Przedstawiamy opowieść spisaną przez kanadyjskiego dziennikarza, który postanowił spędzić cztery dni w amerykańskiej trzeciej lidze hokeja ECHL. Scott Wheeler przekonał się na własnej skórze, towarzysząc ekipie Brampton Beast, jak wygląda życie na tym poziomie hokeja, gdzie podróże są tak samo długie jak w NHL, lecz bardziej męczące, a wypłaty dużo niższe niż się wam wydaje. Amerykański sen? Na pewno nie w ECHL. Jednego jednak tym wszystkim ludziom nie brakuje – pasji do hokeja i chęci spełnienia marzeń… o NHL!

Dziś pierwsza z czterech części opowiadania:


 

Jak byś zdefiniował in one? – zapytałem Colina Chaulka, trenera Brampton Beast. Siedzieliśmy w jego biurze, tuż przed zakończeniem okrutnie trudnej serii wyjazdowej. Drużyna rozgrywała trzy mecze w trzy dni.

A jak się w tej chwili czujesz? – Uśmiechnął się pod nosem. Wiedział, że prawie nie spałem przez trzy dni.

W ciągu ostatnich trzech miesięcy spędziłem z Bestiami sporo czasu i określenie in one padało mnóstwo razy z ust zawodników i kadry. To jest ich wezwanie do walki, ich okrzyk bojowy. Podnosi na duchu i pozwala odbić się od dna.

Ale dopiero wtedy – po ponad 80 godzinach dzielenia trudów i znoju z najniżej notowaną drużyną ECHL – dopiero wtedy zrozumiałem, co to znaczy być in one.

In one to uczucie. To wynik życia w ECHL – lidze, gdzie słabo płacą, dwa piętra poniżej NHL. To wynik niedoboru snu i długich podróży autobusem, w trakcie których wszystko, co może pójść źle, idzie źle. To robienie tego, co kochasz, za ułamek pensji profesjonalnych sportowców oraz poświęcenie wszystkiego innego w pogoni za marzeniami.

To opowieść o tym, jak poczułem się in one. Ale to także opowieść o hokeistach, którzy zawsze znajdują się w tym stanie, o drużynie i lidze, które rzadko kto naprawdę rozumie.

===

Brampton, Ontario

Moja przygoda z Bestiami zaczęła się w listopadzie. Chciałem wziąć udział w treningu zanim pojadę z nimi w styczniowy road trip.

A zawodnicy zadbali, żebym w pełni doświadczył ich hokejowego życia.

W ciągu moich pierwszych kilku minut w Powerade Centre dostałem dwie grzywny.

Ej, ej, uważaj, Scott! – wrzasnęli na mnie chórem, bo nadepnąłem na logo drużyny, kiedy przed treningiem szedłem w stronę mojej półki. Wyznaczyli mi miejsce na ławce obok kontuzjowanego Tysona Wilsona i obrońcy Williego Corrina, więc tam też zrzuciłem torbę i sprzęt.

Komórka, Wheelsy! Żadnych komórek w szatni! – krzyknął napastnik Stefan Fournier pół minuty później. – Dopiszcie mu tę karę na tablicy!

Na ścianie wisi biała tablica z rachunkiem, ile pieniędzy są winni zawodnicy i kadra.

Obok jest tablica korkowa z listą przewinień. Grzywnę można dostać za spluwanie tytoniu do żucia do koszy na śmieci, za niewyrzucenie butelek plwocin, niestosowanie się do dress code’u na domowych meczach, za nadepnięcie logo, spóźnienie czy nieposprzątanie kuchni, kiedy przychodzi twoja kolej. Dodatkowo pierwszoroczniacy płacą za niepozbieranie krążków po treningu i nieposprzątanie autobusu po road tripie.

Skorzystanie z toalety w autokarze też ma swoją cenę – oferta „2 w cenie 1” za 100 dolarów.

Chaulk wszedł do szatni.

Krążek na kiju, a ciało na tego kolesia. – Wskazał na mnie, na intruza. – Nie oszczędzajcie go.

Ubrałem zieloną bluzę z logo Beast (zwisała mi prawie do kolan) i wyszedłem na lód. Nie było już odwrotu. Może i ci zawodnicy grają w ECHL, ale są jednymi z najlepszych na świecie. Mogłem to sprawdzić tylko w jeden sposób – zagrać z nimi.

Wielu z nich spokojnie mogłoby występować w AHL. Beast jest najniższą afiliacją Montreal Canadiens, ale służy też jako zaplecze Belleville Senators, klubu farmerskiego Senatorów z Ottawy.

W tym sezonie sześciu zawodników z ECHL ubrało bluzy Canadiens (Jordie Benn, Al Montoya, Byron Froese, Brandon Davidson, Mark Streit i Torrey Mitchell). Wielu hokeistów, z którymi tamtego dnia wyjechałem na lodowisko, wierzy, że mogą iść w ich ślady.

Nie spierdol tego, Scotty! – Chaulk krzyknął do mnie z drugiego końca lodowiska. Tuż potem źle skręciłem i pomyliłem drogę w trzecim ćwiczeniu.

Tak się złożyło, że brałem udział akurat w treningu, na który drużyna wynajęła dodatkowego trenera specjalizującego się w pracy nad konkretnymi umiejętnościami – Tim Turk przeprowadził 40-minutowe zajęcia. Przed każdym ćwiczeniem poświęcił pięć sekund na nabazgranie skomplikowanej trasy na małej tablicy i wydanie kilku krótkich komend. Jeśli nie wiesz, co masz robić, wszyscy na ciebie najeżdżają. Za każdym razem ustawiałem się na końcu kolejki, żeby się upewnić, czy wiem, gdzie jechać i co robić, ale i tak popieprzyłem drogę po niecałych 15 minutach zajęć.

No dalej, Scotty – powiedział center Alex „Fozy” Foster. – Sam się w to wpakowałeś, to teraz jedź.

Dawaj, stary, twoja kolej – zachęcał mnie podczas kolejnego ćwiczenia napastnik Jackson „Leefer” Leef. Często sprawdzał, czy wszystko ze mną w porządku. – Chłopie, wybrałeś sobie zły dzień.

Po raz drugi trening wstrzymano na chwilę z mojego powodu, bo strzeliłem gola i zawodnicy podjechali, żeby mi pogratulować. Ćwicząc sytuację dwóch na jednego, dobiłem strzał napastnika Brandona „Dickeya” MacLeana. Krążek odbił się od parkanów bramkarza, Marcusa Hogberga – zawodnika z największymi nadziejami na grę w NHL. Podejrzewam, że specjalnie skierował gumę w moją stronę, nawet wiedząc, że koledzy nie będą mu szczędzić drwin.

Przyjemna odmiana po tamtych grzywnach, co? – krzyknął MacLean.

Od kiedy skończyłem sześć lat przynajmniej raz w tygodniu gram w hokej, a mimo to pod koniec treningu brakowało mi tchu.

Zupełnie inny poziom. Profesjonaliści.

W szatni Frederic „Freddy” Lemay, 26-letni manager ds. transferów, poklepał mnie po ramieniu i zwrócił się do zawodników:

Ten facet chyba już nas nie chce nigdy widzieć po takim wycisku. – Spojrzał na mnie. – Ależ sobie wybrałeś!

Wybrałem sobie też zły road trip.

===

Dzień pierwszy: tył autokaru, trasa do Allentown w Pensylwanii

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni15 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni72 zł
Anuluj

2 KOMENTARZE