NHL dominuje w sposób niezaprzeczalny. Najlepsi zawodnicy, najwyższy poziom, największe pieniądze, najdłuższe tradycje. Czyż może być coś ważniejszego niż wygrać całą rywalizację w tej lidze i wznieść Puchar Stanleya? Jaki jest ten hokejowy Święty Graal?

Jest rok 1888. Do brzegów Kanady dobija olbrzymi statek, a na jego pokładzie Frederick Arthur Stanley, piastujący urząd Lorda Preston. Poddany Królowej Wiktorii nie wybrał się za Ocean bynajmniej w celach turystycznych, ale aby wypełnić misję monarchini i zostać gubernatorem generalnym swojej nowej ojczyzny. Ten zaszczyt przewidywał pięcioletnią kadencję, ale pan Stanley zapisał się w annałach sportu, a hokeja na lodzie w szczególności po wsze czasy.

W 1892 roku ufundował nagrodę o nazwie Puchar Dominion Hockey Challenge (z czasem przemianowaną na Puchar Stanleya), o którą do 1909 roku walczyli amatorzy, a później pałeczkę przejęli gracze mający status zawodowców.

Paradoksem jest, że sam pomysłodawca i fundator nigdy nie obejrzał żadnego meczu, w którym drużyny walczyły o wykreowaną przez niego nagrodę. Pomimo, iż jego kadencja jako generalnego gubernatora Kanady wygasała we wrześniu 1893, już 15 lipca tego roku wrócił do rodzinnej Anglii. W kwietniu zmarł bowiem jego starszy brat Edward i Frederick Stanley zobowiązany był do objęcia po nim tytułu 16. hrabiego Derby, co wykluczało możliwość jego życia na kontynencie północnoamerykańskim.

Jednym z założeń Lorda Stanleya było to, że każda z drużyn, która zdobędzie trofeum będzie mogła swoim własnym wysiłkiem i kosztem wygrawerować na nim napis upamiętniający jej sukces. Przyjęła się zasada, że wpisywano nazwę drużyny, a obok rok zdobycia przez nią pucharu. Ponieważ u podstawy oryginalnego, pierwotnego trofeum było mało miejsca już w 1902 roku powstał problem. Pomysłowość kolejnych zdobywców trofeum poszła w tę stronę, żeby wykorzystać samą powierzchnię misy. Montreal Wanderers w 1907 roku jako pierwsi wygrawerowali wewnętrzną cześć misy. Mało tego, jako pierwsi wpisali obok nazwy swojego klubu, również wszystkich 20 członków mistrzowskiej ekipy.

Rok za rokiem i w końcu wszyscy tak już zapaćkali to trofeum, że trzeba było wymyślić coś nowego. W 1909 Ottawa Senators zdecydowali się na sfinansowanie drugiego, dodatkowego okręgu dołączonego do pucharu, na którym można było grawerować dalszych triumfatorów. Pomimo tego, ani Wanderers w 1910, ani też Senators w 1911 nie wypisali swoich nazwisk na pucharze. Drugą w historii drużyną, która tego dokonała była w 1915 ekipa Vancouver Millionaires.

Od 1924 roku na pucharze pojawił się kolejny okrąg, ufundowany przez Montreal Canadiens, a grawerowanie imion i nazwisk członków drużyn zdobywających to trofeum stało się nieprzerwaną tradycją. Co roku dodawano nowy „poziom” pucharu, czyniąc z niego w końcu dość dziwną konstrukcję, dzięki której zyskał swoją inną nazwę „Stożek”.

Właśnie wtedy swoją przygodę z pucharem rozpoczął duński złotnik Carl Poul Petersen, który opuścił Kopenhagę w 1929 roku, decydując się na kontynuowanie życia i pracy po drugiej stronie Oceanu, a dokładnie rzecz biorąc w Montrealu. Po kilku latach pracy na kanadyjskiej ziemi tak rozwinął swój biznes, że zatrudniał 20 osób i importował rocznie cztery tony srebra w przedmiotach różnego rodzaju. Usłyszeli o nim włodarze NHL, których jedyne wtedy biuro zlokalizowane było właśnie w Montrealu i poprosili go o dokonanie drobnych napraw pucharu. W 1948 roku dostał znacznie trudniejsze zlecenie. Miał coś zrobić z trofeum, żeby nie wyglądało już jak rura zakończona misą, ale innowacje musiały być takie, żeby dało się wpisywać te wszystkie dane, tak jak dotychczas. Duński mistrz umieścił na górze oryginalną misę, a pod nią zamontował siedem znacznie szerszych okręgów niż te od których wziął swoją nazwę „Stożek”. Tak właśnie powstał prototyp obecnego kształtu trofeum. Choć pachniało nowoczesnością to wciąż było coś z ręki Frankensteina w tym dziele, a zatem w 1957 roku władze NHL wróciły z tematem jego modyfikacji.

Ostatecznie w 1958 powstała nowoczesna bryła pucharu z pięcioma szerokimi okręgami pod spodem, na których było sporo miejsca, żeby grawerować imiona i nazwiska członków zwycięskich ekip. Na każdym z „poziomów” przewidziano miejsce na 13 kolejnych sezonów. Kiedy w 1991 roku znów zabrakło miejsca, górny okręg został usunięty i zdeponowany w Hokejowej Galerii Sław, a do pucharu przytwierdzono od spodu nowy pusty okręg.

Kiedy w 2006 roku trzeba było zrobić grawer dotyczący mistrzostwa zdobytego przez Carolina Hurricanes, dla zachowania chronologii naniesiono również nietypowy napis dotyczący sezonu 2004/05, w którym z powodu strajku rozgrywki nie ruszyły. Na pucharze widnieje zatem „2004-05 sezon nierozegrany”.

Obecnie trofeum mierzy około 90 centymetrów, a jego waga wynosi 15,5 kilograma. W swojej dziewiczej formie puchar ufundowany przez Lorda Stanleya miał zaledwie 18 centymetrów.

Z czasem uregulowano zasady mówiące o tym, kiedy zawodnik jest uprawniony do wpisania go na trofeum. Według obecnych regulacji musi być spełniona jedna z dwóch przesłanek, aby dane nazwisko mogło się pojawić na nim. Albo zawodnik rozegrał co najmniej połowę spotkań sezonu zasadniczego, albo wystąpił przynajmniej raz w serii meczów finałowych. Problem stanowią tak zwane nieoczekiwane okoliczności, które poprzez ich zaistnienie nie pozwalają na spełnienie którejś z powyższych przesłanek. Tak było na przykład w przypadku Władimira Konstantinowa z Detroit Red Wings, którego karierę zakończył wypadek samochodowy, ale ze względu na wydanie specjalnego pozwolenia przez władze NHL, jego nazwisko zostało wygrawerowane na pucharze za mistrzostwo z 1998 roku.

Choć Puchar Stanleya dotyczy rywalizacji męskich drużyn hokejowych to na tym trofeum można odnaleźć nazwiska dwunastu kobiet. Pierwszą, która dostąpiła zaszczytu wpisania była prezydent Detroit Red Wings, Marguerite Norris, za zwycięstwo jej drużyny w 1954 i 1955 roku. Tylko jedna Kanadyjka została uwieczniona na pucharze, a jest nią współwłaścicielka Calgary Flames z 1989 roku, Sonia Scurfield. Charlotte Grahame, Honorowy Dyrektor Administracyjny Colorado Avalanche została wpisana w roku 2001, a trzy lata później w innym miejscu trofeum pojawiło się nazwisko jej syna, Johna, członka Tampa Bay Lightning.

Obecnie w Galerii Sław NHL, hokejowym muzeum znajdującym się w Toronto są trzy Puchary Stanleya: oryginalne, pierwotne trofeum z 1892 roku, uwierzytelniona wersja prezentacyjna z 1963 i egzemplarz stały z 1993.

Puchar Dominion Hockey Challenge, czyli ten ufundowany przez Lorda Stanleya w 1892 roku wręczany był zwycięskim drużynom do 1970, ale z uwagi na duże prawdopodobieństwo jego uszkodzenia lub zniszczenia, został odstawiony do muzealnej gabloty, której już nie opuszcza. Kopia z 1963 roku jest uwierzytelniona, co w praktyce potwierdza pieczęć znajdująca się pod spodem pucharu, którą można oglądać, gdy zawodnicy wznoszą go ponad swoimi głowami. Ta wersja trofeum jest obecnie używana do nagradzania mistrzów play-off, jak również do działań promocyjnych. Wykonano ją pierwotnie w tajemnicy, ujawniając ten fakt dopiero po trzech latach. Replika z 1993 roku służy po prostu jako zamiennik uwierzytelnionej wersji pucharu, gdy ten znajduje się poza murami muzeum. Wersje różnią się od siebie kilkoma detalami, a najłatwiej rozróżnić je po tym, że w tej z 1963 roku można odnaleźć „zamazane” znakami „X” nazwisko Basila Pocklingtona z Edmonton Oilers (1984), podczas gdy na najnowszej wersji jego osoby w ogóle już nie uwzględniono.

Ciekawostką jest fakt, że podczas nanoszenia na powierzchnię pucharu setek nazw, dat, imion i nazwisk nie wszystko poszło dobrze i można znaleźć tam różnego rodzaju „babole”. Widniejący pod datą 1954 Alex Belvecchio to istotnie Alex, ale Delvecchio, natomiast Glin Hall wpisany przy sezonie 1951/52 miał naprawdę na imię Glenn, tak jak nie było w latach siedemdziesiątych w Montrealu hokeisty o nazwisku Gainy, choć taki został wpisany na Pucharze Stanleya. W istocie chodzi o Boba Gaineya. Również w nazwach samych zespołów widnieją „smaczki”, bo jak inaczej określić takie określenia jak Toronto Maple LEAES (1963), BQSTQN Bruins (1972), czy New York ILANDERS (1981). W niektórych przypadkach dokonywano korekt, jak na przykład przy nazwisku Eric Staal. Napastnika Carolina Hurricanes, w pierwotnej wersji zapisano z użyciem trzech po sobie następujących liter „a”.

Carl Petersen, a później jego syn Arno przez wiele lat latem odkładali inne zajęcia i nanosili na powierzchnię pucharu nowe dane. Nestor rodu zmarł w 1977 roku, a obowiązki grawernika przejął Doug Boffey, syn Erica Boffeya, który jako pierwszy zajmował się zapełnianiem pucharu odpowiednimi treściami (Petersen był jego następcą). Doug spełniał ten obowiązek przez szereg lat, po czym schedę po nim przejął jego były pracownik Louis St.Jacques (ten, który wykonał replikę pucharu w 1993) i robi to po dziś dzień.

Na koniec chciejmy się czegoś nauczyć od mistrza Petersena. Otóż ten znany złotnik zawsze denerwował się kiedy słyszał, że napisy na pucharze są grawerowane i tłumaczył, że one są stemplowane, gdyż sposób ich nanoszenia polega na użyciu czegoś na wzór śrubokrętu, na którego końcu jest wzorzec litery i leciutkim uderzaniu małym młoteczkiem o srebrną powierzchnię pucharu, tak żeby kształt litery odbił się w metalu.

Trzeba również zadać kłam twierdzeniu, że do ubiegłego roku żaden Duńczyk nie znalazł swojego miejsca na Pucharze Stanleya. Choć istotnie, pierwszym zawodnikiem z ojczyzny Hamleta na hokejowym Świętym Graalu był Lars Eller, który w 2018 triumfował wraz z ekipą Washington Capitals, to od kiedy tylko trofeum zaczęło istnieć w obecnej formie na jego spodniej części widnieje napis Carl Poul Petersen, bo to on jest twórcą obiektu westchnień wszystkich zawodników na świecie.