Polska szkoła komentowania hokeja nie ma zbyt długich tradycji – a jeśli ma to w większości przypadków nie ma się specjalnie czym chwalić. Wybawcą jeśli chodzi o „mówienie w czasie meczu o meczu” okazał się redaktor Jacek Laskowski, który jest  pierwszym polskim komentującym robiącym to na zachodnią modłę i sprawia, że mistrzowski styl prowadzenia transmisji w NHL choć po części gości w naszej rodzimej telewizji. Zachodni komentarz wymaga jednak także ostrzejszych sądów, mocnej oceny i nazywania rzeczy po imieniu. Naszą polską wersją Dona Cherry okazuje się być Mariusz Czerkawski, który ostatnio mówi dokładnie to, co myśli cała masa fanów nie przejmując się ogładą właściwą dla mediów.

Banda dupków, pierdoła, niedojda

Takie słowa padają z ust kanadyjskiej gwiazdy od kontrowersyjnych komentarzy Dona Cherry’ego, który gości na ekranach telewizorów w kraju klonowego liścia od czasów antycznych. Z jednej strony doceniany za bystre myśli i całkowitą bezwzględność ocen, z drugiej strony oskarżany o wyżywanie się na zawodnikach z okazji tego, że samemu nigdy nie rozegrał w tej lidze ani jednego spotkania. Kanadyjczyk niechcący przyczynił się w tym sezonie do rozkwitu hokeja w Karolinie Północnej nazywając ich „Bandą Dupków” z okazji ich wyjątkowych celebracji pomeczowych. Kilka lat temu omal nie przyczynił się do linczu na Seanie Averym, którego zrugał na antenie tak, jakby ten co najmniej „skrzywdził jego matkę”.

„200 kilometrów na godzinę na zakręcie”

Wywoływanie kontrowersji zawsze podoba się telewidzom, a jeśli jest poparte faktami, to potrafi zrobić furorę. W taką rolę wszedł ostatnio Mariusz Czerkawski. „Marre”, którego akurat o „ból dupy” z powodu niemożności grania w NHL posądzić nie można, w mocnych słowach wyrażał się ostatnio o grze Polaków w spotkaniu z Rumunią podczas mistrzostw świata Dywizji IB (trzeci światowy poziom).

Wyważony i spokojny zazwyczaj komentarz naszej żywej legendy w tym spotkaniu przerodził się już w osąd na antenie. Stonowany i raczej niski ton Czerkawskiego to jego znaki rozpoznawcze jako komentatora – jednak nikt nie spodziewał się, że były napastnik Islanders da w końcu upust swym emocjom. Reprezentacja miała według większości kibiców moralny obowiązek pokonać Rumunię.

Gra z Holandią czy Ukrainą podczas mistrzostw świata nie powinno być szczytem ambicji żadnego polskiego zawodnika, a porażka w takim zestawieniu nie powinna mieć miejsca. Spadek do grupy B miał być chwilowym wypadkiem przy pracy, który naprawiony zostanie przy pierwszej okazji. Porażka z Rumunami sprawiła, że na jeszcze rok Biało-Czerwoni zostaną na tym poziomie. Kolosalny błąd popełniła ostoja naszej reprezentacji bramkarz Przemek Odrobny. „Wiedźmin” był jednym z autorów porażki nieco lekceważąc rywala w kluczowym zagraniu.

„Ująłeś to nieco dosadniej Mariusz”

Takie słowa padły z ust innego, zresztą równie dobrego komentatora Patryka Rokickiego, który podsumował wypowiedź swojego komentatorskiego partnera.  Sytuacja, która wydarzyła się na lodzie, była zupełnie kuriozalna. Przemek Odrobny przyjął krążek, który następnie planował wybić. Z jemu tylko wiadomych przyczyn, bramkarz wyczekiwał z wystrzeleniem krążka do momentu, aż niebezpiecznie blisko jego bramki znalazł się jeden polski i jeden rumuński zawodnik.

Przemek uderzył krążek do przodu, a ten niefortunnie odbił się od nogi jego kolegi z zespołu i bezceremonialnie wtoczył się z powrotem do polskiej bramki. Odrobny z niedowierzaniem odprowadził gumę do siatki, a ilość przekleństw jaką wypowiedział w głowie była pewnie większa, niż w ciągu całej artystycznej kariery Piotra „Liroya” Marca. Mimo doprowadzenia do dogrywki, Polacy nie podnieśli się już i musieli uznać wyższość „hokeistów z kraju Drakuli” tego spotkania przegrywając ostatecznie 2:3.

Znany z żywego, aczkolwiek bardzo wyważonego komentarza Pat Rokicki nazwał całą sytuację błędem, ale i potwornym pechem polskiego bramkarza oraz całej reprezentacji. Czerkawski odparł, że jest to taki pech, jakby jechać 200 kilometrów na godzinę bez pasów na zakręcie i stwierdzić, że pechowo wypadło się z trasy. Chwilę potem, ewidentnie rozczarowany Mariusz dodał, że zagranie Odrobnego nie było pechem, tylko zwykłą głupotą. Takich słów nie słyszymy często wśród polskich komentatorów, bo też i nie często są do tego powody.

Zdenerwowany były zawodnik ligi NHL dodaje, że można sobie teraz dopowiadać, że pechowo trafił w kolano, że gdyby miał do kogo podać, to podałby celniej, ale w dalszym ciągu jest to rzeczona jazda przy 200 km/h na śliskich oponach. W internecie pojawiło się kilka komentarzy krytykujących Czerkawskiego za zbyt ostry język, który podobno nie przystoi porządnym mediom. Prawda jest jednak taka, że dodawanie cukru do wszystkiego co gorzkie, też nie jest receptą.

„Co to ma być?”

W 1994 roku Don Cherry pytał się widzów, czy nie mają już dość wychwalania Rosjan i czy nie jest to już „Hockey Night in Russia”? Ten sam komentator aktywnie krytykuje potencjalny zakaz bójek, dodając przy tym, że facet który wymyślił karę za wszczęcie bójki, która skutkuje 10 minutami i wyrzuceniem z meczu, powinien smażyć się w piekle.

Polski hokej potrzebuje niech tych samych, ale także osądów uderzających w najwyższe tony. Mariusz Czerkawski nie wypominał zawodnikom braku zaangażowania, ale już choćby brak komunikacji. Wspominał, że gdyby w NHL zawodnicy pozwalali sobie na taką ciszę na swojej zmianie, „trzaskaliby” karne okrążenia na lodowisku. Rzeczywiście komunikacji w naszej drużynie nie stwierdzono, ale w końcu mieliśmy okazję posłuchać, jak prawdziwy ekspert nazywa to po imieniu, zamiast usłyszeć mantrę w stylu „no tak to niestety czasami bywa”.

Pomimo licznych, często pewnie niezrozumiałych anglicyzmów Czerkawskiego („to jest właśnie golskor”, „prawdziwy lejzer”), emerytowany hokeista nie skupia się tylko na wyliczaniu błędów indywidualnych zawodników. Odwołuje się do znacznie głębszych problemów polskiego hokeja, stojących u podstawy wszystkiego co złe.

Tak samo jak w NHL, tak samo w rodzimym hokeju i telewizji potrzebujemy kontrowersyjnych i krytycznych komentarzy. Nie chcemy do końca świata słyszeć tekstów w stylu „no nie udało się proszę państwa”, „tak się dzieje czasami”.

Nie, proszę państwa. Nic „się” samo nie dzieje.

8 KOMENTARZE

  1. Jasne potrzebne są słowa jasnej krytyki na wizji i fonii tylko . . . Niektórzy zachowując swój krytyczny ton mentalnie nie wyszli z drużyna z elity .. prawda jest taka, ze nie gramy nawet na jej zapleczu , wiec jak to ktoś ładnie ujął w jednym z komentarzy „ jesteśmy w takiej lidze a nie innej , taki mamy poziom i w końcu gramy jak równy z równym „
    ok może nie gramy jak równy z równym było widać różnice klas samych zawodników , przynajmniej niektórych , ale to jest uwaga 3 (!) liga światowa . Trzeba to przyjąć do wiadomości . Tu jest obecnie nasz hokej . Jeśli zejdziemy na ten poziom , to może się okazać , ze trzeba zmienić postrzeganie tej ekipy i nie klasyfikować tego turnieju jako porażkę tylko np jako zawody w których byliśmy o krok od sukcesu .
    druga sprawa jest to ze Czerkawy w którymś momencie to już się słuchać nie dało . Rozumiem konstruktywna krytykę i taka nam jest potrzebna , ale dużo razy w transmisji Mario mówił jak Ci hokeiści maja grać . Mam na myśli to jak technicznie wykonywali swoje zagrania . Sory Mario ale tu bije Ego wielkości nosorożca na sawannie . Fajnie ze był w NHL 3-4 epoki temu ale to nie przystoi . Niski to poziom

     
    • Niski to poziom jest twojej wypowiedzi.Słuchać to się nie da debili z centrali,którzy niszczą polski hokej – jeżeli będziemy nadal udawać w starym polskim stylu “Polacy nic się nie stało….” to za chwilę ogóry z Holandii nas objadą.Ktoś musi uderzyć ręką w stół i bardzo dobrze,że robi to Mariusz.

       
    • Nie rozumie Twojego komentarza i oburzenia o słowa które moim zdaniem i tak padły łagodnie… Mario powiedział jak jest! Nie chodzi o obrażanie kogokolwiek z zawodników gdy się wymawia krytykę, ale o pokazanie jak głęboko jesteśmy w dup… a dokładnie w trzecim świecie hokejowym. A Ty Bart bez urazy ale mam wrażenie godzisz się z losem jak cała polska “organizacja”: PZHL + kluby, które tej sytuacji są najbardziej winne.
      Najlepiej to powiedzieć on ma duże ego jego nie słuchajmy. No sorry… ile jeszcze będziemy zatykać uszy na słowa takich gości jak Czerkawski, Gruth, Laszkiewicz i cała reszta ludzi co się na tym zna. Od dobrych 20 lat w klubach i PZHL rządzą ludzie którzy nie mają z hokejem za bardzo wspólnego nie mówiąc o biznesie. Ich jedynymi umiejętnościami jest jak przeżyć a jak już kasa jest to jakby tu coś niecoś przekręcić tak by nikt mnie nie pociągną do odpowiedzialności.
      Stan polskiego hokeja – 3 liga…, a przed nami idą jeszcze gorsze czasy. Wieloletnie zaniedbania w szkoleniu i kontynuacja polityki tanim kosztem by zajechać resztki hokejowego polskiego świata.
      Temat rzeka. Wybacz Bart, ale Twoje minimalne podejście, godzenie się z faktem słabego poziomu oraz szukania wyjścia z sytuacji w stylu dobra jest wkurza!

       
      • Ale jasne ze reformy są potrzebne , jasne ze stan polskiego hokeja leży i kwiczy . Pełna zgoda
        Oczywiście ze wewnętrznie nie zgadzam się z tym w jaki sposób jest prowadzony związek . Sam prowadzę grupę dzieciaków w Warszawie i sam widzę ile w tym wszystkim jest tzw prowizorki i klejenie dziur guma do żucia . Wyraziłem tylko opinie o Tym gdzie obecnie się znajdujemy i o Mariuszu który może już zapomniał jak to jest być w centrum wydarzeń na lodowisku . Z hokejowym pozdrowieniem

         
  2. Dobry artykuł tak jak i wspomniany komentarz Czerkawskiego. Krótka piłka w punkt, nie ma o czym rozmawiać.

    Ogólnie jak na tak niszowy w naszym kraju sport, taki duet komentatorów jak Laskowski-Czerkawski to naprawdę mega poziom. Taka przykładowo koszykówka ma czego pozazdrościć.