Świat filmu szczodrze obdarowuje fanów hokeja ostatnimi czasy. W ciągu kilku lat powstały tak fenomenalne produkcje jak druga część świetnego „Goon”, na Netflix dostępny jest świetny dokument „Ice Guardians”, a niedawno pisaliśmy o świeżutkim biograficznym obrazie „Tough Guy” traktującym o Bobym Propercie. Wydawało się, że nie mamy co liczyć na wiele więcej takich prezentów w najbliższym czasie. Limit wydawał się wyczerpany na kolejną dekadę. A jednak, po najlepszych napastnikach i obrońcach, przyszła pora na bardzo ciekawe ujęcie historii jednego z najlepszych golkiperów wszech czasów – Terry’ego Sawchuka.

Przecież powstało ich już kwadrylion

To prawda, że na temat najlepszych zawodników oraz pionierów w różnych dziedzinach hokeja powstało tony. Kanada wypluwa z siebie produkcje na ten temat w zastraszającym tempie. Zwykle są to dokumenty z cyklu – siedzi sobie starszy Pan (i z reguły jest to Don Cherry) i opowiada, jak to kiedyś było. Potem kilka twórczych akcji z udziałem danego hokeisty, trochę statystyk, trochę wzruszających zdjęć, typowo „amerykańska” muzyka w tle, jaką słyszymy w każdym filmie o tym, jak żołnierze jankescy powracają z Wietnamu, i napisy końcowe. Oczywiście, takie produkty mają swój urok, magię, a przede wszystkim bardzo dużą wartość edukacyjną.

Niemniej jednak, największymi hitami hokejowego kina raczej nie są tak ujęte filmy. Oprócz wymienianych z reguły na pierwszym miejscu „Potężnych Kaczorów”, najbardziej znane materiały to „Youngblood” , gdzie gra choćby mało znany Keanu Reeves, czy chociażby „Slap Shot”, czyli opowieść o braciach-psychopatach, którzy na nieszczęście wielu innych zawodników kochają hokej. To, co czeka nas do obejrzenia w 2019 roku, zapowiada się na produkcję utrzymaną w klimacie „Keep Your Head Up Kid: The Don Cherry Story”. Głównie ze względu na „dawne czasy”, w jakich rozgrywają się oba filmy.

To nie jest kolejny film o osiągnięciach

Danny Schur, producent, scenarzysta  i reżyser filmu jest doskonale świadomy tego, jak bardzo dla hokeja przysłużył się Terry Sawchuk. Wciskanie Kanadyjczykom, oraz fanom hokeja ogólnie kolejnego materiału o tym że Sawchuk grał bez maski, ale zaliczył wiele rekordów i miał pociętą twarz wyglądając przy tym jak źle upieczony chleb, obrażałoby inteligencję potencjalnych odbiorców. Dlatego twórca postanowił, już poprzez tytuł, zwrócić uwagę na jeden okres kariery legendy bramki Detroit Red Wings-   same jej początki.

Dzieło nosi tytuł „Made in Winnpeg” (dosłownie wyprodukowano w Winnipeg), ponieważ to tam zawodnik zaraził się miłością do hokeja i tam stawiał pierwsze kroki w bramce na ogródku za domem. Zapowiada się  nam fascynująca podróż do przeszłości, kiedy to młody Sawchuk nie ma jeszcze pociętej twarzy, 18 urodziny, z okazji których miał zakładane szwy na gałkę oczną po uderzeniu krążkiem, będzie miał dopiero za dobrych kilka lat, a jego głowy nie szargają myśli samobójcze ani utrwalająca się depresja. Innymi słowy, dostajemy świeżo upieczonego, młodego bramkarza który już na początku swej drogi dokona małej rewolucji – choć nie sam, i nie będzie autorem przypisywanej mu zmiany w stylu obrony bramki, która wywróciła świat uganiania się za gumowym krążkiem na zawsze.

Kanadyjski przykuc

Polacy mogą poszczycić się wynalezieniem „słowiańskiego przykuca”, ale kilkadziesiąt lat wcześniej kanadyjscy bracia wynaleźli przysiad, który przydał się do czegoś więcej niż zdjęcia do internetu. Terry Sawchuk do dziś wspominany jest jako pierwszy golkiper w historii hokeja, który pochylał się i grał na ugiętych kolanach na bramce.

Było to nie do pomyślenia głównie z uwagi na fakt, że bramkarze nie nosili żadnej ochrony twarzy. Mało kto jednak wie, że to nie przyszła gwiazda NHL wymyśliła tę pozycję. Zrobił to jego starszy brat, Mitch, który zaczął wpajać mu ten nowatorski sposób grania, który młody Sawchuk opanował do ówcześnie możliwej perfekcji.

To właśnie ten styl dał mu miano legendy, puchary, tytuły, zaszczyty i sławę – a także depresję, cierpienie, ból, 440 szwów twarzy. Film jednak opowiada o czystej, niczym nie skażonej pasji do gry w hokejowej bramce młodego chłopca, który marzy o tym, by świat o nim usłyszał.

Resident Hokej: TOP 3 Zombie w NHL!

Pierwsze reakcje

Reżyser filmy zachował największą klasę, i ze swym produktem udał się najpierw do samej rodziny nieżyjącego już bramkarza i pokazał im efekty swojej pracy. Rodzina była zachwycona i w pełni poparła pomysł. Dołożyła także swoje trzy grosze – chętnie udzieliła informacji dotąd nieznanych mediom, a także oficjalnie zareklamowała opowieść o legendarnym członku klanu Sawchuków.

Premiera filmu miała miejsce już dawno 26 września 2015 roku, a jej pierwsza projekcja odbyła się w hali, którą nazwano nie inaczej jak „Terry Sawchuk Arena”, i która mieści się właśnie w Winnipeg. Organizatorzy nie pobierali opłat za wejście – to była więc hokejowa uczta na hokejowej hali mimo braku hokejowego spotkania.

Film nie pojawił się w wielu miejscach poza Kanadą – o premierze w Europie nie ma raczej nawet co marzyć. Jest to niszowa produkcja dla maniaków hokeja, co czyni ją niekoniecznie potencjalnym komercyjnym hitem… ale tu uwaga. Jak często bywa z takimi niszowymi produkcjami, tak i w tym przypadku, niskobudżetowa opowieść o najlepszym bramkarzu w historii wpadła w oko możnym i bogatym świata filmu. Dzięki temu na bazie tego filmu powstanie nowy zatytułowany “BRAMKARZ”, w który zainwestowane zostaną prawdziwe wielkie pieniądze i który ma szansę na szerszą skalę podbić sale kinowe całe świata. Premiera w 2019!

Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli jesteś prawdziwym fanem hokeja, podziwiasz dziś Carey Price’a czy Henrika Lundqvista, to jest Twoim obowiązkiem udać się w przeszłość i obejrzeć historię golkipera, który przyczynił się do dzisiejszego atletycznego i akrobatycznego stylu bramkarzy hokejowych poprzez  luźną myśl jego brata – „a może byś tak kucnął w tej bramce”?