Na starym lodowisku w Rankin Inlet na północno-zachodnim krańcu Zatoki Hudsona zebrały się prawdziwe tłumy. John Voisey siedział na ławce kar, niespokojny, ale zwarty i gotowy. Czekał na tę chwilę całe swoje życie. Odkąd pamięta legenda Jordina Tootoo dawała mu wiarę w sens marzeń. Za chwilę miał spotkać się z nim na jednej tafli.

Tootoo wjechał do tercji przeciwnika, Voisey był tuż za nim. Tysiące myśli wypełniały jego głowę. Szukał jakichś słów, żeby odezwać się do swojego bohatera. No i wypalił „Pieprz się Jordin Tootoo! Jesteś gównem!”. To było jak strzał z karabinu. Raz, dwa i słowa wypłynęły z ust. Nie da się już tego cofnąć. Jaka była odpowiedź? Praktycznie żadna. Po prostu szczery uśmiech. Voisey stwierdził, że to było niesamowite. Powiedział, że jego marzenie się spełniło, a niefortunne zachowanie wywołane zostało potwornym stresem. Jak przyznał, Tootoo to jego wzór do naśladowania.

Obrażony słownie hokeista to pierwszy Inuita w NHL. Śpieszę wytłumaczyć, że Inuici to grupa rdzennych ludów obszarów arktycznych i subarktycznych Grenlandii, Kanady, Alaski i Syberii.

18-letni Voisey wsiadł na swój skuter i jechał trzy godziny przez ośnieżoną tundrę z odległej wioski Zatoki Wielorybów. Wraz z nim podróżowało jeszcze pięciu przyjaciół skulonych na doczepionych do pojazdu saniach. Cała eskapada miała na celu uczestnictwo w jednym z niewielu turniejów, w których mają okazję rywalizować drużyny z terytorium Nunavut. Okazja była wyjątkowa, bowiem swój udział zapowiedział Tootoo.

Tootoo zakończył jesienią karierę w NHL po trzynastu latach gry w najlepszej lidze świata. Powrócił do Rankin Inlet witany w glorii bohatera. Nie mniejszej niż te, kiedy w swoje rodzinne strony zawitali Wayne Gretzky urodzony w Brantford w prowincji Ontario, czy też Sidney Crosby pochodzący z Cole Harbour w Nowej Szkocji. Pod kilkoma względami Tootoo dla swojej lokalnej ojczyzny jest jeszcze większą ikoną niż tamci dwaj. Wszystko przez to, że to jedyny człowiek z terytorium Nunavut, który dotarł na szczyt, a trzeba pamiętać, że to miejsce rozkochane jest w grze gumowym krążkiem. Hokej to centralna część życia tam.

Tootoo wśród tumultu oklasków i gwizdów pojawił się na lodzie w bluzie z numerem 22, takiej samej jaka wisiała przy stalowej krokwi pod dachem hali. Zresztą motyw tej liczby przewijał się na strojach wszystkich uczestników Memoriału Terence’a Tootoo. Jordin w tym momencie nie skupiał się na powitaniu go jako powracającego bohatera, ale przede wszystkim chciał upamiętnić tego, któremu nigdy nie udało się powrócić do domu.

Kiedy byli dziećmi, Terence zawsze dbał o młodszego brata, sprawdzając czy jest dostatecznie ciepło ubrany, po czym przewieszał przez ramię torbę ze sprzętem, układając w odpowiednio wygodny sposób pasek i mówił „Ok, idziemy”. Jordin zabierał swój ekwipunek, naśladując dokładnie ruchy starszego brata, tak samo poprawiając pasek od torby i ruszali w drogę na trening.

Przemierzali codziennie tę samą trasę smagani mrozem północy. Mijali ulicę, na której rozgrywali mecze hokejowe, dalej kosz na śmieci niemiłosiernie poobijany od ćwiczenia celności strzałów. Potem przechodzili pomiędzy dwiema szkołami i w dół przez małe, zamarznięte jezioro w centrum Rankin Inlet. Starszy o trzy lata Terence zawsze szedł pierwszy, osłaniając brata przed ostrym zimowym wiatrem. Często, gdy dochodziło do zamieci, Terrence sadzał Jordina na sankach i ciągnął go, gdyż byłoby mu ciężko iść przy wietrze wiejącym z siłą 50 kilometrów na godzinę. Czasami bywało też tak, że Terence szedł tyłem do kierunku drogi, którą znał na pamięć.

Singiituq Complex, czyli budynek lodowiska to beżowe pudełko obite cynowym sidingiem ze zwisającymi soplami z dachu pokrytego śniegiem. Często temperatura wewnątrz nie różniła się od tej na dworze. W hali nie dało się wyczuć nawet najmniejszej namiastki dobrobytu. Minimalizm posunięty do granic możliwości. Co do samego lodu to jego struktura delikatnie mówiąc była mocno niejednolita. W niektórych miejscach było twardo, w innych miękko, a jeszcze gdzie indziej stała woda.

Bracia spędzali tam mnóstwo czasu. Często ze swoim ojcem Barneyem, który pracował nad rozwojem ich łyżwiarskich umiejętności, ale również z przyjaciółmi. Cóż to były za pojedynki, pełne walki, bójek, zapalczywości.

Lodowisko znajduje się w samym sercu Rankin Inlet, podobnie jak w wielu małych miejscowościach na północy kraju. Zostało zbudowane w połowie lat osiemdziesiątych, aby zastąpić starą taflę, która znajdowała się na naturalnym lodzie i została zmodernizowana w latach 70-tych, gdyż pierwotnie była odkrytym obiektem wypełnionym wodą z jeziora. Oczywiście takie naturalne miejsca do gry nadal pojawiają się każdej zimy. Zresztą lodowisko było tam, gdzie przyjaciele i rodziny gromadziły się w weekendy i wieczory, aby kibicować albo samemu grać. Ci wszyscy ludzie byli świadkami tego jak rozwija się na ich oczach legenda Tootoo. Utalentowany Terence zadziwiał ich szybkością oraz niesamowitymi umiejętnościami. Potrafił uderzyć krążek na jednym końcu tafli, tak aby przeleciał przez całą długość lodowiska i wylądował dokładnie w środku bramki. Jordin, zawsze grał ze starszymi dzieciakami. Był szybki i nieokrzesany. Kiedy miał 12 lat, wyrzucił za bandę przeciwnika z Yellowknife mierzącego ponad 190 centymetrów.

Pomimo, iż talent braci dawno już przerósł malutkie lodowisko w rodzinnym mieście, to czas spędzany tam miał szczególne znaczenie. Przede wszystko był alternatywą dla domu pogrążonego w alkoholizmie. Ich rodzice, Barney i Rose byli i nadal są poważanymi ludźmi w lokalnej społeczności. Matka to twarda kobieta o ukraińskich korzeniach. Dorastała w Manitobie. Barney to uroczy mężczyzna i dobrze zapowiadający się hokeista z Churchill w północnej Manitobie. Rodzice Terence’a i Jordina postanowili opuścić swoje domy i przenieść się w poszukiwaniu pracy bardziej na północ do Nunavut. Los przywiódł ich w końcu do Rankin Inlet. Zarówno bracia, jak i ich starsza siostra Corinne byli powszechnie znani i doceniani wśród miejscowych. Rodzina wydawała się być kompletna i zadowolona. To tylko pozory, bowiem za zamkniętymi drzwiami rozgrywał się alkoholowy dramat.

Gorzała była rutynową częścią życia w domu Tootoo, szczególnie w weekendy. Jordin dołożył wszelkich starań, aby przebywać tam jak najrzadziej, zwłaszcza gdy rodzice kłócili się ze sobą. Podobnie jak w momentach, gdy jego ojciec znany raczej ze spokoju i opanowania, które prezentował przede wszystkim podczas polowań, zamieniał się pod wpływem alkoholu w prawdziwego potwora. Towarzyszyła temu agresja, a niejednokrotnie również przemoc fizyczna.

Picie czasami wychodziło również poza mury domu. Jordin pamięta, że mając 10 lat matka budziła go i Terence’a w środku nocy każąc im sprowadzić ojca do domu, który „zasiedział się” gdzieś. Bracia w temperaturze minus 50 stopni Celsjusza przemierzali puste ulice, szukając Barneya, a następnie próbując namówić go do powrotu wraz z nimi do rodzinnych pieleszy.

Terence pełnił w domu bardzo ważną rolę w odniesieniu do Jordina. Był jego opiekunem, szczególnie w sytuacjach przepełnionych agresją, ale również próbując osłaniać go przed wszystkimi skomplikowanymi relacjami w ich rodzinie. Pomimo wszystko był zawsze blisko swoich rodziców, często stając się rozjemcą w momentach kiedy ich wściekłość brała górę nad zdrowym rozsądkiem. Ta rola była przez niego odgrywana regularnie. Rodzice potrafili wybuchać z byle powodu. Wystarczyło, że chłopcy na przykład wrócili za mocno przemoczeni. Niestety alkohol niszczył tych ludzi z każdym dniem coraz bardziej.

Kiedy przyjaciele chcieli odwiedzić braci, ci wymyślali najróżniejsze powody, żeby do tego nie doszło. Zazwyczaj byli ostatnimi, którzy kończyli grę w ulicznego hokeja. Ta dyscyplina okazała się najlepszą ucieczką od domowego piekła. Można było zatracić się w niej, zapomnieć o tym, co nieprzyjemne.

Hala stała się dla nich drugim, szczęśliwszym domem. Kiedy Jordin był mały starał się być jak najbliżej każdego wydarzenia na lodowisku. Z uwagą obserwował ojca, sposób w jaki obwiązywał swoje łyżwy, jak zakładał ochraniacze po to, by za chwilę być jednym z aktorów prawdziwych wojen, jakimi były mecze oldbojów. Przyglądał się również Terence’owi. Jego sile, stylowi i nieustępliwości w grze. Starszy brat pozwalał mu być naprawdę blisko siebie, a nawet zapraszał do gier ze swoimi rówieśnikami. Wdzięczny Jordin wiernie naśladował swojego pierwszego bohatera. Terence ustalił z młodszym bratem, że zawsze zaprosi go do gry, ale porachunki na lodowisku musi załatwiać sam. Brat nie będzie udzielał mu ochrony podczas meczów. Za każdym razem gdy starsi chłopacy  poniewierali nim, podrywał się szybko z powrotem, będąc gotowym do dalszej rywalizacji.

Po słynnej akcji z turnieju w Yellowknife, jako trzynastolatek został zaproszony do gry z drużyną w Fort Providence położonym na terenie Terytoriów Północno-Zachodnich. Zaczął być zauważany, a kiedy usłyszały o nim ośrodki treningowe z południa, szybko został zaproszony na testy, które miały przesądzić o jego dołączeniu do drużyny ze Spruce Grove niedaleko Edmonton.

Pozostając z dala od domu Jordin stale kontaktował się z bratem. W praktyce oznaczało to wysyłanie telefaksów. W międzyczasie Terence również wylądował na południu. Był gwiazdą drugoligowej drużyny juniorskiej Opaskwayak Cree Nation Blizzard z miejscowości The Pas położonej w Manitobie. Blizzard trzykrotnie z rzędu z Tootoo w składzie zdobyli puchar na szczeblu regionalnym. W dwóch ostatnich sezonach w tym zespole Terence pełnił funkcję kapitana i był jej najskuteczniejszym zawodnikiem.

Jordin został wybrany w drafcie WHL przez Brandon Wheat Kings. Kiedy nie udało mu się jako 15-latkowi znaleźć miejsca w składzie tej drużyny, przeniósł się do The Pas, aby zagrać u boku swego brata z przeciwnikami starszymi nawet o sześć lat. Jordin wspomina tamten sezon jak ten, który przyniósł mu najwięcej radości. Zespół miał odpowiedni potencjał i zakończył rozgrywki z kolejnym tytułem mistrzowskim. Życie toczące się poza lodowiskiem było wtedy jedną wielką niekończącą się imprezą. Picie było zajęciem codziennym wśród juniorów, a Jordin starał się jak mógł dorównać swoim starszym kolegom. Zabawa trwała do momentu, aż starszy brat odesłał go do domu. Terence dalej czuł odpowiedzialność za niego i działał jak bufor bezpieczeństwa.

W The Pas bracia znów mogli znaleźć w sobie oparcie. Udało im się wyrwać z Rankin Inlet, które kojarzyło im się  z agresją oraz przemocą. Niestety ich gra w tym samym klubie trwała zaledwie sezon. Jordin już jako 16-latek został zawezwany przez Wheat Kings, stając się tam jednym z najlepszych zawodników. Wydawało się, że drzwi z napisem „NHL” stoją przed nim otworem. Po zakończeniu drugiego sezonu w Brandon został draftowany przez Nashville Predators. W następnej kampanii, którą spędził również w Wheat Kings strzelił 32 gole oraz zaliczył 39 asyst, zostając liderem punktowym zespołu. Na ławce kar spędził wtedy aż 272 minuty.

W tym samym sezonie Terence znalazł miejsce w Roanoke Express z ligi ECHL. Była to nieduża drużyna zawodowa z siedzibą w Virginii. Został pierwszym Inuitą, który zarabiał na życie grając w hokeja. Kibice go uwielbiali. Był bardzo szybki, a do tego niezwykle waleczny, co w lidze pokroju ECHL zawsze było kwestią nadrzędną. Nie odpuszczał nigdy swoim przeciwnikom, a jeżeli decydowali się na bójkę z nim, to najczęściej kończyli oszołomieni mocnym lewym, którym dysponował Terence.

Po sezonie w Ranaoke uderzył do Brandon, gdzie dołączył do swojego młodszego brata. Spędzili razem lato, przygotowując się do kolejnych rozgrywek, które miały ich przybliżyć do spełnienia marzeń. Terence miał szansę na przeniesienie się do Norfolk Admirals w lidze AHL, a Jordin wciąż uważany był za jednego z najlepszych graczy młodego pokolenia wiązanego coraz częściej z NHL. Byli o krok od hokejowego raju.

Malowidło nad drzwiami Singiituq Complex opowiada ciąg dalszy. Obok słów „Rankin Inlet – dom Jordina Tootoo” z jego imieniem i nazwiskiem zapisanym w języku eskimoskim (Inuktitut) znajduje się podobizna hokeisty w bluzie reprezentacji Kanady i numerem 22.

To wspomnienie roku 2002, kiedy to Jordin wystąpił na mistrzostwach świata juniorów, gdzie pokazał się jako hokejowy szaleniec z niespożytymi siłami. Jeśli jeszcze ktokolwiek w Nunavut miałby wątpliwości, czy aby młodszy z klanu Tootoo jest bohaterem, to w Halifaxie nikt nie śmiał nawet poddawać tego w wątpliwość. Kanadyjczycy zdobyli na własnym terenie srebrne krążki, ulegając w finale Rosji. Swoją drogą, w czasie tamtego turnieju Jordin grał kijem, na którym napisał nazwę miejsca skąd pochodzi. Wcale jednak nie było łatwo. Miewał wątpliwości, a to, że wytrwał, to spora zasługa starszego brata, który mocno mu kibicował i zachęcał do pójścia na całość.

Siedemnaście lat później przeszedł przez wypełniony korytarz i przekroczył próg drzwi, nad którymi wisiało słynne malowidło hokeisty z numerem 22, a obok znajdowała się w ramce bluza Nashville Predators z jego nazwiskiem. Przywitali go ludzie, którzy pamiętali jak był bardzo młody. Zewsząd spoglądały na niego znajome twarze. Każdy chciał mu uścisnąć dłoń. Młodzi gracze nie odstępowali go nawet na krok. Byli z nim wszędzie. Niektórzy z nich potrafili wyrecytować na pamięć skład kadry narodowej U20 na mistrzostwach świata. Kilku kojarzyło jego rywali z NHL, takich jak Jarome Iginla, czy Sean Avery.

„Jordin!” zawołał mały chłopiec w domowej roboty żółto-czarnej kurtce Pittsburgh Penguins, kiedy Tootoo minął go w drodze do szatni. „Czy to był Jordin?” zapytał swojego przyjaciela zszokowany malec. Były gracz Predators to żywa legenda dla Inuitów. Trudno wręcz opisać jego wpływ na Nunavut i młodzież Eskimosów, którzy dorastali podziwiając go. Telewizyjne transmisje z NHL to jedyny sposób dla nich, aby zetknąć się z najlepszą ligą świata. Raczej żaden z nich nie zawita w jej szeregi. Tootoo jest jedynym z tego narodu, któremu udało się. W czasach takich ikon jak Aleksandr Owieczkin, czy Sidney Crosby, Eskimosi mieli swojego przedstawiciela w NHL, chłopaka, który jest spośród nich.

Chłodna ocena pokazuje, że kolejny Inuita w lidze może pojawić się nieprędko, ale zostawmy wyrachowane kalkulacje. Dla ziomków Tootoo jest on wielkim przykładem tego, jak jednak marzenia mogą się spełniać. To czego dokonał działa jak woda na młyn, napędzając jeszcze mocniej pasję do hokeja, która towarzyszy ludziom z Rankin Inlet. Dla jasności, tak naprawdę hokej odgrywa kluczową rolę dla społeczności rozrzuconych po terytorium Nunavut. Tradycja przekazywana jest tam z pokolenia w pokolenie. Mniejsze dzieci obserwują starsze, rywalizujące w różnych lokalnych turniejach i marzą o przejęciu pałeczki po nich pewnego dnia.

W Whale Cove, gdzie liczba mieszkańców nie przekracza pół tysiąca, grupa mężczyzn gra tylko przeciwko sobie, dzieląc się na dwa zespoły, bowiem w okolicy nie ma innych drużyn, z którymi mogliby się zmierzyć. Na malutkim lodowisku, które mają do dyspozycji zawsze na ścianach widoczny jest szron, szyby na bandach są wiecznie zamglone, a nad jednym końcem tafli niezmiennie unosi się jasna chmura. Tam jest jak w zamrażarce. Ale to w żaden sposób nie umniejsza pasji takich zawodników jak napastnik Simon Enuapik, czy bramkarz David Oklaga. Dla obu hokej jest największą miłością, którą dzisiaj muszą dzielić z polowaniami na renifery tundrowe (Karibu).

Jak przyznaje Oklaga hokej to

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł
Anuluj

1 KOMENTARZ

  1. Wooooow wooooow wooooow genialny tekst o mega interesujacej mnie rzeczy, moj przyjaciel byl nawet na takim turnieju na Baffin Island jak szedl z buta z Grenlandii do Kanady. Świetna robota, Bardzo dziękuję za tłumaczenie, duzo bym dal za ta książke wydana na jezyk Polski.