Play-offy to specyficzny czas, w którym decydują się losy ligowej rywalizacji. Tu każdy błąd kosztuje bardzo dużo i może być już nie do odrobienia. To w rozgrywkach postsezonowych rodzą się prawdziwe gwiazdy, a historie rywalizacji opowiadane są długimi latami. Nie tylko dla zawodników to coś szczególnego. Wiele ciekawych historii wiąże się również z trenerami. Warto je poznać.

Ach, ten pierwszy raz

Pierwszy raz zostaje w głowie najmocniej. Nie inaczej było w przypadku Petera Laviolette’a prowadzącego New York Islanders, który w 2002 roku w swoim play-offowym debiucie wpadł na Pata Quinna i jego Toronto Maple Leafs. W tamtej siedmiomeczowej serii było wszystko, włącznie z zawieszeniem Shayne’a Corsona z „Klonowych Liści” za kopnięcie Erica Cairnsa i zaproszeniem wystosowanym do mediów przez dyrektora generalnego „Wyspiarzy” Mike’a Milbury’ego na konferencję prasową prezentującą wszystkie faule ekipy z Toronto, które uszły im na sucho. Głównym bohaterem prezentacji był obrońca Bryan McCabe.

Laviolette wspomina tamtą rywalizację jako coś niesamowitego. Śmieje się, że jako pierwszoroczniakowi od razu trafiła mu się seria pełna „wojenek” i podtekstów. Trener zachwycony był zarówno samym rywalem, z którym przyszło się zmierzyć, jak również atmosferą spotkań w Toronto, ale docenił także, a może przede wszystkim, to co robili fani na Long Island. Seria toczyła się na pełnym dystansie, a mecze w Nassau Coliseum odbywały się w takiej wrzawie, że Laviolette nie słyszał własnych myśli. Mecze były niezwykle zacięte. Trwała prawdziwa ostra walka. W powietrzu aż kipiało od adrenaliny. Amerykański szkoleniowiec wspomina tę serię jako naprawdę dobrą.

Obecny trener Nashville Predators, który jako drugi coach z USA uzbierał 600 zwycięstw w sezonach regularnych podkreśla, że nauczył się wtedy wiele. Zrozumiał, że podstawowym problemem trenera w czasie play-offów jest kwesta jak odwrócić kartę. Jeżeli zespół wygra to trzeba go sprowadzić na ziemię, żeby za bardzo nie uwierzył, że jest aż tak dobry, a jeżeli przegra to musisz go natchnąć wiarą i nadzieją. Kolejne mecze już za pasem, a zatem czasu jest niewiele. Wszystko dzieje się w szaleńczym tempie i pod dużą presją.

Laviolette mówi, że teraz mając już spore doświadczenie postsezonowe naprawdę docenia to kiedy następnego dnia po meczu wstaje i świeci słońce. To moment, który pozwala zapomnieć na chwilę o tym co było, niezależnie od tego, czy mecz był wygrany, czy przegrany.

Dla Barry’ego Trotza pierwsze chwile z play-offami to był w znaczeniu dosłownym wyścig autobusowy. Prowadzeni przez niego Nashville Predators, debiutujący w rozgrywkach postsezonowych trafili w pierwszej rundzie w 2004 roku na potężnych Detroit Red Wings. Po dwóch meczach otwierających w stolicy motoryzacji „Czerwone Skrzydła” prowadziły 2-0. Rywalizacja przeniosła się do miasta muzyki country, gdzie obie drużyny podróżowały do hali w tym samym czasie. Trotz wymyślił sobie, że skoro tak wyszło, to można zrobić wyścig, a jeśli autobus Predators zamelduje się na miejscu jako pierwszy, kierowca otrzyma sto dolców. Miał to być taki sposób na zmotywowanie zawodników i pokazanie im, że Red Wings można wyprzedzić. Tak się stało, a hokeiści Nashville nakręcili się do tego stopnia, że wygrali trzy kolejne mecze.

Trotz opowiada, że ta cała akcja z wyścigiem miała na celu pokazanie jego chłopakom, że tak jak na drodze, tak i na lodzie dopadną rywala, a następnie zostawią w tyle. Trener wspomina, że nie mieli nic do stracenia. Brakowało im atutów jako drużynie i jako indywidualnościom. Ekipa z Detroit była bardzo dobra. Trotz stwierdził, że potrzeba jakiegoś namacalnego sukcesu, prawdziwego pokonania Red Wings w czymkolwiek, czemu posłużył słynny wyścig.

Bruce Boudreau trafił na trenerską ławkę w NHL po 17 latach prowadzenia zespołów w niższych ligach zawodowych. Przejął Washington Capitals dokładnie w Dniu Dziękczynienia w 2007 roku. W sezonie zasadniczym wszystko szło jak z płatka, ale play-offy to jest inna para kaloszy. Sam zainteresowany jasno zaznacza, że nauczyło go to więcej, niż pozostałe doświadczenia trenerskie. Jego zdaniem nie da się zagrać play-offów na takim samym poziomie jak grało się w rozgrywkach regularnych. Zespół musi dodać co najmniej 20 procent do swojej jakości. Boudreau nie bał się wygłosić publicznie zdania dotyczącego tak bardzo chwalonej w tym sezonie Tampa Bay Lightning. W momencie, gdy „Błyskawica” goliła kogo popadnie w lidze, 64-latek powiedział, że jeśli w play-offach ograniczą się jedynie do zachowania tego poziomu to przepadną z kretesem. Prorok, czy co?

Wiedział, co mówi, bo pamiętał jak Capitals po zdobyciu pod jego wodzą Pucharu Prezydentów w sezonie 2009/10 pożegnali się zaraz na wstępie play-offów w siedmiu pojedynkach z Montreal Canadiens. Boudreau jako przyczynę porażki podał fakt, iż drużyna została na dotychczasowym poziomie, a Kanadyjczycy zagrali dużo lepiej niż w rozgrywkach zasadniczych.

Trotzowi aż do 2011 roku nie udało się wygrać żadnej serii play-offowej, ale za to w poprzednim sezonie odbił sobie z nawiązką doprowadzając waszyngtończyków do pierwszego w historii Pucharu Stanleya. 56-latek wspomina, że na początku jego przygody z rozgrywkami postsezonowymi prowadzeni przez niego Predators nie dysponowali taką głębią składu, którą można by przeciwstawić rasowej drużynie Detroit Red Wings. Stwierdził, że do błędów ciężko się nieraz przyznać przed samym sobą, ale na końcu i tak wszystko weryfikuje wynik.

Trotz szukał przyczyn kolejnych porażek w następnych play-offach i rozpytywał wśród członków swojego sztabu trenerskiego, co ich zdaniem było nie tak. Ku swojemu zdziwieniu usłyszał, że musi popracować nad kontrolowaniem swoich emocji. Skomentował to po latach stwierdzeniem, iż gdy dopada cię porażka, to zaczynasz mniej gadać, a więcej słuchać. Stwierdził, że to trudne, bo przecież w charakterze pracy trenera leży ciągłe instruowanie i wytyczanie ścieżki, stanie ponad grupą, wyznaczanie kierunku. Późniejsze zetknięcie z krytyką innych jest jak kubeł zimnej wody, tyle nieprzyjemne, co jednak potrzebne.

Trenerowi Jonowi Cooperowi, który poprowadził w tym sezonie Tampa Bay Lightning, gdy mowa jest o debiucie w play-offach, na myśl od razu przychodzi jedna osoba. To Dale Weise. Twierdzi, że to wystarczające, aby oddać cały klimat dogrywki pierwszego meczu w 2014 roku.

Cooper w swoim debiutanckim pełnym sezonie za sterami „Błyskawicy” wprowadził ją do play-offów ze zdobyczą 101 punktów z rozgrywek zasadniczych. W pierwszym występie postsezonowym jego drużyna dwa razy prowadziła jedną bramką i dwa razy musiała nadrabiać stratę, żeby zapewnić sobie udział w dogrywce. Po takich dramatycznych przejściach wszystko gruchnęło, gdy Weise w końcówce dodatkowego czasu gry zapewnił zwycięstwo Montreal Canadiens. Jak to określił Cooper, kolejne trzy mecze były tylko jak przygoda na zjeżdżalni, czyli cały czas w dół.

Przegrana do zera na inaugurację wywarła na Cooperze spore wrażenie, choć jak pokazuje historia najnowsza mądrości z tego za wiele nie wyciągnął. Urodzony w Kanadzie trener z amerykańskim paszportem mówi, że pamięta z tamtego wydarzenia, iż został po prostu zmiażdżony. Było to uczucie nieznane mu dotąd. Twierdzi, że bardzo rozczarowujące, ponieważ najpierw miał swoje pierwsze pół roku w lidze, walcząc udanie dzień za dniem, a potem cała przygoda zakończyła się w sześć dni. Powiedział, że ludzie mówią, iż play-offy długo trwają, tymczasem on nawet nie zdążył dobrze zacząć, a już miał wakacje. Jego zdaniem czas w tych rozgrywkach leci jakoś dwa razy szybciej.

A po wszystkim i tak najgorsze spada na trenera. To on jest winny wyniku zespołu i musi się zmierzyć z całym ciężarem sytuacji. Cooper stwierdził, że nie wie jakie trzeba by mieć ego, żeby spojrzeć w lustro po porażce i powiedzieć, że to nie moja wina. Z perspektywy czasu stwierdza, że w tym pierwszym sezonie pracy, chyba zbyt mocno emocjonalnie podchodził do wszystkiego, zarówno w części zasadniczej, jak i postsezonowej. Zachowywał się, jakby unosił się na falach. Porażki przeplatały się z wygranymi. Jeden wielki kocioł. Dziś uważa, że zabrakło w tym wszystkim spokoju i rozsądku. W końcu to rolą trenera jest bycie opanowanym i trzymanie steru. Kiedy w play-offach trenerem zaczynają rządzić emocje, to drużyna wyczuwa to momentalnie, podążając za tym, co jest raczej początkiem końca.

Życie w czasie play-offów

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni15 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni72 zł
Anuluj