Przed trzema laty Jarome Iginla kończył sportową karierę. Ostatnie koncerty dawał nieco na uboczu, gdyż dwa finałowe miesiące spędził w marzących o wakacjach Los Angeles Kings. Wspaniały napastnik oczywiście z Królami specjalnie kojarzony nie jest: mówisz Iginla, myślisz Calgary Flames. To właśnie w klubie z płonącym C na bluzie występował przez siedemnaście lat swojej kariery, dopiero u jej schyłku opuszczając prowincję Alberta. W środę komitet selekcyjny Hokejowej Galerii Sław od razu w pierwszym roku kwalifikowalności zaprosił 43-latka do wstąpienia w swoje prestiżowe szeregi.

Nie potrafię wskazać, które osiągnięcie z kariery Iggy’ego robi największe wrażenie. Czy to, że 1554 mecze plasują go na 14. miejscu w liczbie rozegranych meczów w całej historii NHL? A może fakt, że tylko 15 zawodników strzeliło więcej goli niż czyniący to 625 razy Iginla? Dołączenie do elitarnego, 7-osobowego grona hokeistów z 11. sezonami z rzędu z minimum 30 bramkami? Czy może jednak fakt, że przez niemal całe dorosłe życie występował w jednym klubie, będąc wiernym Calgary przez 17 lat?

Gigantyczna to postać (nie tylko północnoamerykańskiego) hokeja, choć mierzył zaledwie 185 cm. Zaledwie, bo przecież do dziś uznajemy go za jednego z najlepszych power forwardów w historii sportu. Jarome to flagowy produkt kanadyjskiej myśli szkoleniowej, jej perfekcyjny okaz: dynamiczny skrzydłowy posiadający świetny strzał, jednocześnie lubujący się w twardej grze na bandach oraz w bezpośrednim sąsiedztwie bramki przeciwnika, nierzadko pakujący doń krążek z najbliższej odległości. Nieustraszony fajter zdolny do bronienia honoru swojego zespołu choćby i gołymi pięściami, wielki lider szatni, a przy tym nieskazitelny, kryształowy charakter o gołębim sercu poza taflą. “Good Canadian boy”, jak zwykł mawiać Don Cherry. Wydawać by się mogło, że ten idealny prototyp kanadyjskiego hokeisty nie istnieje, jest li tylko wytworem czyjejś wyobraźni. Tymczasem co do przecinka spersonifikował go sobą Jarome Iginla. Doskonały gracz z wielkim charakterem. Grający ostro, na granicy przepisów, potrafiący wyjaśnić sobie pewne sprawy zrzucając rękawice, a jednak niezwykle szanowany przez absolutnie wszystkich. Kolegów z zespołu, zacietrzewionych rywali, trenerów, nie potrafili nienawidzić go nawet w Edmonton ani w Vancouver. A przy tym niezwykle skromny człowiek poza lodowiskiem, ożeniony ze swoją szkolną miłością, wychowujący trójkę dzieci, udzielający się w wielu charytatywnych inicjatywach oraz prowadzący darmową szkołę hokeja dla biednych dzieciaków z okolicy.

Powiedzmy to wprost – gdyby Jarome Iginla nie istniał, należałoby go wymyślić. Ciekawe jednak jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie seria pewnych wydarzeń z 1995 roku. W czerwcu tegoż roku pod 11. numerem pierwszej rundy draftu 18-letni Jarome, zdobywca Memorial Cup w barwach Kamloops Blazers, został wybrany do NHL wcale nie przez Calgary Flames, a przez Dallas Stars. Organizacja z Teksasu, wiążąca wielkie nadzieje z piekielnie skutecznym napastnikiem, niespełna pół roku później uwzględniła go w wymianie z Płomieniami. Mieli ku temu jednak nielichy powód: do Dallas przeniósł się bowiem Joe Nieuwendyk, niekwestionowana gwiazda ówczesnych Flames. 29-letni Nieuwendyk pozostawał w kontraktowym sporze z klubem. Nie zaakceptował oferty arbitrażowej, jednocześnie nie potrafił dojść z klubem do długoterminowego porozumienia. W połowie grudnia kluby dogadały wymianę, której uczestnikiem ze strony Stars był jeszcze Corey Millen. Dziś śmiało można stwierdzić, że obie strony zyskały na tamtej transakcji. Mimo coraz częściej zawodzącego zdrowia Gwiazdy pozyskały absolutnie kluczowego gracza do układanki, która dała mistrzostwo w 1999 (Joe został MVP play-off). Flames z kolei wzbogacili się o hokeistę stanowiącego twarz organizacji na kolejne naście lat.

Iginla od samego początku dawał sygnały, że może stać się kimś naprawdę wielkim. Zadebiutował jeszcze w sezonie 95/96, w dwóch meczach play-off. Od tego momentu przez 16 sezonów opuścił łącznie… 40 meczów. Nie dość, że był niezwykle regularnym punktującym, to jeszcze dysponował zdrowiem konia. W pierwszym pełnym sezonie, 96/97 zdobył 21 goli i 50 punktów. Zajął drugie miejsce w głosowaniu na Calder Trophy. Debiutantem roku został wówczas Bryan Berard. W drugim sezonie przeżył klasyczny sophomore slump, natomiast później rozpoczął konsekwentny marsz w górę. Jedyną drobną przeszkodą okazał się kontraktowy impas sprzed rozgrywek 99/00. Iginla wziął klub na “przeczekanie”, z tego tytułu opuścił 5 gier w październiku. Umowę ostatecznie udało się dogadać, a w jej trakcie przyszły prawdziwie złote late. Najlepszy sezon w karierze Jarome’a przypadł na kampanię 01/02. Zdobył 52 gole, zaliczył aż 96 punktów. Zgarnął nagrodę Art Rossa dla najlepiej punktującego, Rocket Richarda dla najlepszego strzelca oraz Lester B. Pearsona przyznawanemu MVP sezonu w oczach innych zawodników. “Rakietę” im. Maurice’a Richarda dostał też po sezonie 03/04, lecz wówczas potrzebował “tylko” 41 trafień.

Ciekawe dane statystyczne kapitalnie oddające wielkość Iginli w Calgary przedstawił współpracujący z ESPN Dimitri Filipovic:

Wielki Iginla, niestety niekoniecznie wielkie

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
Idea Bank: 84195000012006351270730001

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na redakcja@nhlw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł

2 KOMENTARZE

  1. Podoba mi się ta HoF, taka kandyjska. Mogilny już czeka 15 lat, a Iginla i Kariya, dwóch kolesi, którzy nic nie wygrali i mają niższą średnia punktową na mecz wrzucani do kółka wzajemnej adoracji w pierwszym możliwym terminie.