NHL na żywo przestała gościć na naszych ekranach już ponad 100 dni temu, a na jej powrót musimy poczekać jeszcze co najmniej miesiąc. Tęsknota doskwiera nie tylko nam, ale również postaciom z drugiej strony kamer. Mike Milbury, ekspert stacji NBC, najwyraźniej spragniony atencji przed kilkoma tygodniami pojawił się w mediach społecznościowych. Założył konto na Twitterze, a przywitał się we właściwym dla siebie stylu. Pomyśleliśmy, że to dobra okazja, by przybliżyć tę nietuzinkową, barwną postać 68-letniego Amerykanina. Dziś kontrowersyjnego, czasami nawet kabaretowego eksperta TV, a przed laty niezłego zawodnika oraz – być może – najgorszego menedżera w historii NHL.

But trzymany w prawej dłoni to oczywiście nie jakiś losowo dobrany, osobliwy atrybut, ale dokładnie przemyślany ruch nawiązujący do wydarzeń, które – chcąc nie chcąc – na zawsze będą się z nim kojarzyć. Mówisz Milbury, myślisz but. Hokejowy życiorys Mike’a jest niezwykle kolorowy – przeszedł możliwie najszerszą ścieżkę od gracza, przez trenera, menedżera, aż do telewizyjnego showmana, ale akcja z butem jest doskonale pamiętana do dziś i to ona tak właściwie zapoczątkowała narodziny persony “Mad Mike’a”.

Był 23 grudnia 1979 roku. W przedświątecznym klasyku New York Rangers podejmowali Boston Bruins. Mecz dobiegał końca, Strażnicy przegrywali przed własną publiką zgromadzoną w Madison Square Garden 3:4. Wraz z końcową syreną przy bandzie okalającej lodowisko doszło spięcia pomiędzy jednym z graczy Rangers a Alem Secordem, obrońcą “Niedźwiadków”. Starcie jakich setki. Prawdziwe piekło zrodziło się chwilę później… Do zamieszania dołączyli pozostali gracze przebywający na lodowisku. Wśród nich był Stan Jonathan, inny z hokeistów Niedźwiadków. Wykorzystując potworny chaos na tafli jeden z kibiców wychylił się przez (wówczas bardzo niską) pleksiglasową szybę, przechwycił kij któregoś z zawodników i uderzył nim Jonathana. Bliskim świadkiem zdarzenia był inny Bruin, Terry O’Reilly. Bez zastanowienia wdrapał się na trybuny chcąc wymierzyć sprawiedliwość cwanemu kibicowi Rangers. Naturalnie do zamieszek włączyli się inni widzowie oraz następni co bardziej krewcy hokeiści z Bostonu: w awanturę z kolejnym sympatykiem przeciwnika wdał się Peter McNab, a Milbury, który już zdążył opuścić ławkę rezerwowych i udał się do szatni, zauważywszy kłopoty swojego kolegi ruszył mu z odsieczą. Spanikowany widz rzucił się do ucieczki, ale na nią było już za późno. Milbury dorwał go w swoje ręce. W wyniku szarpaniny kibic stracił buta, którego Mike spontanicznie przechwycił po czym… zaczął okładać swojego przeciwnika.

Jedna z najbardziej abstrakcyjnych “scen rodzajowych” w historii NHL, chyba się zgodzicie? Trochę śmiesznie, ale też i dość niebezpiecznie. To między innymi właśnie po sławetnym przedświątecznym wieczorze w Madison Square Garden cały zawodowy hokej wprowadził dodatkowe środki ostrożności w postaci znacznie wyższych szyb okalających lodowisko. Wbrew pozorom wcale nie musiało dojść do tragedii w postaci – na przykład – ofiary “ustrzelonej” nieopatrznie wystrzelonym krążkiem. Wystarczyło, że Mad Mike z łatwością przeskoczył pleksę i zaczął lać fana jego własnym butem… Uzupełnijmy, że pamiętne zajście kosztowało Mike’a 6 meczów przymusowej pauzy oraz 500 dolarów grzywny. Identyczną karę otrzymał McNab, dwa mecze dłużej odpoczywał O’Reilly.

Pomimo rozegrania 754 gier w fazie regularnej oraz 86 meczów w play-off na przestrzeni dwunastu lat w Bostonie, pomimo występu w barwach Stanów Zjednoczonych na pamiętnym i niezwykle prestiżowym Canada Cup w 1976 roku, kariera zawodnicza do dziś zasadniczo sprowadza się do tego jednego zdarzenia z Nowego Jorku. Łatwo dostrzec w tym pewną dziejową niesprawiedliwość, lecz jak pokazały dalsze losy Milbury’ego nie była ona dziełem przypadku.

Niespełna trzy lata po zakończeniu kariery sportowca 37-latek został mianowany nowym trenerem Boston Bruins. Wiosną 1987 jeszcze ślizgał się z drużyną po tafli, a już jesienią 1989 pokrzykiwał na eks-kolegów zza ich pleców. Przez całe lata osiemdziesiąte Bostończycy należeli do ścisłej czołówki NHL, lecz do końcowego triumfu zawsze czegoś brakowało. A to na drodze stanęła dynastia New York Islanders, a to w wielkim finale Bruins napotykali gigantów z Edmonton Oilers. Z grzeczności nie powinienem wspominać o kompleksie Montreal Canadiens, z którymi mierzyli się 6-krotnie i 5 razy przegrali… To właśnie po kolejnej klęsce z Les Habitants stery w klubie przejął Mike Milbury. W debiutanckim sezonie poszło mu wprost doskonale. Jako jedyni w lidze przekroczyli 100 punktów otrzymując w nagrodę President’s Trophy. W play-off polegli dopiero w ostatecznej rozgrywce o Puchar Stanleya. Podobnie jak 2 lata wcześniej musieli uznać wyższość Nafciarzy. Następny sezon łudząco przypominał wcześniejszy. Bruins ponownie wygrali Konferencję Wales gromadząc 100 punktów, z tą różnicą, że przedstawiciele Konferencji Campbell (Hawks, Blues i Kings byli jeszcze lepsi). W postseason znowu szli bardzo mocno, ale pech chciał, że właśnie wtedy rodziła się potęga Pittsburgh Penguins. Zdrowy Mario Lemieux, debiutujący Jaromir Jagr oraz przedzierający się na największą hokejową scenę Mark Recchi odprawili Bostończyków z kwitkiem i to oni zmierzyli się w finale z outsiderem Minnesotą North Stars, ostatecznie sięgając po swój pierwszy tytuł.

Milbury nie potrafił przebić szklanego sufitu wiszącego nad głową ekipy z Massachussetts. Pomimo obiektywnie zadowalających rezultatów odszedł po drugim sezonie pracy. Historia pokazała, że jego następcy wcale nie byli lepsi, natomiast Mike w najgorszych snach nie mógł się spodziewać, jak bardzo negatywny kierunek obierze jego dalsza kariera ligowego “garnituru”. Długo pozostawał na bezrobociu. Dopiero trzy lata po utracie posady w Bruins ponownie wsiadł na karuzelę. Tylko, że wcale nie w NHL. Pomocną dłoń wyciągnęły do niego

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
Idea Bank: 84195000012006351270730001

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na redakcja@nhlw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł

1 KOMENTARZ

  1. “W postseason znowu szli bardzo mocno, ale pech chciał, że właśnie wtedy rodziła się potęga Pittsburgh Penguins. Zdrowy Mario Lemieux, debiutujący Jaromir Jagr oraz przedzierający się na największą hokejową scenę Mark Recchi odprawili Bostończyków z kwitkiem”

    Ja bym do tej listy dodał Ulfa Samuelssona, który swoim bandyckim atakiem wyeliminował w meczu nr 3 Cama Neely’ego z dalszej rywalizacji. Gdyby nie to, to być może zupełnie inna byłaby perspektywa kariery trenerskiej Milbury’ego.