Myśląc o historii NHL natychmiast przychodzą nam wielkie, wspaniałe dynastie dominujące w latach 70-tych i 80-tych: Edmonton Oilers, New York Islanders, Montreal Canadiens czy też najlepsi na przełomie wieków Detroit Red Wings. Każda hokejowa epoka ma też swojego bohatera – pomnikową postać Wayne’a Gretzky’ego, eleganckiego Jeana Beliveau, wybitnego Gordiego „Mr. Hockey” Howe, a dziś Sidneya Crosby’ego i Aleksandra Owieczkina. Ligowe dzieje to jednak nie tylko indywidualności i wspaniałe drużyny – to również często niezapomniane duety oraz wybitnie zgrane formacje.

Tak jak Gretzky miał swojego Jariego Kurriego, a Teemu Selanne Paula Kariyę, tak prawdziwą dumą Philadelphia Flyers i jednocześnie symbolem ostatniej dekady XX wieku była słynna formacja stworzona przez Johna LeClaira, Erica Lindrosa i Mikaela Renberga, nazywana „Legionem Zagłady” (Legion of Doom).

Lotnicy przez znaczącą część lat 90-tych uchodzili za bitego faworyta do sięgnięcia po Puchar Stanleya. Pojawienie się w klubie Erica Lindrosa, nowej nadziei kanadyjskiego hokeja, porównywanego do samego Gretzky’ego i Mario Lemieux oznaczało, iż Flyers poważnie myślą o najwyższych laurach, choć okoliczności pojawienia się Lindrosa w Pensylwanii było dość sensacyjne i kontrowersyjne. Lindros został wybrany z pierwszym numerem draftu w 1991 roku przez Quebec Nordiques lecz zapowiedział, iż w ogóle nie jest zainteresowany grą dla tej organizacji. Mimo jasnego sygnału, Nordiques wybrali Kanadyjczyka nie chcąc rezygnować z pozyskania wschodzącej gwiazdy hokeja oraz topowego franchise playera. Tymczasem Lindors słowa dotrzymał i mimo niewątpliwej gotowości do gry na poziomie NHL cały sezon spędził w juniorskim zespole Oshawa Generals. Nordiques do porażki przyznali się dopiero przy okazji kolejnego draftu, a plotka głosi, że do wytransferowania Lindrosa osobiście namówił ich ówczesny komisarz NHL Gil Stein. Do walki o pozyskanie Erica stanęli właśnie Flyers oraz New York Rangers.

Po długich negocjacjach i za bardzo wysoką cenę Lindros przeniósł się do „Miasta Braterskiej Miłości”. Z miejsca stał się wielką gwiazdą całej dyscypliny, a słynął przede wszystkim z potężnej siły i genialnych umiejętności technicznych. Najlepsze lata Lindrosa i całej organizacji przypadły na okres, kiedy dołączył do niego John LeClair. Po nieudanej kampanii 1993-1994 Lotnicy na stanowisku trenera zatrudnili Terry’ego Murraya, a legenda klubu Bobby Clarke zajął się menedżerką. W skróconym lokautem sezonie LeClair, czołowy napastnik Montreal Canadiens trafił do Flyers wraz z Erikiem Desjardinsem, a w drugą stronę powędrował inny wielki gracz – Mark Recchi. Wymiana bardzo opłaciła się filadelfijczykom. Nieudany start do sezonu zmusił Murraya do szukania nowych rozwiązań kadrowych – jednym z nich było zestawienie fizycznych i diabelnie utalentowanych kolosów z szybkim i walecznym Szwedem Markusem Renbergiem. Flyers zafiniszowali bilansem 25-9-3, awansowali do Finału Konferencji, a Lindros zgarnął nagrodę Hart Memorial Trophy dla MVP sezonu zasadniczego.

 

Pełna kampania 1995/96 była najlepszą w wykonaniu Legion of Doom. Lindos, LeClair i Renberg spędzili razem cały sezon, zdobywając łącznie 255 punktów do klasyfikacji kanadyjskiej.

„Te liczby doskonale oddają ich dominację we wszystkich aspektach. Oni nie zbierali punktów tylko w przewadze czy z kontrataków. W okolicach bramki i w walce na bandach byli nie do zatrzymania. Tworzyli mnóstwo sytuacji odbierając krążek dzięki swojej sile. Lindros podawał krążek z niewiarygodną mocą, a LeClair przyjmował go bez mrugnięcia okiem. Miał mięciutkie ręce, potrafił oddać strzał jeszcze w tym samym ruchu. ” – wspominał po latach Terry Murray.

Mimo genialnej fazy zasadniczej Flyers, prowadzeni przez „Legion Zagłady” kolejny raz nie zdołali wejść do Finału Pucharu Stanleya. Tym razem na ich drodze stanęli rewelacyjni Florida Panthers. Co nie udało się w 1996 roku wreszcie powiodło się sezon później. Często kontuzjowany Renberg przestał być kluczowym elementem zespołu, jednak w fazie playoff ponownie nadawali ton rywalizacji. Do czasu… W finale filadelfijskie trio zostało brutalnie zgniecione przez parę obrońców Detroit Red Wings – Nicklasa Lidstroma i Larry’ego Murphy. LeClair i Lindros w przegranej 4-0 serii zdobyli zaledwie po jednym golu…

Legendarna formacja Flyers rozpadła się w kolejnym sezonie, kiedy to klub na rzecz Tampa Bay opuścił Renberg. Co prawda LeClair z Lindrosem tworzyli skuteczny duet jeszcze przez trzy sezony, jednak w związku z licznymi kontuzjami oraz ogromnymi problemami spowodowanymi wstrząśnieniami mózgu u tego drugiego drużyna już nigdy nie zbliżyła się do wyników z lat 95-97. Żywot zabójczego ataku Lotników był krótki, acz niezwykle intensywny. Do wyobraźni przemawiają same statystyki – sumując liczby w 547 spotkaniach zdobyli 305 goli i zanotowali 361 asyst, z kolei w fazie playoff w 132 grach złożyli się na 130 „oczek”. Do historii przeszło spotkanie Flyers z Montreal Canadiens z lutego 97′, kiedy „legioniści” uzyskali łącznie 16! punktów, totalnie demolując Les Habs:

„John miał świetny slap shot. Prawdziwa armata. Dzisiaj rzadko oglądamy napastników używających tego strzału… LeClair był wielkim bydlakiem, rozpychającym się pod bramką, wbijającym dobitki. Markus nie grał z nimi tak długo, ale wykonywał dobrą robotę. Oni byli tak potężni, że ktoś musiał uzupełniać ich szybkością i Renny właśnie to miał” – dodaje Hextall.

Zarówno LeClair jak i Lindros niespełna rok temu trafili do Filadelfijskiej Galerii Sław. Eric wciąż czeka na zaproszenie do tej właściwej – Hockey Hall of Fame. Czy jego czas nadejdzie? Wydaje się, że w końcu doczeka się tego wyróżnienia, natomiast jedno jest pewne: nie miałby na to szansy bez swoich dwóch kompanów.

 

Podoba ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze dziennikarstwo. Kup dostęp do całego bloga i ciesz się codziennie wartościowymi tekstami, audycjami i wideo na temat hokeja!

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł

1 KOMENTARZ