Sierpień to zazwyczaj ten absolutnie martwy moment w roku, kiedy hokejowy świat zapada w letarg, a jedynym echem na lodowiskach jest szum maszyn mrożących. Ale nie w prowincji Alberta. W Edmonton i Red Deer właśnie wystartowała kolejna, niesamowicie mocna edycja Hlinka Gretzky Cup. Turniej, który od 1991 roku wyznacza standardy, a od 2018 roku dumnie nosi nazwisko Największego, to dla skautów absolutna ziemia obiecana. To tutaj weryfikuje się, kto zimą przepracował swoje, a kto odpuścił. Kontrast między dusznym, upalnym sierpniem na zewnątrz a lodowatą taflą Rogers Place jest tak brutalny, jak wyjście z zaparowanego, letniego wagonu PKP Intercity prosto do mroźni na zapleczu lokalnego dyskontu. I wiecie co? Kocham to uczucie.

ZAPOWIEDŹ

Zanim przejdziemy do tego, co działo się na lodzie podczas pierwszych dwóch dni, musimy nakreślić tło, bo stawka w tym roku jest absurdalnie wyrównana. Zacznijmy od grupy A. Kanada, Szwecja, Szwajcaria i Słowacja. Gospodarze wygrywali tę imprezę 13 razy od 2008 roku i wcale nie zamierzają zwalniać tempa. W przeciwieństwie do kwietniowych mistrzostw świata do lat 18, tutaj mają dostęp do absolutnie wszystkich swoich największych gwiazd z lig juniorskich. Z ubiegłorocznej, kwietniowej kadry ostał się tylko Alexis Joseph, choć i on zagrał wtedy zaledwie dwa mecze bez punktu. Ale cała uwaga i tak skupia się na jednym nazwisku. Landon DuPont. Obrońca. Kandydat do jedynki w drafcie NHL 2027. Do tego na lodzie pojawia się urodzony w Woodbridge Aleksi Kulemin, którego ojca, Nikołaja, doskonale pamiętamy z niemal siedmiuset spotkań w NHL, głównie dla Toronto. Głębia kanadyjskiego składu jest tak przytłaczająca, że przypomina ciągnącą się w nieskończoność kolejkę turystów do wozów konnych nad Morskim Okiem – wydaje ci się, że to już koniec, a za zakrętem stoi kolejny zastęp gotowy do drogi.

W grupie B mamy Stany Zjednoczone, Czechy, Finlandię i Niemcy. Amerykanie przyjechali tu bronić tytułu po zeszłorocznym triumfie, pierwszym zresztą od 2003 roku. Przywieźli kompletnie nowy skład rocznika 2009. Wyjątek? Szesnastoletni Joey Cullen z Moorehead High School. Zgadliście, to syn Matta Cullena. Chłopak już teraz jest przymierzany do pierwszego numeru w drafcie 2028. U.S. traktuje ten letni wypad jako poligon doświadczalny przed główną imprezą IIHF, a ich rotacja w kadrze przypomina załatwianie spraw w polskim urzędzie – stoisz w kolejce, myślisz, że już znasz zasady, a nagle w okienku pojawia się kompletnie nowa twarz, która zmienia zasady gry. Oprócz nich mamy Szwedów napędzanych złotem z niedawnych mistrzostw i niesamowitym Wilsonem Boumedienne, który jako jedyny wyłamuje się z krajowego systemu i rusza do USHL grać dla Fargo Force. Finowie pod wodzą Marko Kauppinena przywieźli z kolei aż ośmiu chłopaków z systemu Karpat Oulu. Ich zgranie i chemia są tak szczelne i zaplanowane, jak świąteczny harmonogram sprzątania perfekcyjnej polskiej teściowej. Zero miejsca na improwizację. Słowacy będą musieli radzić sobie bez rewelacyjnego Timothy’ego Kazdy, a Niemcy, świeżo po bolesnym spadku do dywizji WM18-I-A, mają przed sobą karkołomne zadanie z Maxem Calce na czele.

Raport meczowy – Dzień 1

Amerykański sen i czeski niedosyt

Przejdźmy do mięsa. Pierwszy dzień w Rogers Place dostarczył nam widowiska, którego nie powstydziłyby się finałowe starcia. Stany Zjednoczone pokonały Czechów 6:4 w meczu, w którym tempo momentami wyrywało z butów. Joey Cullen szybko udowodnił, dlaczego skauci mają na jego punkcie obsesję, otwierając wynik spotkania. Chłopak jeździ tak płynnie, jakby grawitacja go nie obowiązywała. Ale prawdziwym potworem tego meczu był Gavin Burcar. Hat-trick. Gość po prostu czuje lód. Za każdym razem, gdy wjeżdżał w tercję ofensywną, obrońcy wyglądali, jakby ktoś wyłączył im zasilanie. Strzelał z każdej możliwej pozycji, a Ryland Rooney i Colin Grubb tylko dokładali cegiełki do amerykańskiej dominacji.

Czesi jednak nie pękli. Mają w swoich szeregach małego wielkiego gracza. Lukáš Kachlíř. Ten filigranowy obrońca wbił dwie bramki i przez całe spotkanie szukał gry. Jego przegląd pola jest imponujący. Kachlíř manewruje krążkiem między atakującymi napastnikami dokładnie tak, jak stary, doświadczony warszawski taksówkarz omija korki i rozkopane ulice na trasie S8 – z zimną krwią, bez milimetra wolnej przestrzeni, a jednak zawsze do przodu. Adam Nemec i Jiri Gombar również dorzucili swoje trafienia, ale amerykański bramkarz Kaeden Tate ostatecznie zamroził wynik. Czesi przegrali, ale zostawili po sobie świetne wrażenie.

Gospodarze budzą się z letargu

Zupełnie inaczej wyglądało otwarcie w wykonaniu reprezentacji Kanady. Mecz ze Szwajcarią

__________________________________
Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
86291000060000000003362403

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni22 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni60 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni108 zł