Od chwili, gdy na początku grudnia ubiegłego roku władze NHL potwierdziły fakt rozszerzenia ligi w 2021 roku o zespół z Seattle, kibice hokeja w stanie Waszyngton rozpoczęli wsteczne odliczanie do chwili, gdy ich drużyna zagra pierwsze spotkanie. Przed nimi jeszcze wiele dni i miesięcy, w trakcie których przyjdzie im m.in. emocjonować się wyborem nazwy dla nowej organizacji. Wydaje się, że faworytem fanów (ale i speców od marketingu) są Krakeny, ale w gronie propozycji nie brakuje odwołania do przeszłości hokeja w mieście.

Ta dyscyplina sportu jest bowiem obecna w sportowych kronikach Seattle od ponad 100 lat, a nazwy Metropolitans czy Totems wciąż wiele znaczą. To właśnie to portowe miasto na północno-zachodnich rubieżach kraju* jako pierwsze spośród amerykańskich ośrodków mogło się pochwalić drużyną triumfującą w Pucharze Stanleya, a właściciel działającej kilkadziesiąt lat później ekipy Totems był o krok od tego, by pojawić się ze swoim projektem w NHL już w latach 70. minionego stulecia.

Metropolitans powstali w 1915 roku wyłącznie dzięki zaangażowaniu braci Lestera i Franka Patricków, którym, jako właścicielom ligi Pacific Coast Hockey Association, bardzo zależało na maksymalnym wykorzystaniu potencjału ośrodków na zachodzie USA. Powołana przez nich drużyna od pierwszych dni uchodziła za jedną z najlepszych w kraju. Nie było w tym nic dziwnego – Patrickowie namówili do przeprowadzki nad Pacyfik kilku zawodników Toronto Blueshirts, którzy kilka miesięcy wcześniej sięgnęli z ekipą z Ontario po Puchar Stanleya. Eddie Carpenter, Hap Holmes, Frank Foyston czy Cully Wilson znaleźli się w gronie hokeistów, dla których przygotowano królewskie apanaże, z łatwością przekonując ich do zmiany otoczenia.

Rok po swoim powstaniu Metropolitans wygrali zmagania PCHA i zyskali prawo rywalizacji z Montreal Canadiens o najważniejsze hokejowe trofeum na kontynencie. Wszystkie spotkania rozegrano w Seattle Ice Arena, a trzy wygrane miejscowych nie tylko dało im upragniony sukces, ale uczyniło bohaterami całego kraju. Choć próżno w drużynie było szukać Amerykanów, to pokonanie Kanadyjczyków w ich narodowym sporcie było szeroko komentowane w całym kraju. Do dziś zresztą Pete Muldoon (30-latek pełniący wówczas w klubie wiele funkcji, w tym trenera i menedżera) pozostaje najmłodszym szkoleniowcem w historii, którego zespół triumfował w batalii o Puchar Stanleya.

Drużyna z Seattle o to trofeum rywalizowała jeszcze dwukrotnie. W 1919 roku seria została przerwana po tym, jak doszło do epidemii grypy wśród graczy rywalizujących ze sobą ekip Metropolitans i Canadiens. Rok później zmagania udało się przeprowadzić, choć tym razem doszło do awantury o miejsce rozegrania finałowej serii. Przedstawiciele PCHA proponowali, by to Mets byli gospodarzami, natomiast władze NHL uparcie stały na stanowisku, że mecze mają się odbyć na wschodzie. Pojawiła się propozycja, by obie ekipy ugoszczono na lodowisku w Winnipeg, ale koniec końców zagrano w Ottawie i Toronto, a Senators okazali się minimalnie lepsi w pięciomeczowym starciu.

To był ostatni tak znaczący sukces Metropolitans. W kolejnych latach na drodze do sukcesów stawały zespoły z Vancouver, a ostatecznie problemem stały się pieniądze, których brak doprowadził do upadku organizacji w 1924 roku. W mieście hokej nie przestał istnieć, choć jego rola znacząco zmalała. Gdy druga wojna światowa trwała jeszcze w najlepsze, w Seattle pojawiła się ekipa Ironmen (znana również jako Stars), która rywalizowała przez niespełna dziesięć lat w rozgrywkach półprofesjonalnej Pacific Coast Hockey League. Gdy w 1945 roku sięgali po mistrzostwo ligi w ich bramce stał Al Rollins, późniejszy świetny golkiper Maple Leafs i Black Hawks. Zawodnikiem Ironmen był również m.in. Fred Shero, który w latach 70. XX wieku dwukrotnie poprowadził już jako szkoleniowiec Philadelphia Flyers do Pucharu Stanleya.

Wraz z upadkiem PCHL w Seattle doszło do zmian. Pojawił się zespół Bombers, którego gwiazdą był Guyle Fielder – do dziś jest uważany za jednego z najwybitniejszych hokejowych strzelców, choć zagrał na lodowiskach NHL raptem sześć spotkań. Był jednak dla WHL tym, kim dla najważniejszej zawodowej ligi byli Gordie Howe czy Wayne Gretzky. Liczbą bez mała 2000 zdobytych punktów osiągnął status legendy Western Hockey League (gdy ta była jeszcze rozgrywkami seniorskimi).

W latach 50. hokej w Seattle mierzył się z ogromnymi problemami finansowymi i organizacyjnymi. Ze sportowej mapy miasta zniknęli najpierw Bombers, a trzy lata później Americans, którzy pojawili się na ich miejsce. Dopiero wraz z przyjęciem w 1958 roku nazwy Totems udało się dłużej funkcjonować w WHL. Wśród ówczesnych graczy znaleźli się m.in. dwaj późniejsi triumfatorzy Avco Cup (mistrzowskiego trofeum w WHA) w roli szkoleniowców – Marc Boileau, który zwyciężał z Quebec Nordiques oraz Tom McVie, wygrywający puchar z Winnipeg Jets.

Sukcesów na miarę tych, które były udziałem Metropolitans w drugiej dekadzie XX wieku, próżno jednak szukać w klubowych kronikach Totems. Na kartach historii tej organizacji pojawiają się jednak niezwykle ważne wpisy z połowy lat 70. minionego stulecia. Miejscowy biznesmen Vince Abbey zgromadził wokół siebie grupę osób, którym zamarzyło się uzyskanie od władz NHL prawa do utworzenia własnego zespołu, który rywalizowałby o Puchar Stanleya. W czerwcu 1974 roku ich starania zakończyły się pierwszym sukcesem – ówczesny prezydent ligi Clarence Campbell poinformował, że od sezonu 1976/77 w rozgrywkach pojawią się dwa nowe kluby z Seattle oraz Denver.

Ceną za uzyskanie tego prawa było wpłacenie początkowego depozytu w wysokości 180 tysięcy dolarów, a następnie właściwej opłaty wynoszącej 6 milionów USD. Abbey musiał również rozwiązać kwestię dotychczasowej umowy, w ramach której Totems byli klubem filialnym grających w NHL Vancouver Canucks. Ekipa z Kolumbii Brytyjskiej była przy tym częściowym udziałowcem zespołu z Seattle. Pomimo kilkukrotnego przesuwania terminu na dokonanie płatności przez Abbeya i jego wspólników, ostatecznie inwestorzy ze stanu Waszyngton musieli przyznać, że nie zdołają spełnić finansowych oczekiwań ligi.

Sam Abbey łatwo się jednak nie poddał i już niespełna rok później podjął kolejną próbę pozyskania dla swojego miasta miejsca w NHL. Wziął udział w aukcji, która była efektem postawienia w stan upadłości ekipy Pittsburgh Penguins w 1975 roku. Kwota nieco ponad 4 milionów dolarów okazała się jednak ponownie nie do przeskoczenia dla Abbeya, który na tej próbie nie zakończył swoich starań. Korzystając z problemów młodej organizacji California Seals, spróbował bezskutecznie odkupić ją kilka miesięcy później. Na więcej nie pozwoliły władze NHL, które w 1977 roku ostatecznie cofnęły zgodę na klub w Seattle. Abbey zaliczył jeszcze podejście do ligi WHA, ale i w tym przypadku nie zdołał zgromadzić dwumilionowego wkładu, co zakończyło starania kolejnym niepowodzeniem.

Działania Abbeya sprawiły, że ogromne kłopoty organizacyjne stały się udziałem Totems. Zespół przetrwał upadek WHL, ale w rozgrywkach sygnowanych logo Central Hockey League utrzymał się tylko przez rok. Wraz z ich upadkiem po raz pierwszy od dwóch dekad Seattle pozostało bez hokejowego profesjonalnego (bądź półprofesjonalnego) zespołu. W 1990 roku ponownie zebrała się jednak grupa lokalnych biznesmenów, którzy podjęli kolejną próbę uruchomienia w mieście drużyny NHL. Władze ligi sceptycznie jednak spoglądały w stronę stanu Waszyngton. Raptem 4 lata wcześniej zakończył się dopiero proces, jaki lidze wytoczył Vince Abbey, oskarżając NHL oraz organizację Canucks o nieprawne działania, które miały na celu storpedowanie jego starań o powołanie klubu. Choć proces biznesmen przegrał, to jego następcom mocno utrudniała ta trudna przeszłość z udziałem miasta Seattle relacje z ligą. Jak się okazało, kwota 50 milionów dolarów, jakiej oczekiwano od nowej franszyzy, była nie do pozyskania. Problemem była też hala KeyArena, która zdaniem władz NHL nie odpowiadała wymaganiom ligi (uważano, że zbyt wiele miejsc było z ograniczoną widocznością).

Przez ostatnie dwa dziesięciolecia XX wieku oraz dwie pierwsze dekady obecnego stulecia Seattle zostało pozbawione hokeja na choćby półprofesjonalnym poziomie seniorskim. Kibice musieli się ograniczyć do oglądania zmagań juniorskich, w których uczestniczyły zespoły Ravens, Totems oraz najbardziej znani Thunderbirds. Już za nieco ponad dwa lata sytuacja się diametralnie zmieni – na lodowiskach NHL pojawi się ekipa z Seattle, której w mieście przyjdzie jednak rywalizować o kibicowskie względy ze świetnie rozpoznawalnymi futbolowymi Seahawks czy bejsbolowymi Mariners. Hokej w tym mieście jest jednak obecny od ponad stu lat i spokojnie może liczyć na grono oddanych fanów, którzy w ostatnich dziesięcioleciach mogli żyć jedynie historią.

*wiem, wiem, Alaska…