“The Breakers” to bogaty kurort w Palm Beach na Florydzie, częste miejsce spotkań zarządu i menadżerów NHL. Nie ma co ukrywać, jest tam przepych, budynek na wzór europejskich pałacyków, widoki na ocean i tego typu rzeczy. W grudniu 2000 roku w The Breakers można było zobaczyć coś jeszcze, legendarnego niemal dwumetrowego Michaela Jordana w towarzystwie… właścicieli hokejowych klubów.

Jego obecność sprzyjała oczywiście tak zwanym “gapiom”, którzy nie zdawali sobie do końca sprawy co ma właśnie miejsce. Największa gwiazda w historii koszykówki stawała się właścicielem klubu hokejowego. Rok wcześniej Jordan przeszedł na sportową emeryturę, ale chciał zostać w sporcie jako działacz. O tym właśnie opowiemy w tym artykule, o okresie pomiędzy rokiem 2000 i 2001, gdy Jego Powietrzna Wysokość i dobry znajomy Królika Bugsa, miał wpływ na świat hokeja, chociaż był to wpływ krótki i nie tak bezpośredni jak można by sobie życzyć.

Sama historia jest bardzo ciekawa. Jest okazja by o tym wspomnieć, w obliczu ostatnio najpopularniejszego serialu sportowego świata The Last Dance. W Ostatnim Tańcu o tym jednak nie usłyszycie…

Barowa rywalizacja, Jordan na prezydenta

Po zakończeniu grania w NBA po raz drugi (jak się okazało nie ostatni) Jordan kombinował jak tu zostać właścicielem klubu koszykarskiego. Wniósł ofertę za Charlotte Hornets, ale została odrzucona. Starał się o Milwaukee Bucks, mówiło się że flirtuje z Vancouver Grizzlies, ale te plotki nigdy się nie zmaterializowały.

W tym samym czasie udany zakup klubu ale NHL przeprowadził Ted Leonsis. Jego spółka Lincoln Holdings LLC do której należeli także Jonathan Ledecky i Dick Patrick zapłacili 85 milionów dolarów Abe Pollinowi za 45 procent udziałów w Washington Capitals. W ten sposób weszli w cały interes Polina w waszyngtońskim sporcie, a było to imperium liczące sobie nie tylko Capitals, ale także Wizards z NBA oraz Mystics z WNBA, a także hale MCI Center (teraz Capital One Arena), U.S. Airways Arena (poprzedni budynek Capitals w Maryland) oraz posiadanie wpływów z TicketMaster w regionie stolicy i Baltimore. Do tego była też opcja pierwokupu dla Leonsisa od Polina, która doszła do skutku w 2010 roku.

Jordan miotał się w swoich zamiarach, widząc że ma ograniczone możliwości zostać właścicielem, rozważał już przyjęcia oferty jako menadżer. W spółce Lincoln Holdings mieli dla niego specjalną ofertę. Doszło do spotkania najważniejszych osób z “firmy” z ludźmi Jordanem i samym “MJ-em”. Na tych spotkaniach Michael w swoim stylu próbował rywalizować i udowadniać że nie jest gorszy od tych ludzi. Prosty przykład, gdy Leonsis zamawiał coś z baru, Jordan zamawiał coś 10 razy droższego.

Całość spinała się logicznie dla każdej strony. Spółka potrzebowała twarzy, siły przebicia gwiazdy. Jordan ostrzył sobie zęby na przejęcie sterów Wizards. Był tylko jeden problem. Wciąż piastujący rolę głównego właściciela pan Polin był z Jordanem w konflikcie. W 1998 roku gdy NBA negocjowała CBA z koszykarzami, obaj skoczyli sobie do gardeł na jednej z konferencji. “MJ” krzyczał wtedy do Polina by ten sprzedał klub jeśli go nie stać na koszty. Biznesmen odpowiedział “Kim jesteś by mi coś takiego mówić?”. Było gorąco.

Jordan przekonał się, że w interesach nie do końca jest jak na boisku. Gdy przyszedł do niego Leonsis by prosić o danie Jordanowi roli menadżera i wydzielenie mu odpowiedniej ilości praw własnościowych… skończyło się na odmowie. Przynajmniej częściowej. Menadżerem w NBA pozostał Wes Unseld, prezydentem Susan O’Malley.

Dzięki negocjacjom udało się coś jednak wywalczyć, Michaelowi stworzono drugie stanowisko prezydenta, dano też 10 procent udziałów w Wizards i UWAGA co nas interesuje najbardziej 12 procent w hokejowych Capitals. Tak więc Jordan stał się bardziej właścicielem klubu hokejowego niż koszykarskiego, choć był to dla niego pewnie mało znaczący fakt w tamtej chwili.

“On kocha hokej tak, jak ja kocham kosza”

His Airness rzadko w swoim życiu musiał prosić o akceptacje, ale stając się właścicielem w NBA czy NHL tak to właśnie jest, że są formalności. Jordan pojawił się na spotkaniu zarządu w grudniu 2000. Jednym z członków ówczesnej “rady” decydującej o akceptacji był Bill Wirtz, właściciel Chicago Blackhawks rządzący klubem przez 41 lat aż do swojej późniejszej śmierci w 2007 roku. Wirtz był ikoną w Wietrznym Mieście, ale Jordan był tam bogiem. Skończyło się na jednomyślnej pozytywnej decyzji dla Jordana.

Potem było spotkanie MJ-a z mediami, na których mówił tak o hokeju “Muszę się nauczyć tej gry, mam wielu znajomych hokeistów, znam zasady, moje dzieci trenują hokej. Jesteśmy w dobrej komitywie z Mario Lemieux, który właśnie wrócił do gry. On kocha hokej tak, jak ja kocham kosza. Życzę mu powodzenia, oczywiście oprócz meczów, gdy będzie grał przeciwko mojej drużynie” – mówił wtedy Michael, chcąc pokazać że jest już człowiekiem z tego środowiska.

Zresztą z Lemieux wiąże się jeszcze jedna historia, ale tu musimy wybiec nieco w przód. Ponoć nasz “Super Mario” grający od czasu do czasu z Michaelem Jordanem w golfa, stał się dla niego natchnieniem i skłonił go do jego drugiego powrotu do gry. W wieku 38-lat jeszcze raz na parkiety koszykarskiej najlepszej ligi świata wszedł Jordan, który zainspirował się tym co w karierze spotkało Mario (rak, leczenie, powrót, sukcesy).

Efekt GOAT 🐐, a właściwie jego brak

Nie ma wątpliwości że obecność Jordana na oficjalnych spotkaniach dodawała prestiżu organizacji, ale czas zadać sobie pytanie i szczerze na nie odpowiedzieć. Czym słynny koszykarz przyczynił się hokejowi i klubowi ze stolicy Stanów Zjednoczonych? Odpowiedź brzmi, niczym. Brutalne ale prawdziwe, Michael nie wnosił swojego kapitału do klubu, nie miał żadnych obowiązków, praktycznie nie był “używany”.

Michael bywał na wielu meczach domowych i obserwujący go pozostali biznesmeni zdradzają, że był w pełni skupiony na rozgrywce “Był pod wrażeniem atletyzmu jaki jest potrzebny w tym sporcie. 45 sekundowa zmiana na której trzeba dać z siebie wszystko, to go fascynowało. Gra i zmiany w locie, a także sama mechanika, szczególnie gry w przewadze i osłabieniu” – powiedział inny udziałowiec Ledecky.

“Cała szatnia wstrzymała oddech w momencie gdy się u nas pojawił” stwierdził Jeff Halpren, ówczesny gracz Capitals. Ledecky dodał że taka napięta atmosfera w końcu pękła, gracze zrozumieli że to normalny facet i później chętnie zagadywali MJ-a o sport, trening, różnice pomiędzy hokejem i koszykówką. Czasami bywało zabawnie, głównie ze względu na wciąż niewielką wiedzę Aira na temat hokeja i jego kultury.

Kiedyś przed meczem Chris Simon zażartował w obecności Michaela Jordana widząc chłopaka przenoszącego skrzynkę piwa z szatni do szatni, że przed ważnymi spotkaniami hokeiści lubią sobie dziabnąć kilka browarków. MJ był zmieszany i widać było że nie wie czy traktować to poważnie czy jako żart.

Zaangażowanie, podpisane krążki i szalony przełom wieku

Pod dużym wrażeniem Jordana byli oprócz hokeistów także ludzie pracujący dla klubu w różnych działach. Jeden z pracowników biurowych został poproszony o zaktualizowanie wiedzy MJa w kwestiach finansowych. Mówił że Michael był ogromnie zaangażowany, a przecież nie była to jego praca zarobkowa ani nic  tak bardzo ważnego.

O innym doświadczeniu z gwiazdą Byków lat 90. mówił menadżer George McPhee, który wtedy sterował poczynaniami Stołecznych. Na jednym ze spotkań Jordan chciał na chwile wyjść, odpocząć w bardziej prywatnym gronie. McPhee udostępnił mu wtedy jedną z mniejszych szatni i razem przycupnęli tam na pół godzinki rozmawiając o luźnych tematach.

https://img.bleacherreport.net/img/images/photos/003/180/762/66f76d47183fc80f46df03fc65572bec_crop_north.jpg?1417623517&w=630&h=420

Jak na Jordana to zaangażowanie trwało chyba rekordowo krótko. Po serii golfowych gierek z Lemieuxem, ale oczywiście pod wpływem innych czynników, Jordan ogłosił w wrześniu 2001 roku swój powrót i zapowiedział podpisanie kontraktu z Wizards jako zawodnik. Dwuletnie zobowiązanie miał swój romantyczny odcień, milion w jego ramach przekazany został na ofiary ataku terrorystycznego na World Trade Center który miał miejsce kilkanaście dni wcześniej.

Capitals stracili i czuło się w klubie poczucie pewnego niespełnionego potencjału. MJ próbował wynagrodzić to ładnym gestem, rozdał każdemu z hokeistów Capitals krążek z własnym podpisem. Żaden z nich nie trafił na Ebay, nikt się go oficjalnie nie pozbył mimo że gracze tamtej drużyny niejednokrotnie popadli w finansowe kłopoty lub nie rozwinęli tak mocno swoich karier

To były szalone lata dla waszyngtońskiego hokeja. Pomiędzy 1997 i 2002 klub spotkały finały Pucharu Stanleya, sprzedaż w ręce nowego właściciela Leonsisa, wejście w posiadanie już wtedy legendarnego Jaromira Jagra, a także ten epizod z Jordanem. Wszystkie te rzeczy możemy pokazać w pozytywnym świetle, ale później było nieco gorzej. Nowa nadzieja dla klubu nadeszła w 2005 roku, gdy debiutant o nazwisku Owieczkin przywrócił zainteresowanie kibiców hokejem na szerszą skalę.

Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze dziennikarstwo. Kup dostęp do całego bloga i ciesz się codziennie wartościowymi tekstami, audycjami i wideo na temat hokeja!

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł

2 KOMENTARZE