Dziś Ducks wychodzą na lód na pierwszy trening obozu i, o dziwo, cała najważniejsza trójka będzie w komplecie. Testy medyczne za nimi, kontraktowe piekło też, a Pat Verbeek może wreszcie przespać noc bez telefonu od agenta o północy. We wtorek Anaheim podpisało wreszcie Cuttera Gauthiera: sześć lat, 81 milionów dolarów. Pierre LeBrun pisał o postępach w rozmowach już w poniedziałek, więc nikt specjalnie się nie zdziwił, kiedy w środę rano ogłoszono szczegóły. Szczerze mówiąc, nie klaszczę dlatego, że to okazja stulecia. Klaszczę z ulgi, że mogło być gorzej.
Liczby najpierw, bo to NHL, nie poezja. Średnioroczna wartość kontraktu to 13,5 miliona dolarów, drugie miejsce w klubie zaraz za osiemnastoma milionami Leo Carlssona, a jednocześnie piąte miejsce w całej lidze, ex aequo z Jackiem Eichelem z Vegas. Sześć lat pokrywa wszystkie pięć sezonów, w których Gauthier byłby ograniczonym wolnym agentem, plus jeden dodatkowy, w którym wyjdzie na otwarty rynek jako pełnoprawny wolny agent, mając zaledwie 28 lat. Rok temu ktoś mówiący mi, że dwudziestodwuletni skrzydłowy po jednym udanym sezonie będzie kosztował tyle, usłyszałby ode mnie, żeby poszedł po rozum do głowy. Dziś to standard. Rynek kontraktów dla młodych zawodników z ograniczonym prawem wyboru klubu rozgrzał się do czerwoności mniej więcej tak samo jak amerykańska gospodarka, w której Rezerwa Federalna akurat dziś rano podniosła stopy procentowe, żeby cokolwiek z tym szaleństwem zrobić. W hokeju nikt stóp nie podnosi. Płaci się, ile każą.
A zarobił sobie Gauthier na to uczciwie, co przy takich kwotach wcale nie jest regułą. 41 goli w minionym sezonie, najwięcej w drużynie, ponad dwa razy więcej niż w sezonie debiutanckim, kiedy zdobył 20 bramek i 24 asysty w 82 meczach, co dało mu piąte miejsce w głosowaniu na Calder Trophy. W sezonie 2025-26 doszedł do 28 asyst i 69 punktów, a przede wszystkim wszedł do bardzo wąskiego grona: czwarty zawodnik w historii Ducks z sezonem 40 goli, po Paulu Kariyi, Coreyu Perrym i Teemu Selänne. Niezłe towarzystwo jak na chłopaka, który dwa lata temu odmówił podpisania kontraktu z klubem, który go wydraftował.
Bo to jest jeszcze jedna dobra historia. Philadelphia wybrała Gauthiera z piątym numerem w 2022 roku. On od razu dał znać, że we Flyers grać nie zamierza. Klub oddał go do Anaheim za Jamiego Drysdale’a i wybór drugiej rundy, Gauthier podpisał z Ducks trzy miesiące później, zdążył wystąpić w ostatnim meczu sezonu 2023-24 i tyle. Do tego złoto z reprezentacją USA na juniorskich i seniorskich mistrzostwach świata. W przeciwieństwie do Carlssona nie miał w ręku karty przetargowej w postaci groźby oferty kontraktowej od innego klubu, licytował się wyłącznie własną grą i mimo to wywalczył sobie piąte miejsce w lidze pod względem zarobków. Dziś to on dyktuje warunki, a Flyers oglądają jego gole w telewizji, o ile w ogóle chce im się oglądać.
Rzućmy jeszcze okiem na to, ile ten człowiek strzela, bo to akurat robi wrażenie bardziej
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem