wysoki wybór w drafcie 9 lat temu zdawał się sugerować, że może być solidnym ligowcem, to jednak poza krótkim epizodem w Seattle Kraken, gdy zagrał niespełna 30 gier, podzielił los wielu jemu podobnych i na dobre utknął na NHL-owym zapleczu.

Ostatnie dwa sezony Lind występował w barwach Texas Stars i były to całkiem udane kampanie. Grał regularnie, tak też punktował. Zarówno w sezonie zasadniczym (łącznie 141 występów okraszonych 34 golami i 53 asystami), jak i w fazie play-off (10 goli i 7 asyst w 22 meczach). Wystarczało to jedynie do zawarcia rocznych umów typu two-way, nie dających żadnych gwarancji na granie w NHL. Po poprzednim sezonie (52 punkty) wydawało się nawet, że w Dallas poszukają dla niego miejsca, ale szeroka kadra teksańskiej ekipy nie ułatwiała skrzydłowemu zadania. Latem tego roku kolejnego kontraktu już nie podpisał i teraz spróbuje swoich sił w walce o miejsce w ekipie Lightning.

Zadanie przed Lindem trudne. Grono napastników Błyskawicy wydaje się na tyle mocne, że wbicie się w nie będzie dużym kłopotem. Na jego korzyść może chwilowo przemawiać kwestia problemów zdrowotnych Yanniego Gourde’a oraz Dominika Jamesa. Być może zaproszenie 27-latka na Florydę ma być poszukaniem tymczasowego rozwiązania na czas powrotu na lód rekonwalescentów, a sam Lind będzie zainteresowany roczną umową typu two-way za ligowe minimum z założeniem, że jednak większość sezonu spędzić mu przyjdzie w AHL? Jako ktoś wskakujący do składu Lightning z pozycji 14-15 napastnika? Kłopotem pozostaje fakt, że w Tampie mają już raptem tylko dwa wolne miejsca kontraktowe i wykorzystywanie ich na tego typu gracza jest ruchem nieco ryzykownym.

Szansa na kontrakt:

LUKE GLENDENING – TAMPA BAY LIGHTNING

C/RW, 37 lat, GP 934, 85G, 90A, 175 PIM

Niemal o dekadę starszy od Linda Glendening jest graczem, który w zasadzie od 12 lat nie miał okazji do gry na poziomie AHL. Przez lata stanowił ważny element niższych linii Red Wings, a potem pełnił podobne role w znacznie mocniejszych ekipach Stars oraz Lighnting właśnie. W minionym sezonie występował najpierw w Devils, by zakończyć rozgrywki w bluzie Flyers. Minutowo i punktowo było z roku na rok słabiej, ale pomimo zaawansowanego wieku potrafił pokazać, że drzemie w nim wciąż materiał na kandydata do gry w czwartej formacji oraz w osłabieniach.

Wydaje się, że dobrze wciąż kojarzonemu na Florydzie napastnikowi, może być łatwiej o zaczepienie się na rok w Lightning niż wspominanemu wcześniej Lindowi. Owszem, Glendening jest dużo starszy, ale historia jego występów w NHL nie jest przesadnie okraszona urazami i absencjami. Granie regularnie ponad 70 spotkań w ostatnich sezonach nie stanowiło dla niego specjalnego wyzwania. Ma też doświadczenie w rywalizacji o miejsce w zespole w trakcie przedsezonowych testów – rok temu w taki sposób wywalczył sobie kontrakt w ekipie Diabłów.

W przeciwieństwie do Linda jest graczem na wskroś zadaniowym, któremu punktowanie przychodzi raczej z trudem. Wypełnia inną rolę na lodzie i przez lata wywiązywał się z niej bardzo solidnie. Zespołowi Błyskawicy nie brakuje doświadczonych napastników, ale w większości odpowiadają za inne elementy gry niż bronienie i przeszkadzanie rywalom. Może więc Glendening zostanie na rok na Florydzie, a młodsi o ponad dekadę nowi koledzy z niższych linii Lightning będą mieli okazję skorzystać z jego doświadczenia choćby w trakcie treningów?

Szansa na kontrakt

CARSON SOUCY – COLUMBUS BLUE JACKETS

LD, 32 lata, GP 441, 32G, 67A, 282 PIM

Jest pewnym zaskoczeniem, że ten 32-letni defensor pozostawał bez kontraktu tego lata. Potężnie zbudowany, dobrze radzący sobie pod własną bramką, być może nieco jednowymiarowy, ale za to skutecznie potrafiący powstrzymywać rywala swoją fizycznością, blokujący strzały przeciwników – słowem, solidność w każdym calu. Miniony sezon spędził niemal po połowie w obu nowojorskich zespołach – zaczynał w Rangers, kończył w Islanders. Wcześniej regularnie od 7 lat grał na lodowiskach NHL w barwach Wild, Kraken czy Canucks.

Wielkich liczb w ofensywie nigdy w tym przypadku nie można było zauważyć, ale za bycie skutecznym w defensywie płacono mu ostatnio po 3 miliony dolarów za sezon. Być może obecnie nie jest już wart aż takich pieniędzy, ale wydaje się być wciąż ciekawą opcją do trzeciej pary obronnej i spędzenia sporych minut na lodzie w trakcie gier w osłabieniu.

Jackets mają obecnie na kontraktach NHL sześciu obrońców, siódmym w tym gronie pozostaje Denton Mateychuk, który właśnie wkracza w finałowy rok swojej pierwszej umowy z klubem z Ohio (entry-level). Właśnie ten 22-latek oraz rzecz jasna Werenski, Proworow, Severson, Fabbro i Gudbranson wydają się być pewniakami do rozpoczęcia sezonu w meczowej kadrze. Doświadczony siódmy obrońca za niewielkie pieniądze może okazać się ciekawą perspektywą, a klub ma na to miejsce zarówno w budżecie płacowym jak i patrząc na liczbę dotychczas zawartych kontraktów. Większym kłopotem w tym przypadku jest jednak fakt, iż obecnie kadra zawodników mogących zacząć sezon w Blue Jackets liczy już sobie 26 nazwisk (15F, 7D i 4G). Tłoczno, nawet gdy zauważymy, że 2-3 pozostaje na liście kontuzjowanych. Soucy może jednak wskoczyć do szerokiej kadry, jeśli nie będzie kręcił nosem na mało atrakcyjne warunki rocznej umowy, licząc się z tym, że przyjdzie mu po latach wrócić na czas jakiś do AHL.

Szansa na kontrakt

NICK BLANKENBURG – TORONTO MAPLE LEAFS

RD/LD, 28 lat, GP 176, 18G, 40A, 58 PIM

Jeszcze jako junior został niejako zmuszony do zmiany swojej pozycji na lodzie – zaczynał w ofensywie, ze względu na sytuację kadrową swojej drużyny z Plymouth w stanie Michigan, został cofnięty do obrony i tam już pozostał. Nie był też specjalnie wyróżniającą się postacią w gronie młodych graczy północnoamerykańskich i ostatecznie wylądował w jednej z niższych juniorskich lig w Albercie. Na szczęście dla niego, łaskawym okiem spoglądali nań skauci z rodzinnego Michigan, za których poleceniem trafił do akademickiej drużyny Univ. of Michigan.

W drafcie się nigdy nie pojawił, NHL zaczął poznawać wiosną 2022 roku, debiutując w zespole Blue Jackets. Grał tam jednak niezbyt regularnie, często goszcząc na poziomie AHL. Dopiero po przenosinach do Nashville to się zmieniło. Wiosną tego roku wylądował w Colorado, zajmując tam najczęściej miejsce w parze obok weterana Brenta Burnsa. Po raz pierwszy w karierze zagrał w play-offach, zdobywając nawet gola. To jednak nie wystarczyło na nowy kontrakt.

Teraz spróbuje do swoich walorów przekonać sztab szkoleniowy Klonowych Liści. Patrząc, że rolę 6-7 obrońcy pełni tam Troy Stecher nie wydaje się przy tym bez szans. Cóż z tego, skoro sytuacja kadrowo-finansowa w Toronto jest bardzo kiepska. 50 zawartych kontraktów i salary cap przekroczone o ponad 2 miliony dolarów – nie da się tam już niczego upchnąć, jeśli wcześniej klub nie pozbędzie się jednego czy dwóch graczy. A o kandydatów chwilowo niełatwo.

Szansa na kontrakt