Przedstawiamy kolejne tłumaczenie fenomenalnych tekstów o NHL publikowanych na łamach portalu The Players Tribune. Sazany na to, by zostać hokeistą. Tak o sobie pisze Johnny Gaudreau. Na większość rzeczy po drodze do kariery w hokeju na lodzie musiał zapracować ciężko, czasami ciężej niż inni mniej utalentowani.

Zamów papierowe PODSUMOWANIE sezonu NHL! Ach co to był za sezon 22/23!

„Jane, nie jestem pewny co do Johnny’ego. Martwię się o niego.”

To było zwykłe środowe popołudnie, kiedy mój ojciec zadzwonił do matki, gdy ta była w pracy. W jego głosie można było wyczuć obawę. „Myślę, że nie ma tego w sobie. Nie uda mu się zostać hokeistą. Chyba nie ma tego w sobie.” Przez chwilę po drugiej stronie słuchawki moja matka była bardzo cicho, po czym odpowiedziała.

„Guy, on ma tylko trzy lata. Daj mu trochę czasu.”

Wiem, że zdanie „urodziłem się by zostać hokeistą” to frazes, ale nie wiem, jak inaczej opisać moją historię. Mój ojciec był właścicielem lodowiska i ostrzył moją pierwszą parę łyżew, kiedy jeszcze byłem w matczynym łonie. Próbował przeczekać moje dzieciństwo, ale musiało to być dla niego naprawdę frustrujące. Kiedy miałem dwa latka zaczął uczyć mnie jazdy na łyżwach. Nie szło to najlepiej, najprawdopodobniej dlatego, że jeszcze nie potrafiłem zbyt dobrze chodzić. Ale zostawiał mnie na tafli i miał nadzieję, że wydarzy się coś dobrego. Więc byłem tam, na samym środku lodu, przemieszczając się niezdarnie. Wyobrażałem sobie, że mój ojciec stał z boku i potrząsał głową.

Najprawdopodobniej stwierdził, że to brak motywacji przeszkadza mi w tym, że nie robię jeszcze piruetów. Jego nową strategią było rzucanie Skittlesów na lód, ja miałem gonić za nimi. Z konieczności czołgałem się po lodzie i desperacko starałem się dosięgnąć słodyczy. Po pewnym czasie moje pożądanie cukrów zmusiło mnie do wstania i przejechania odstępu pomiędzy kolejnymi Skittlesami. Generalnie rzucanie śmieci na lód nie jest pożądane, ale podejrzewam, że był to jeden z plusów posiadania własnego lodowiska.

Mój ojciec dorastał w Vermont w gospodarstwie mlecznym. Nie miał zbyt wiele pieniędzy, ale posiadał parę łyżew. Zimą dla zabawy jeździł na zamarzniętych stawach obok farmy wymijając patyki i kamienie. Nie miał wystarczająco dobrych ocen, by grać w Pierwszej Dywizji, ale dostał się na Uniwersytet Norwich, który był w Trzeciej Dywizji. Był na tyle dobry, że został włączony do uniwersyteckiej Galerii Sław, zarówno tej hokejowej, jak i piłki nożnej.

Później przeniósł się do New Jersey, około dwadzieścia minut od Philly. Tam zbudował lodowisko. Nie jest to wiele, lód, małe trybuny i bar z przekąskami. Kiedy tylko tam wejdziesz uderza w ciebie zapach orzeźwiającego lodu z domieszką śmierdzącego sprzętu. Słowem… niebo. Więc tak, miałem zostać hokeistą.

Jako dzieciak, kiedy tylko chciałem miałem dostęp do lodowiska. Oczywiście nadużywałem tego przywileju. Kiedy byłem nastolatkiem spędzałem więcej czasu w łyżwach niż w butach. Miałem dziesięciu albo piętnastu bliskich znajomych, z którymi spędzałem każdą możliwą minutę grając w hokeja, czy to na lodzie, czy na ulicy. Byłem częścią wielu zespołów, uczestniczyłem w niezliczonej ilości treningów. Dzięki tym godzinom spędzonych na zabawie na lodzie nauczyłem się, jak grać.

Kiedy jesteś wśród znajomych nie musisz się martwić tym, że coś zrobisz źle, możesz próbować nowych rzeczy. Myślę, że jeśli raz ci się uda i nie jesteś już niepewny, te trudniejsze części robisz automatycznie. Wszystko, co dzieje się na lodowisku wydaje się wtedy naturalne. Musisz tylko wywnioskować, co najbardziej kochasz w hokeju.

Dla mnie od zawsze było to strzelanie goli. Jako dzieciak byłem w związku z tym zupełnie bezwstydny. Spędzałem cały mecz jeżdżąc niedaleko niebieskiej linii czekając na zgubiony przez rywali krążek, żebym tylko mógł spróbować swoich sił przeciwko samemu bramkarzowi. Mojemu ojcu to się nie podobało, ale nigdy mnie nie pouczał – prawdopodobnie dlatego, że w taki sposób zdobywałem bramki. Wraz z dorastaniem stawałem się coraz lepszy w innych elementach gry, ale równocześnie moje pożądanie strzelania goli wzrastało. Po prostu… dużo o tym myślałem. W ciągu dnia wyobrażałem sobie co zrobię, jeśli bramkarz zrobi taki albo taki ruch. Byłem w związku z tym podekscytowany.

Kiedy byłem nastolatkiem co roku w mojej okolicy odbywały się nabory do festiwalowego zespołu, czyli właściwie drużyny gwiazd z danego regionu. Próbowałem dostać się co roku. Pozostałe regiony także kompletowały ekipy i spotykały się na jednym turnieju, gdzie grały przed skautami i trenerami drużyn uniwersyteckich. Dla mnie znaczyło to naprawdę wiele.

Masz cztery lata na zakwalifikowanie się, od trzynastego do szesnastego roku życia. Udało mi się za pierwszym razem, ale w kolejnych dwóch edycjach zostałem pominięty. Uzasadnienie jest proste: inne dzieciaki stawały się coraz większe, ja nie. Ten fakt nieco mnie dołował. Nie myślałem, że gram coraz gorzej, ale w tych latach powinienem zacząć pokazywać ten długotrwały potencjał. To ten czas, w którym szybko zmniejsza się grupa dzieciaków tak naprawdę zainteresowanych tym sportem, bo kilka razy zostali pominięci przy wyborach do drużyny.

To, że nie zostałem zwerbowany przyjąłem ciężko. Kiedy byłem młodszy zawsze podziwiałem mniejszych hokeistów. Patrzyłem jak grają Martin St. Louis czy Danny Briere i myślałem „czemu nie ja?”.

Ale gdy miałem piętnaście lat i pominięto mnie przy wyborze do festiwalowej drużyny, myślałem, że to koniec mojej przygody. Ostatecznie to mój ojciec podbudował mnie, kiedy już straciłem nadzieję. Nie pozwolił mi bym myślałem, że nie jestem wystarczająco dobry. „Nie lubią cię, bo jesteś mały, John. To wszystko.” Zawsze zasiewał z tyłu mojej głowy tą myśl, że udowodnię im wszystkim, że się mylili. Miałem zmusić ludzi do tego, by ignorowali mój wzrost, a pomóc miały mi w tym moje umiejętności strzeleckie.

W ostatnim roku, kiedy mogłem uczestniczyć w naborze nie chciałem tam nawet iść. Za bardzo bałem się porażki. Nie wiedziałem, czy przeżyję kolejną odmowę. Ale mój ojciec nie miał zamiaru tego słuchać. Powiedział mi, że ćwiczę hokej całe życie i to jest czas na to, żeby wyjść tam i udowodnić wszystkim, że mogę grać na tym samym poziomie, co inni.

Miał rację. Przyjęli mnie, pojechałem na turniej, na którym udowodniłem, że jestem dokładnie tam, gdzie powinienem być. Następne co pamiętam to zaproszenie do reprezentowania Stanów Zjednoczonych na turnieju U-17. Tamtejszy występ doprowadził do uniwersyteckich ofert, a później już wszystko poszło w odpowiednim kierunku.

**

Nie skupiałem się

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
ING: 55 1050 1562 1000 0097 7781 8684

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@nh**.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni50 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni90 zł
Anuluj