Przedstawiamy kolejne tłumaczenie fenomenalnych tekstów ukazujących się na łamach portalu The Players Tribune, tym razem jest to historia Douga Gilmoura, który postanawia napisać list do samego siebie. List z przekazem, list z ostrzeżeniem i słowami otuchy. Przekład oryginalnego tekstu możecie przeczytać poniżej.

Drogi trzynastoletni Dougu,

Piszę do ciebie z przyszłości. Mamy 2016 rok. Dalej zimno, jak diabli w Ontario. Wciąż nie doczekaliśmy się latających samochodów. Ale za to mamy taką rzecz, jak proteinowe shake’i. Są pyszne. Nawet są takie o smaku ciasteczek.

Ty aktualnie utknąłeś z puszkami Ensure.

Widzę, jak się wzdrygasz. Wanilia w proszku z wysokich puszek. Smakuje, jak talk. Ojciec zmuszał cię do picia dwóch w ciągu dnia, ponieważ miałeś niecałe 1,60 metra i ważyłeś zaledwie 47 kilogramów, a bardzo dobrze wiesz, że Bobby Orr ma ponad 1,80 metra i 90 kilogramów.

Jedyną możliwością było picie duszkiem kolejnych puszek i modlenie się o nagły przyrost. Brutalne.

A więc naucz się powtarzać to w kółko, taka mała własna mantra:

Jest po prostu za mały.

Tak? Pieprz się. 

Jest po prostu za mały.

Tak? Pieprz się.

Znaczy się, mów to tylko do siebie. Nie przeklinaj przy matce. Albo ojcu. Albo bracie. Albo starszej siostrze. Oni wszyscy pracują w więziennictwie, nie będą mieli problemu z umieszczeniem cię na ławce kar. W przyszłości spotkasz kogoś podobnego do nich. Jego imię to Pat Burns. Ale więcej o nim za chwilę.

Nie przeklinaj na lodzie. Uśmiechaj się. Ale powtarzaj tą mantrę w głowie, kiedy nie dostaniesz się za rok do drużyny juniorskiej. Powtarzaj, kiedy twoja drużyna przegra, a ty będziesz musiał oczyścić lód wiadrem z gorącą wodą i łopatą, bo lodowisko nie jest w posiadaniu Zamboni. Powtarzaj, kiedy będziesz biegał po górach starając się poprawić kondycję. Powtarzaj nawet, kiedy dostaniesz się do drużyny, a oni każą ci rozebrać się niemal do naga i stanąć na wadze. Powtarzaj, kiedy będziesz upychać w swoim ochraniaczu ćwierćdolarówki przed oficjalnym ważeniem. Po prostu nie ruszaj się za bardzo, kiedy będziesz wchodził na wagę. Powtarzaj, kiedy zakończysz sezon w Ontario Hockey League na piątym miejscu, jeśli chodzi o punkty, ale i tak zostaniesz wydraftowany przez Blues dopiero w siódmej rundzie. Powtarzaj, kiedy powrócisz do juniorów, ustalisz rekord punktowy organizacji, ale St. Louis wciąż nie zaoferuje ci kontraktu wstępnego.

Jest po prostu za mały. 

Tak? Pieprz się. 

Będziesz się z tym użerał przez całe życie, ale noś to ze sobą. Potrzebujesz tego, żeby przetrwać. Porozmawiajmy teraz o tym, jak Blues zostawili cię bez umowy. Bo będą działy się dziwne rzeczy.

Nie będzie, jak w filmach. Kiedy skończysz swoją juniorską karierę w 1983 roku, Blues będą przechodzić kryzys związany ze zmianą właściciela. Według plotek organizacja ma się przenieść do Saskatoon (Tak, Saskatoon. Lata osiemdziesiąte będą naprawdę dziwne. Nie przejmuj się, rób swoje).

A więc Blues zostawią cię na lodzie. W mediach będziesz słyszał, że jesteś za mały, żeby przebić się do NHL. Kiedy w sierpniu rozpoczną się obozy przygotowawcze zrobisz jedyną rzecz, jaką będziesz mógł – zapakujesz torby i polecisz do Dusseldorfu w Niemczech.

Tak. Niemcy w czasie zimnej wojny. 1983 rok. Niemiecka liga profesjonalna. Tak, jak sobie wymarzyłeś, prawda młody?

Nie chcę nawet uchylać rąbka tajemnicy, jak dziwne czasy dla ciebie to będą, ale mam dwie rady:

Pierwsza – zapamiętaj ten zwrot: Drei pilsner, bitte!

Druga – kiedy będą cię przedstawiać fanom w Dusseldorfie będzie wielkie show z szaloną muzyką i światłami stroboskopowymi, każą ci ślizgać się z krążkiem w jednej ręce i różą w drugiej. Powinieneś przerzucić krążek przez pleksę, pokłonić się i pocałować kobietę w policzek, po czym przekazać jej różę. Później jacyś goście wymalują sprayem na lodzie twoje imię, a kibice oszaleją.

Powtarzam, lata osiemdziesiąte. Musisz się do tego przyzwyczaić. Żeby dać ci jakiś punkt odniesienia, to była piosenka, która górowała na niemieckich listach przebojów, kiedy wylądowałeś w Europie.

Nie przemęczaj się, po miesiącu twój agent zadzwoni i każe ci wrócić do domu.

Blues nie przenoszą się do Saskatoon. Mają nowych właścicieli i zostają w St. Louis. A ty z nimi. Ale chyba nie tak, jak sobie wymarzyłeś. Wiem, że brzmi to głupio, a nawet sądzę, że nie może to brzmieć nawet głupiej, ale Blues nie chcą ciebie – 50 kilowego chłopaka – ze względu na twoje umiejętności strzeleckie.

Usiądziesz z trenerem Jacquesem Demersem i on powie ci: Doug, jeśli chcesz dostać się do składu musisz nauczyć się uderzać. Nie obchodzi mnie, czy grasz przeciwko Marcelowi Dionne, czy Wayne’owi Gretzky’emu, masz ich śledzić wszędzie. Nawet, jak pójdą do łazienki, śledzisz ich bez przerwy. 

Ta rozmowa odmieniła twoją karierę. Wtedy tego nie rozumiałeś (dalej ważyłeś jakieś 70 kilogramów), ale niedługo później zrozumiesz, co znaczy być zawodnikiem grającym w NHL. Staram się znaleźć sposób na ujęcie w słowach tego, co cię czeka, wyjaśnić grę w lidze naiwnemu, jeszcze wtedy, gdy zaczynałeś, dzieciakowi. Granie w NHL w latach osiemdziesiątych przypomina jazdę na nartach wodnych za silnikiem o naprawdę potężnej mocy. Przez połowę czasu po prostu starasz się uratować swoje życie.

Kary? A co to? Kto wie. Nawet się nimi nie przejmuj. Traktuj je, jak cuda.

Twoją pracą jest stawanie naprzeciw najlepszym zawodnikom na świecie. Jeśli uda im się strzelić sporo goli to stracisz pracę. To będzie ci wyjaśnione bardzo szybko.

Kiedy zagrasz po raz pierwszy przeciwko czterokrotnym zwycięzcom Pucharu Stanleya New York Islanders, staniesz naprzeciwko linii składającej się z… (jesteś na to gotowy, młody?)

Clarka Gilliesa.

Bryana Trottiera.

Mike’a Bossy’ego.

Uspokój się. Wypij Ensure. Poradzisz sobie.

I słuchaj swojego współlokatora, Briana Suttera, kiedy weźmie cię na stronę przed meczem i da ci tą radę: Słuchaj. Cokolwiek będziesz tam robił, nie – NIE – nie budź Gilliesa. Zostaw śpiącego giganta w spokoju. Nie wkurzaj go. Jeśli to się stanie, mamy przewalone. 

Musisz wiedzieć na co odpowie twój przeciwnik. To bardziej gra mentalna, aniżeli walka o to, kto jeździ najszybciej. Będziesz musiał zostać na lodzie małym psycholem. Z twoim wzrostem będziesz musiał zmienić poglądy rywali na twój temat, mają myśleć, Jezu, ten człowiek nie jest zdrowy na umyśle. 

W pewnym momencie przyjmiesz charakterystyczne spojrzenie, dzikie wręcz. Zainspiruje to przydomek. Na początku chłopaki zaczną nazywać cię “Charlie”, od Charlesa Mansona. Wciąż będziesz małym, chudym szczurem z muletem. Będzie pasować. W końcu zaczną nazywać cię “Killer”.

Niektórych rywali, kiedy tylko nadarzy się okazja, będziesz uderzał po łydkach. W pierwszej tercji będą uważali, że to żart, nie będą zwracać na to uwagi. W drugiej zacznie to być irytujące. W trzeciej łydki zaczną ich boleć. Liczą się w końcu małe rzeczy. Tyle, że ten trik nie działa na wszystkich. Niektórzy będą się burzyć, kiedy to zrobisz. Zostaw Gilliesa w spokoju albo będziesz tego żałował.

Chcesz pogadać o tym dzieciaku z numerem 99?

CfdHAb8WAAANQcF.jpg largeJuż o nim wiesz. Przebija się w juniorach. Oglądaj tego gościa. Ucz się od niego, jak widzi grę, jak manipuluje przestrzenią, jak chowa krążek za bramką, jak przyciąga defensorów, żeby zrobić miejsce kolegom z zespołu. Będziesz go często oglądał. Gretz i Oilers pojawią się w St. Louis na początku twojej kariery. Na szczęście będzie to w okresie świątecznym, więc będą akurat po małej imprezie. W trzeciej tercji będziecie dominowali 5:2.

Wtedy się obudzą i postanowią, że zaczynają grać na serio. Wygrają 6:5. Witamy wśród najlepszych.

Przez pięć lat spędzonych w St. Louis nauczysz się, jaka jest różnica pomiędzy byciem dobrym i byciem wyśmienitym. Dowiesz się, że nie jesteś przygotowany psychicznie na to, by dosięgnąć świetności. W 1988 roku zostaniesz wytransferowany do Calgary. Szatnia będzie wypełniona po brzegi gwiazdami. Al MacInnis. Lanny McDonald. Joe Mullen.

Nie chcę zepsuć niespodzianki. Poza tym, jeśli tego nie przeżyjesz, to tego nie zrozumiesz. Ale dwie rzeczy.

Pierwsza. Wiem, że kochasz baseball. Ćwicz uderzenie. Przyda się. W finałach w 1989 roku (tak, właśnie) będziesz grał przeciwko świetnemu bramkarzowi, Patrickowi Roy. W meczu numer sześć będziesz miał szansę, uderzysz, ale on to zatrzyma, oczywiście. Z tym, że krążek odbije się i pomknie w powietrze. Wal w tą gumę z całej siły. Okaże się, że to gol, dzięki któremu wygracie tą serię.

A kiedy już wszyscy ustawią się w kolejce, żeby unieść Puchar nad głowę, spójrz na ich twarze, w szczególności na Lenny’ego. Przypatrz się dobrze kibicom w Montreal Forum, którzy zostaną tam, by dać owacje na stojąco. Zapamiętaj ten moment. Stań z tyłu kolejki, w końcu jesteś nowym gościem. Ale pamiętaj, żeby unieść Puchar, kiedy jesteś na lodzie, idioto. Pamiętaj, że to właśnie powinieneś zrobić.

Druga rzecz. Powiedz menadżerowi sprzętu, żeby załatwił więcej piwa. O wiele, wiele więcej piwa. Kiedy skończycie celebracje w szatni i wskoczycie do samolotu do Calgary, jeszcze przed startem, piwa już nie będzie.

W ciągu kolejnych czterech lat w Calgary przejdziesz z ekstazy w niedolę. Dowiesz się, jak to jest żyć dziecinnymi marzeniami, a także, że NHL to czasem brutalny biznes. Na początku sezonu ’91 obudzisz się w hotelu w San Jose, w łazience przez ścianę usłyszysz, że ktoś rozmawia przez telefon. A później usłyszysz swoje nazwisko.

To twój nowy menadżer generalny, Doug Risebrough. Mówi o tobie. Spłucz wodę i wracaj do łóżka. Nie słuchaj, co mówi. Nieświadomość jest błogosławieństwem. Nie leż na podłodze przy drzwiach, żeby podsłuchać choć trochę. Niedawno byłeś przecież na rozprawie arbitrażowej. W pokoju pełnym prawników. Wiesz, że klub nie chce ci płacić. Wiesz, że Risebrough cię nie lubi. Jak myślisz, co mówi? Wracaj do łóżka. Jeśli zostaniesz tam na ziemi i dalej będziesz się przysłuchiwał, usłyszysz słowa, które cię zdenerwują i zrobisz coś, czego będziesz żałować.

Chcę wytransferować Gilmoura.

Nie “odsłyszysz” tych słów. Nie będziesz wystarczająco dojrzały, żeby odpuścić. Kolejne kilka miesięcy będzie najgorszymi w twojej karierze. Będziesz czekał aż klamka zapadnie. Na imprezie noworocznej powiesz swoim kolegom z drużyny, co się stało. Powiesz, że już po tobie.

Dwadzieścia cztery godziny później odbierzesz telefon.

Trafiłeś do Toronto w dziesięcioosobowej wymianie.

Toronto. Prawdopodobnie zastanawiasz się, czy tamtejsze media staną się bardziej przyjazne w przyszłości. Nope. Wciąż to samo.

Kiedy już dotrzesz do Toronto zauważysz, że wokół drużyny jest sporo negatywności. W tamtym roku będziecie beznadziejni. Ale latem sprowadzony zostanie nowy trener, Pat Burns. Pamiętasz, jak twój ojciec nie musiał nawet krzyczeć na ciebie, tylko widziałeś ten wzrok i już byłeś wystraszony? Pat też tak potrafi. Wejdzie do szatni pomiędzy tercjami, nie musi nic mówić, spojrzy na ciebie, a ty od razu mówisz Tak jest trenerze, wiem. 

Ale Pat będzie najlepszy. Będzie inny. Kiedy przeniesie się do Toronto zadzwoni do ciebie i powie, że chciałby poznać cię w cztery oczy. Usiąść, wypić piwko. Pogadać. Da ci swój adres. Wskoczysz do taksówki i przejedziesz przez bardzo interesującą część miasta. Ze swoim nowym szkoleniowcem spotkasz się w… dżentelmeńskim klubie. Tylko nie mów matce.

Usiądziesz z Patem i wypijesz sporo zimnych drinków, będziecie rozmawiać o tym, czego chcecie wspólnie dokonać i jaką drużynę chcecie stworzyć. I kiedy ludzie zaczną cię rozpoznawać wskoczysz do taksówki i zapamiętasz ostatnie myśli na kolejną taką konwersację. Taką, która będzie trwała godzinami. Po dziesięciu piwach skład Maple Leafs na sezon ’93 zostanie zaplanowany. Będziesz miał plan na to, aby wyjść z marazmu. Na to, by wygrywać.

Doug, musisz być najlepszym zawodnikiem na treningach. Codziennie.

A ty odpowiesz, Pat, oczywiście. Tak. Zrobię to.

A Pat powie, Jeśli ty to zrobisz, inni pójdą za twoim przykładem. 

I ty odpowiesz, Pat, nie jestem pewny, czy temu podołam. 

Wpakujesz się do taksówki i odjedziesz.

Ta kampania zdefiniuje twoją karierę. Pobijesz klubowy rekord punktowy. Twoja drużyna będzie świetna, a miasto będzie stało za tobą murem. Do finałów Pucharu Stanleya zabraknie ci jednej wygranej serii. I wtedy staniesz naprzeciw #99. Będzie leżał na linach, będziecie wygrywać 3:2 w serii. Dogrywka. Jeden gol biletem do finałów. I wtedy stanie się coś, o co będziesz pytany codziennie do końca twojego życia.

Gretzky zagra wysokim kijem. Uderzy cię w twarz, zjedziesz na ławkę krwawiąc i myśląc, To tyle, zostanie wyrzucony. Prawie już czujesz finały. Ale wtedy jeden z sędziów, Kerry Fraser, zacznie rozmawiać z liniowym i już wiesz, co się święci. Fraser nie widział tego zagrania.

Liniowy to widział. Ale jeśli on, zamiast sędziego głównego wyrzuci Gretzky’ego w dogrywce w Great Western Forum to będą zamieszki.

Brak kary.

Kilka sekund później #99 zdobędzie bramkę na wagę zwycięstwa i przedłuży serię do siedmiu spotkań.

***

Najważniejsza rada, którą mogę ci przekazać w tym liście to: Ten werdykt się nie liczy. Ta gra się nie liczy. Nie trać snu z tego powodu. Wrócisz do Toronto z szansą na wejście do finałów. To nie była wina Frasera. Zmień to, napisz historię od nowa. Nie bądź świadkiem świetności w meczu numer siedem. Nigdy więcej nie będziesz już tak blisko. I nieważne, jak wielki #99 jest, nigdy tego w pełni nie zaakceptujesz.

Doceń ten czas, który spędzisz w Toronto, szczególnie ten czas z Patem Burnsem. Pat odejdzie z tego świata za szybko. Będziesz musiał przyzwyczaić się do pożegnań bez przygotowań. Życie pędzi szybkim tempem. W końcu Toronto także pozostanie wspomnieniem. Zatrzymasz się jeszcze w New Jersey, Chicago, Buffalo i Montrealu (!) zanim to wszystko się skończy, a skończy się szybciej, niż mógłbyś podejrzewać.

Prawdopodobnie masz wiele pytań, chcesz wiedzieć tak wiele. Ale wiele z tego, co się stało, nie może być zapisane. Nie jestem w stanie opisać, jak to jest wjeżdżać na lód w wieku 30 lat. Nie mogę wyjaśnić, jak Gretzky czy Lemieux znaleźli sposób na kontrolę tej gry, na lodzie zachowują się, jakby grali w szachy. Nie potrafię opisać, jak wiele trzeba poświęcić, żeby wygrać Puchar Stanleya. A także, jak to jest grać w NHL przez dwadzieścia lat.

Mogę tylko powiedzieć to… Kiedy zdobędziesz mistrzostwo w 1989 roku i dostaniesz się do szatni, będziesz wykończony, nie wyobrażasz sobie nawet, jak bardzo. Będziesz zadowolony, że to wreszcie koniec. I wtedy zobaczysz swojego ojca, stojącego tam, czekającego na ciebie. Zrobisz sobie z nim zdjęcie, które zachowasz na zawsze. Ty, pijący z trofeum i on, stojący obok i uśmiechający się od ucha do ucha.

Po tym, jak odejdzie, od czasu do czasu będziesz patrzył na to zdjęcie. Wspomnienia powrócą. Nie będziesz myślał o tamtym sezonie, a o tym, jak znalazłeś się w tamtym miejscu. Będziesz wspominał sobotnie popołudnia, kiedy wracałeś do domu z lodowiska. Pamiętasz te, kiedy zdobyłeś trzy bramki?

Chciałeś zabrać swój sprzęt z bagażnika, ale co powiedział ci ojciec? Nie. Zostaw to tam.

Byłeś skołowany, pamiętasz? A później wyjaśnił ci czemu. Nie pracowałeś dziś wystarczająco. Wszystko przychodziło ci z łatwością. Zostaw swój sprzęt tam. 

A więc następnego dnia grałeś w mokrym i śmierdzącym sprzęcie. Wróciłeś do domu wkurzony po tym, jak twoja drużyna przegrała, kiedy nie odnotowałeś żadnego punktu i musiałeś skrobać lód z wiadrem gorącej wody, zostawiłeś sprzęt i skierowałeś się do drzwi wejściowych. Co wtedy powiedział?

Hej, wracaj tutaj. Napracowałeś się. To chcę oglądać. Bierz swój sprzęt. 

Wiele przed tobą, dzieciaku. Dobrych i złych rzeczy. Ale pamiętaj, co powiedział ci ojciec, a wszystko się ułoży. A teraz zgnieć ten list i napij się kolejnego obrzydliwego Ensure. Jeśli coś stanie ci na przeszkodzie powtarzaj za mną:

Za mały? Pieprz się. 

NHL w PL nie rości sobie praw do oryginalnej treści powyższego tekstu i materiałów foto oraz nie pobiera żadnych korzyści z jego opublikowania. Materiał jest przetłumaczony w celu przybliżenia polskim kibicom NHL wiadomości ze świata najlepszej ligi hokejowej. Tłumaczenie jest własnością intelektualną NHL w PL.