Lista graczy, którzy są warci pamiętania i jednocześnie nie podnieśli nigdy nad głowę Pucharu Stanleya, jest przeraźliwie długa. Takim graczem również jest niegdyś świetny środkowy napastnik ze Szwecji, Mats Sundin. Pamiętany głównie przez reprezentowanie Toronto Maple Leafs. Miał jednak też kilka sezonów w innych klubach. Wielu fanów szwedzkiego hokeja pewnie też pamięta go z częstej gry na turniejach reprezentacyjnych, gdzie zazwyczaj był jednym z największych nazwisk w swojej kadrze. Poniżej przypomnienie kariery zawodnika, który przez tak wiele lat był decydujący w niejednym meczu.

Obiecujące początki

Mats Sundin to urodziny w 1971 jak się rzekło Szwed. Profesjonalną karierę zaczynał w Djugardens Sztokholm (dokładnie w juniorach), choć na jeden sezon jeszcze przed wyczytaniem swojego nazwiska na gali związanej z draftem został graczem Nacka HK. Jako że swoje urodziny obchodzi on 13 lutego, to w 1989 roku mógł wziąć udział w drafcie. Mało który nastolatek wywiera tak duży wpływ na grę w szwedzkiej lidze, więc jasne było, że może być on wybrany wysoko. Ale, że aż tak? Temu zaprzeczała historia, ponieważ dotychczas żaden gracz z Europy nie został wybrany z nr 1 w drafcie. Mats Sundin stał się więc pierwszym Europejczykiem z takim wyróżnieniem. Jako ciekawostkę warto dodać, że tylko dwóch zawodników ze Starego Kontynentu wraz ze Szwedem wybranych zostało w pierwszej rundzie. Są to Bobby Holik (10 wybór) i Olaf Kolzig (19 wybór). Takie były jeszcze czasy, że zdecydowana większość graczy wybieranych była jednak z Kanady i Stanów Zjednoczonych. Tak czy siak, chyba można odważyć się powiedzieć, że ta trójka zrobiła większą karierę w NHL niż cała reszta graczy wybranych w rundzie numer jeden. Dziś jednak bardziej znając kawałek kariery Sundina bliższy jej końca można sądzić, że został on wybrany przez Toronto. Nic bardziej mylnego. Pierwszym wyborem dysponował klub, którego dziś na mapie NHL nie ma – Quebec Nordiques. I to oni zdecydowali się na Matsa. Przez jeden sezon wrócił on jeszcze do swojej ojczyzny, gdzie grał dla stołecznego Djugardens. W 1990 roku Szwed zadebiutował w NHL i to w sposób, który był naprawdę obiecujący.

Najlepszy sezon w karierze

Pierwszy mecz i od razu pierwsza bramka. Zdobył on w całym sezonie 59 punktów w 80 meczach (23G, 36A). Jednak jego zespół nie spisał się najlepiej. Bilans 16-50-14 do doskonałych nie należał. Często po dobrym sezonie debiutanta nadchodzi drugi, gorszy sezon. Takie zjawisko jest znane dosyć dobrze i często ma ono miejsce do dziś. W drugim sezonie trzeba zmagać się z tym, że obrońcy znają już lepiej najpopularniejsze zagrywki młodziana, plus oczekiwania po dobrym debiutanckim sezonie często windują do poziomu, który nie może zostać jeszcze spełniony. Po prostu te oczekiwania urosły wyżej niż umiejętności gracza w okresie przedsezonowym przed drugą kampanią. Tym bardziej warto docenić #13. Zagrał on jeszcze lepszy sezon, zbliżając się do średniej jednego punktu na mecz. 76 punktów w kolejnym, pełnym (wtedy liczącym 80 meczów) sezonie. Choć ponownie drużyna zagrała źle, wygrywając tym razem równe 20 meczów. Ale sam wynik indywidualny Sundina jak ocenić? Wow? Nie. Wow to był trzeci sezon, gdzie utalentowany środkowy zdobył 114 punktów. Świetny sezon. Aż 47 goli. Niesamowity. Indywidualnie były to najlepsze rozgrywki w całej karierze Sundina. Nic dziwnego, że zaliczył tak dobry sezon. Miał u swojego boku również Joe Sakicia, Owena Nolana czy Rona Hextalla. Ta ekipa pozwoliła na pierwszy występ drużyny z Quebecu w play-off od 1987 roku. W czwartym roku w NHL zdobytych zostało kolejnych 85 punktów przez Szweda. Ale to co wydarzyło się po tym sezonie…

Koncepcja wypożyczonego zawodnika

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
Idea Bank: 84195000012006351270730001

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@nh**.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni50 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni90 zł
Anuluj

1 KOMENTARZ

  1. Mialem to szczescie ze widzialem baaardzo duzo spotkan z nim w roli glownej. Zawsze pelen profesjonalizm, zawsze czas dla mediow czy kibicow. Poza tym to byl czas kiedy Leafs przechodzili runde czy dwie w playoffs. Wiem ze to jest u mnie sentyment do „starych czasow”, gdy ACC swietnie kibicowala, gdy byly birwy o Ontario z Ottawa Senators. Nawet gdy juz nie udawalo sie wejsc do PO to pamietny mecz z Panthers i 6 punktow Matsa i zwyciestwo w dogrywce chyba w 2006 roku. Ogolnie ekipa mi sie wtedy podobala, Domi, Tucker, CuJo i Belfour w bramce, Mogilny, Sundin wymieniac mozna. Szkoda ze nigdy nie wygral SC ale do dzis uwazany za jednego z najlepszych w Toronto. Choc nie znosilem John Ferguson Jr. Gorszym GM od niego to byl D Nonis…
    Ogolnie to zespol stworzony przez P Quinn gdyz pelnil role GM i trenera chyba 4 czy 5 lat. Wtedy chyba nastala tez era nielubienia Leafs przez wszystkich. Nie przeszkadza mi to.
    Jeszcze raz dzieki M Sundin!