Prezentujemy kolejne tłumaczenie fenomenalnych tekstów, które ukazują się na Players Tribune.

Dzisiaj zapraszamy do lektury tekstu napisanego przez jednego z najmniej lubianych hokeistów w lidze, przez Brada Marchanda. Wspomina on o swoich prowokacyjnych zachowaniach na lodzie, opowiada o tym, jak został przyjęty w Bostonie po pierwszym sezonie, gdy zaczynał jako gracz bottom lines oraz czego tak naprawdę potrzeba do zdobycia Pucharu Stanleya. Z tekstu możemy się także dowiedzieć, dlaczego nie zamierza powtórzyć wielkiego tygodniowego imprezowania, które zafundowali sobie z kolegami w Bostonie po zdobyciu Pucharu Stanleya w 2011 roku.

Jeśli mnie lubisz, spodoba ci się ta historia.

Jeśli mnie nienawidzisz – pokochasz ją.

Opowieść ta jest dobrze znana w mojej rodzinie, jest chyba pierwszą rzeczą, którą pamiętam. Miałem 3 latka, mój tata dał mi na urodziny wspaniały elektryczny czterokołowy samochód w prezencie. Jeździłem nim jak opętany po ślepej uliczce koło naszego domu w Halifax. Był żółty, miał niebieskie siedzenia, był tam nawet klakson. Był cudowny.

Pewnego dnia bawiłem się z kolegą z sąsiedztwa. Zamyśliłem się czy coś w tym stylu, pamiętam, że obróciłem się i zobaczyłem go w moim wozie, mającego ubaw, pipczącego klaksonem.

Oczywiście wpadłem w szał.

Krzyknąłem: „Nie! Jest mój!”

Odpowiedział: „Teraz moja kolej!”

Rusza. Jeździ dookoła naszego garażu, śmiejąc się. A ja się wściekam. Ten dupek wozi się moim autem, po moim podjeździe, pipczy moim klaksonem. Po jakichś 30 sekundach nie mogłem już tego znieść. Skoczyłem przed maskę z wyciągniętą ręką, wiecie, w stylu: „Będziesz musiał mnie przejechać”.

Zatrzymał się a ja wyrwałem go z przedniego siedzenia, jak w kreskówce.

Leżał na ziemi i płakał: „Dlaczeeeego?!”

A ja jeździłem po uliczce, naciskając klakson. Mama mówi, że widziała uśmieszek na mojej twarzy.

Co mogę rzec? Byłem łobuzem. Ale nie tylko ja. Mój brat i wszyscy kuzyni również. Było nas ośmiu na tej samej uliczce, każdego dnia dawaliśmy sąsiadom popalić.

W końcu mieli dość szaleństwa i nasze rodziny przeniosły się do innego miasta, gdzie mieliśmy więcej przestrzeni.

Przeprowadzka była chyba najważniejszą rzeczą w moim życiu, ponieważ dom, w którym zamieszkaliśmy, był usytuowany blisko jeziora. Poznałem tam trzech dzieciaków, którzy, tak jak ja, mieli obsesję na punkcie hokeja. Andy, Ryan i Justin stali się moimi najlepszymi przyjaciółmi.

W zimie codziennie jeździliśmy po jeziorze. Jeśli nie mieliśmy lekcji w szkole – byliśmy na treningu hokejowym. Jeśli nie było nas na treningu – jeździliśmy po jeziorze. Jeśli jezioro nie zamarzło – graliśmy w ball hockey (połączenie hokeja na lodzie z hokejem ulicznym – przyp. tłum.) na podjeździe. Gdy padało – siedzieliśmy w domu i dawaliśmy wycisk mojemu młodszemu bratu, Jeffowi.

Był tylko rok młodszy ode mnie i był strasznym szkodnikiem. On jako pierwszy otrzymał ksywkę „pest” (zaraza, szkodnik – przyp. tłum.). Był moją inspiracją. Dla przykładu: byliśmy na jeziorze, odśnieżaliśmy przez ponad dwie godziny, ale on nam nie pomógł, bo mówił, że musi zrobić zadanie domowe albo coś w tym stylu. Tak naprawdę siedział przed komputerem i pisał na AIMie (komunikator internetowy – przyp. tłum.) z jakąś dziewczyną, która mu się podobała. „Hej, hehe, lol. Okej, mała. ZW”.

I nagle, w momencie, kiedy skończyliśmy odśnieżać, jego głowa pojawiała się w oknie. Chwilę potem wychodził z domu z kijem i rzucił coś w stylu: „Skończyliście już? Zagrajmy!”.

Co za kurdupel. Był nieznośny. Szczerze – podziwiałem jego złośliwość.

Jeff grał w naszej drużynie około roku, jeździliśmy trenować o 5 rano, wtedy otwierali lodowisko. Pamiętam, że mój ojciec miał małe zawody z właścicielem – ścigaliśmy się, kto pierwszy będzie na parkingu, my czy on. Wstawaliśmy o 4 rano, ojciec wrzucał polana do kominka a my ubieraliśmy nasz sprzęt przy ogniu. Wszystko oprócz łyżew. Następnie szybko biegliśmy do samochodu i gnaliśmy po ciemku w stronę lodowiska.

Musieliśmy się nastawić na hokej, więc zawsze puszczaliśmy piosenkę Sir Mix-a-Lot i śpiewaliśmy tekst. Wyobraźcie sobie czterech dzieciaków w pełnym sprzęcie hokejowym plus jednego dorosłego za kierownicą, jadących samotnie o 4.15 rano, krzyczących: „I LIKE BIG BUTTS AND I CANNOT LIE. YOU OTHER BROTHERS CAN’T DENY”.

Jeśli udało nam się dotrzeć na lodowisko równo z właścicielem, mieliśmy przez 30 minut lód tylko dla siebie, zanim nie przyszli trenerzy i inne dzieciaki. To z pewnością były najlepsze chwile, bo mogliśmy powygłupiać się i cieszyć lodem. Czasami byliśmy na tafli jeszcze zanim właściciel zdążył włączyć światło.

Kochaliśmy to.

Nigdy nie byłem najlepszym zawodnikiem – każdy wam to powie. Moi koledzy grali lepiej. Gdy dorastaliśmy to na nich skupiała się uwaga drużyn z lig juniorskich. Ja miałem plan, żeby dzięki grze w hokeja dostać się do Preparatory School (rodzaj szkoły przygotowawczej, np. do nauki w college’u, dla uczniów w wieku 14-18 lat – przyp. tłum.), później może na uniwersytet. Nigdy nie zapomnę przemowy trenera przed jedną z gier, mieliśmy wtedy jakieś 12 lat: „W Kanadzie są tysiące takich jak wy dzieciaków. Tysiąc więcej na całym świecie. Wiecie, co na ten temat mówi statystyka? Statystyki są takie, że tylko 0,01 % z was uda się zagrać w NHL”.

Nawet nie pamiętam jaka była pointa tej przemowy. Pamiętałem za to procenty i myślałem sobie: „Kurde, nie ma szans, nie jestem nawet najlepszy w naszej drużynie niedorostków. Jak niby mieliby mnie zauważyć?”

Mama lubi powtarzać, że wyszedłem z niej taki złośliwy.

Po prostu lubiłem dokuczać innym dzieciakom. Lubiłem

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni15 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni72 zł