Większość fanów sportów walki wie, że z organizacją FAME MMA pożegnał się zawodnik, który zyskał popularność chwaląc się swoimi umiejętnościami. W praktyce jednak  przegrywał z kretesem w ringu w sposób czasami żenujący, ale który mimo wszystko zyskał sobie całą rzeszę zwolenników chcących oglądać go na najpopularniejszej polskiej gali typu Freak Fight. Mowa tu oczywiście o Piotrze „Bonusie BGC” Witczaku. Oprócz niego jednak z FAME MMA pożegnał się także Marcin Najman – pięściarz, który wyprzedził swą epokę próbując, wbrew ograniczonym sędziom i widowni, zrewolucjonizować boks dodając do niego obalenia i kopnięcia. Nie była to jednak pierwsza próba rozszerzenia możliwości w dziedzinie sportów walki, czy też walki w sporcie. Hokej kilkukrotnie już doświadczył swoich „Najmanów”, którzy postanowili przekroczyć zasady w bliżej nieokreślonym celu.

Przestań klep…. to znaczy kłapać dziobem!

Ludzie płacą Marcinowi Najmanowi ciężkie pieniądze, by ten przegrał lub wymyślił świetną argumentację swoich klęsk. Płacą mu też ciężkie pieniądze, by za każdym razem oficjalnie hejtować go i przysięgać, że kolejnego eventu z jego udziałem już nie obejrzą. Spiralę nakręcają również dziennikarze, jak chociażby Łukasz „Juras” Jurkowski, który przy szczerej niechęci do „Pana N.” co rusz wypowiada się o nim publicznie, co nie przeszkadza mu co chwilę mówić również, że nie będzie o nim mówić. Spirala nienawiści trwa,  a drążek tej spirali trzyma właśnie „El Testosteron”, który z nienawiści do siebie zrobił bardzo intratny biznes.

Podobnie sprawa ma się z niektórymi hokeistami. Rynek nienawidzenia zawodników miał się coraz gorzej ostatnimi czasy, kiedy to z ligą pożegnał się mocno niestabilny Raffi Torres. Znalazł się jednak jego godny, mądrzejszy i lepszy następca, Tom Wilson z Capitals. Człowiek, który rozsmakowuje się w niechęci do niego, a próby dyskredytowania i obrażania go spływają po nim, jak przez ostatnie miesiące ścieki do Wisły. Jednak mimo kilku „sucker punchy” to nie on będzie bohaterem tego artykułu. Otóż, w rolach głównych wystąpią tu zawodnicy, którzy „odwalili Najmana” w sposób niemal identyczny do częstochowskiego gladiatora.

Po co ci mózg skoro masz łyżwy?

Jest kwiecień roku bieżącego i choć niektórym wydaje się to absolutnie szokujące, to mecz Tampa Bay Lightning i Edmonton Oilers odbywa się z dużą ilością ludzi na trybunach (wiem wiem – pomyślicie że to fejk ale kiedyś naprawdę ludzie mogli chodzić na mecze). Zack Kassian dociska Erika Cernaka. Josh Archibald wywraca się, podcinając ciałem dwóch stojących nad nim panów. Cernak ociąga się ze wstawaniem, co rozwściecza Kassiana tak, jak gdyby ktoś podejrzewał go o romans z polską celebrytką.

Następuje wymiana zdań między Panami, a wspomnieć trzeba, że pod zawodnikiem z Tampy dalej leży Archibald. Kassian nie wytrzymuje ciśnienia i wypłaca rywalowi…. kopniaka z łyżwy w klatkę piersiową. Na pierwszy rzut oka wygląda to na próbę uwolnienia Josha spod cielska Cernaka, jednak mógłbym przysiąc na legendarną pierwszą płytę Molesty, że kopać w hokeju nie wolno.

Kassian za swój występek nie otrzymał żadnej kary, ponieważ sędziowie nie widzieli całego zajścia. A może widzieli, ale być może stopień absurdu w zachowaniu Kassiana wydał im się tak nierealny, że aż złudny? Cernak przyznał, że cieszy się, że Kassian nie kopnął go wyżej. Nasuwa się konkluzja, że wyżej trafiło Kassiana o co najmniej kilka ciosów za dużo, skoro postanowił kopać kogoś naostrzoną łyżwą, co mogłoby skończyć się urazem paskudnym jak hymn Niemiec w wykonaniu Godlewskiej.

 

Mortal Wombat

Ziga Jeglić popisał się zagraniem, po którym mógłby zostać okrzyknięty hokejowym „Sub Zero” bez „Sub”. W roku 2017, reprezentant Słowenii zjeżdżał do boksu po ukończonej zmianie. Przy jego bandzie znajdował się wtedy  szwajcarski napastnik Thomas Rufenacht i krajan naszego bohatera Robert Sabolic. Gdy Jeglić przechodził przez bandę, jego noga zatoczyła szerokie półkole by w konsekwencji… kopnąć Szwajcara w szyję łyżwą – W GOŁĄ SZYJĘ. Ponownie, kary nie odgwizdano, ale trzeba przyznać, że cios został zadany na tyle szybko, że mógłby umknąć uwadze nawet najlepszemu arbitrowi. Zrozumiały też był brak reakcji na protest Rufenachta, gdy otrzymał on cios „z buta”. Mało kto uwierzyłby, że zawodowy hokeista może zrobić coś tak debilnego jak wyprowadzenie ciosu nogą.

W oficjalnym oświadczeniu Jeglić zapewniał, że jego jedyną intencją było przejście przez bandę, a cios był jedynie nieszczęśliwym przypadkiem. Jednak bronić takiego ruchu w nadziei, że zawodnik rzeczywiście chciał jedynie przełożyć nogę nad bandą to jak cieszyć się, że nastoletnia córeczka potrafi najszerzej z całej klasy rozstawić nogi mając nadzieję, że może ukradkiem chodziła na gimnastykę. Słoweniec otrzymał za swój występek…. dwa mecze kary. Całe szczęście, gdyby przeciął tętnicę szyjną Rufenachta, dostałby pewnie ze cztery.

 

MMA czyli Mniej Mózgu Angażujesz

Jeśli ktoś myślał, że obalanie w walce na same pięści to wynalazek naszej rodzimej ofiary bitnych kulturystów, to jest w wielkim błędzie. Otóż tę tajemną technikę zastosował już niegdyś, a dokładnie w 2017 roku, Andreas Athanasiou. 23-letni wówczas Kanadyjczyk, który od czasu do czasu wdawał się w przepychanki, tym razem postanowił iść na całość w bójce z Adamem Ernie z Tampa Bay Lightning. Widząc przewagę siły swojego oponenta i będąc przekonanym, że nic nie jest w stanie już zrobić, w czwartej sekundzie zawodnik podejmuje brawurową próbę obalenia Ernego przez złapanie jego nogi.

Parterowa gra w wykonaniu Kanadyjczyka kończy się jednak fiaskiem, gdyż podobnie jak główny bohater w połowie filmu dla dorosłych, Erne dalej stoi. Nieco zaskoczony  obrotem spraw rywal przyjmuje dwa ciosy, jednak szybko odzyskuje siły i mści się na naszym bohaterze. Wtedy Athanasiou stosuje taktykę, z której sam „Bonus BGC” byłby szczerze dumny.

Podobnie jak Bonus, który do znokautowania rywala (jak twierdzi) wysuwa nieco kciuk, tak w celu wykluczenia ręki oponenta, Athanasiou postanawia się z całej siły do niej przytulić. Aż nasuwa się jeden z transparentów podczas „Strajku Kobiet”, na którym napisane było „Pokonamy Was Miłością”. Ilość miłości w tej walce tak przytłoczyła Adama Erne, że ten ulitował się nad swym rywalem i poprosił sędziów o zakończenie tego spektaklu.

*tekst nie ma na celu nikogo obrazić, jest formą felietonistyczną z zabarwieniem humorystycznym 🙂