Dziś liga NHL to 31 drużyn, a już niedługo będzie znów parzyście za sprawą Seattle, które dołączy jako następne. Z tych ponad trzech dziesiątek zespołów zaledwie siedem leży po północnej stronie granicy, czyli w Kanadzie. To mało jak na miejsce uważane za ojczyznę hokeja… a perspektyw na kolejne kluby w kraju klonowego liścia jakby brak.

W 2012 roku John Graham miał ochotę dać Kanadzie nowy team w najlepszej lidze świata. Okazją ku temu były problemy Phoenix Coyotes, które dla wspomnianego wyżej kierowcy rajdowego, promotora hokejowego oraz wizjonera były okazją do przeniesienia klubu do zachodniej Kanady na tereny tamtejszych prerii.

Prowincja Saskatchewan przeżywała wtedy ekonomiczny boom. Lokalna gospodarka zanotowała wzrost o blisko 3%, stając się drugą tuż za Albertą. Na przełomie stuleci Saskatoon rozrosło się z ośrodka mającego poniżej 200 tysięcy mieszkańców do miasta o liczbie ludności liczącej 230 tysięcy. Jak grzyby po deszczu powstawały nowe miejsca pracy, co związane było z wydobyciem potażu (węglan potasu wykorzystywany do produkcji nawozów, szkła, mydła, środków piorących), uranu, rozrostem przemysłu naftowego, a także tradycyjnym na tych rejonach rolnictwem i przemysłem. Bezrobocie nie było zagrożeniem dla tego miejsca, a apetyt na własną drużynę NHL wciąż rósł. Saskatoon kilkukrotnie było gospodarzem gier pokazowych z udziałem klubów najlepszej ligi świata. Ośrodek wydawał się naprawdę dobrze przygotowany. W mieście była hala na 15,2 tysiąca miejsc, a do tego lokalne władze obiecały wsparcie, które miało płynąć także z pobliskiego Winnipeg, gdzie swój dom znalazła Atlanta Thrashers przemianowana na Jets.

Don Cherry obwieścił nawet w jednym z wydań Coach’s Corner, że transakcja jest już praktycznie zapięta na ostatni guzik i za chwilę światu zostanie obwieszczona wiadomość, iż nowym ośrodkiem na mapie NHL będzie prowincja Saskatchewan.

W sprawę mocno zaangażowany był zastępca komisarza ligi, Bill Daly, który odbył spotkania z grupą Grahama oraz władz Saskatoon. Choć przebiegały one w bardzo miłej atmosferze, to nie wystarczyły do tego, aby pozbawić Phoenix klubu w NHL. Hokej w najwyższym wydaniu wciąż obecny jest na tamtych terenach, a zmieniła się tylko nazwa. Od 2014 roku to Arizona Coyotes.

Po latach Graham przyznaje, że biznes i życie przypominają toczące się koło. W czasie gdy Saskatchewan starało się o to, by być częścią NHL, wydawało się, że wszystko idzie dobrze. Wskaźniki ekonomiczne wciąż rosły, wydobycie potażu coraz lepsze, eksport nafty wciąż mocny. Zdaniem tego hokejowego wizjonera, gdyby tylko wtedy się udało dopiąć ostatni guzik, to dziś Saskatoon byłoby drugim Winnipeg. Niestety czegoś zabrakło.

Ekspansja ligowa nie udała się, ani Saskatoon, ani Quebecowi, który został dwukrotnie odrzucony w ciągu trzech lat na rzecz Las Vegas i Seattle. Pojawiły się głosy, iż władze NHL działają stronniczo faworyzując ośrodki ze Stanów Zjednoczonych. Zarzucono im pogwałcenie zasad teorii ekonomii wolnego rynku.

Kanadyjczycy chcą NHL. Rynek jest wciąż nienasycony. Kibice domagają się nowego klubu, a biznesmeni czekają, by reklamować swoje produkty w oparciu o nowy twór, który jak wskazują wszystkie badania marketingowe będzie świetnym nośnikiem reklamowym. Warto wspomnieć, że częściowymi akcjonariuszami NHL są takie kanadyjskie marki jak Tim Hortons, Canadian Tire, Ford of Canada, Rogers, Bell, Bank of Nova Scotia, Kraft, a BCE i Rogers Communications wspólnie posiadają pakiet większościowy w Toronto Maple Leafs. Trzeba również dodać, że Rogers kontroluje znaczną część kanadyjskiego ligowego rynku praw telewizyjnych. Pomimo tego całego wsparcia biznesowego, NHL wydaje się robić wszystko, aby nie doszło do powstania ósmego klubu najlepszej ligi świata w Kanadzie.

Kibice z kraju klonowego liścia mówią wprost, że nie ma się co dziwić, skoro komisarz Gary Bettman jest zakochany w Nowym Jorku, a dzięki wsparciu płynącemu od amerykańskich sponsorów przy życiu utrzymywane są za wszelką ceną ośrodki ligowe na Florydzie, w Arizonie i Karolinie Północnej. To powoduje, że wciąż nie ma miejsca na odrodzenie się w Quebecu ekipy Nordiques.

Dużo bardziej realnymi przesłankami tego, że Kanada nie może doczekać się ósmego klubu w NHL są jej problemy wewnętrzne dotyczące rozmieszczenia ludności, niższej wartości dolara w stosunku do waluty amerykańskiej, braku odpowiedniej ilości miliarderów zdolnych kupić akcje drużyn hokejowych, zaściankowość korporacyjna firm i brak pomysłu na wyjście z marazmu, który spycha ten kraj na drugi plan w porównaniu z potężnymi Stanami Zjednoczonymi.

Żeby nie zostać posądzonym o dokonywanie niewłaściwej oceny sytuacji skorzystam z doświadczenia Richarda Peddiego, byłego dyrektora generalnego i prezesa Maple Leafs Sports & Entertainment Ltd., który znany był ze swojego drygu do zarabiania na wszystkim co tylko w jakikolwiek sposób związane było z Toronto’s Air Canada Centre, działającym obecnie pod nazwą Scotiabank Arena. Peddie zarządzał tym obiektem przez 13 lat. Jego zdaniem nowy klub NHL to nie jest finansowo dobry biznes w Kanadzie. Inwestycja jest bardzo krucha i narażona na niepowodzenie, a dla jej stabilności nieodzownym elementem jest pozyskanie kogoś bardzo bogatego, kto będzie wspierał to przedsięwzięcie swoim portfelem.

Czy Peddie ma rację? Okazuje się, że tak. Koszt „wpisowego” to 650 milionów dolarów plus wybudowanie hali to następne 200 „baniek”. W sumie wszystkie wydatki zbliżą się na pewno do magicznej kwoty miliarda dolarów. Przy dobrym sezonie klub może liczyć na zarobek rzędu 25 milionów przed opodatkowaniem, zapłatą rat kredytowych i amortyzacją. Przy dobrych wiatrach z dochodu uda się pokryć te koszty, tylko gdzie tu mowa o zwrocie inwestycji?

Stąd też wsparcie miliardera dla takiego przedsięwzięcia jest nieodzowne. W Kanadzie pula takich osób ogranicza się do stu nazwisk, a siedmiu z nich – Molsonowie, David Thomson, Larry Tanenbaum, Rogersowie, Daryl Katz, Francesco Aquilini, Murray Edwards oraz Eugene Melnyk – już są pochłonięci osobiście lub za pośrednictwem prowadzonych biznesów w kluby NHL istniejące na terenie Kanady.

W 2011 roku Thomson uważany za najbogatszego Kanadyjczyka wraz z Markiem Chipmanem wyłożyli 170 milionów dolarów amerykańskich za to, by przenieść Thrashers z Atlanty do Winnipeg. Cała inwestycja obarczona była dodatkowo kłótniami ówczesnych właścicieli, którzy w atmosferze sporów sądowych chcieli odzyskać pieniądze z nieudanej inwestycji poczynionej na rynku pozbawionym tradycji hokejowych. Ale Thomson nie bacząc na to, jak również na słabe zainteresowanie drużyną, wbrew wszelkiej matematyce zdecydował się na ruch, który należałoby wręcz nazwać inwestycją społeczną. Dziś Winnipeg Jets wyceniani są według Forbesa na kwotę 415 milionów dolarów amerykańskich.

Według Peddiego powody, dla których ktoś może chcieć zainwestować w nową franczyzę w NHL są dwa. Jeden to

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni15 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni72 zł
Anuluj

5 KOMENTARZE

  1. Dobry tekst.

    Do meritum, z Saskatoon to bardziej jakiś żart niż poważny plan. Przy 200k populacji co 10 osoba musiałaby regularnie chodzić na mecz żeby trybuny nie wyglądały tam jak na stadionie dziesięciolecia.

     
  2. Z Kanadą wobec USA jest jak z Islandią wobec UK – śmiesznie mała populacja zabija na starcie jakiekolwiek szanse innej relacji, niż klientelizm. Tym niemniej przydałby się jeszcze jeden klub kanadyjski – może powrót Harford? Thunder Bay? Oba mało ludne, podobnie jak Saskatoon, choć Saskatchewan to taki brzydki wyłom na hokejowej mapie Kanady.